http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak działał Szpital Czerniakowski

Wojciech Grejciun
2010-11-29, ostatnia aktualizacja 2010-11-28 21:22

Ciąg zaniedbań i błędów wykazał krajowy konsultant anestezjologii, który kontrolował, jak Szpital Czerniakowski w Warszawie zajmował się pacjentem. I radzi sprawdzić, czy taki oddział intensywnej terapii jak w tym szpitalu w ogóle powinien działać

Szpital
Fot. Grażyna Jaworska / AG
Szpital
Narodowy Fundusz Zdrowia skontrolował Szpital Czerniakowski w Warszawie po naszych artykułach. Inspektorzy potwierdzili nieprawidłowości opisane w "Gazecie". Ostatni raport dotyczył 65-letniego Zbigniewa Kalińskiego.

Mężczyzna źle się poczuł na działce. Z żoną pojechał na dyżur w Czerniakowskim. Zrobiono mu tomografię, ale nie opisano zdjęć, bo w weekendy nie było radiologa. Kaliński leżał na neurologii, jego stan szybko się pogarszał.

- Chory powinien być przeniesiony na intensywną terapię kilka dni wcześniej. Wtedy miałby szanse przeżyć. To, że nie trafił, może być konsekwencją bałaganu, który panuje w szpitalu. Powinien skonsultować go też anestezjolog - mówi "Gazecie" prof. Krzysztof Kusza, krajowy konsultant ds. anestezjologii i intensywnej terapii. To on skontrolował, jak opiekowano się Kalińskim.

Pacjent miał cukrzycę, ale został skrajnie odwodniony. Został zarażony szpitalną bakterią. Wymagał szybkiego podłączenia do tzw. sztucznej nerki, szpital ją miał, ale nie była używana. Po kilku dniach chory został więc przeniesiony do szpitala ze stacją dializ. Nie udało się go już uratować, zmarł.

Prof. Kusza w swojej opinii dla NFZ opisał, jak szpital dzień po dniu popełniał kolejne błędy w leczeniu Kalińskiego. "Nie wdrożono niezbędnego leczenia nerkozastępczego" - wykazuje prof. Kusza. Chodzi o sztuczną nerkę, która - jak pisaliśmy - choć była w szpitalu, nie została podłączona. Profesor wskazuje, że pacjentowi przestawały pracować nerki, na co wskazywał rosnący poziom kreatyniny i mocznika.

"W związku z wystąpieniem ostrego zespołu wieńcowego nie skonsultowano się z kardiologiem, nie przeprowadzono diagnostyki związanej z krwawieniem z przewodu pokarmowego, nie określono jednoznacznie ostrej niewydolności oddechowej" - punktuje konsultant krajowy.

Z raportu NFZ wynika, że w szpitalu brakowało i sprzętu, i specjalistów. "Nie rozumiem, na jakiej podstawie oddział uzyskał z NFZ finansowanie na II poziomie referencyjności" - napisał prof. Kusza. Poziom referencyjności to klasyfikacja szpitali pod względem świadczonych usług, posiadanego sprzętu i zatrudnionych specjalistów. Konsultant zaznacza, że chorego w stanie krytycznym przekazano na oddział intensywnej terapii w innym szpitalu. Oddział, który "również świadczy usługi w zakresie anestezjologii i intensywnej terapii na II poziomie referencyjności i jest identycznie finansowany przez płatnika jak oddział w Szpitalu Czerniakowskim".

Prof. Kusza napisał: "Niezbędne jest pilne przeprowadzenie kontroli przez konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii dla województwa mazowieckiego, najlepiej w obecności urzędnika NFZ, w celu określenia zdolności do świadczenia usług medycznych przez oddział anestezjologii i intensywnej terapii w Szpitalu Czerniakowskim w ogóle".

Fundusz nałoży na szpital karę finansową - 30 tys. zł. Będą też konsekwencje w kontrakcie na przyszły rok. - Na razie nie spełnia wymogów II stopnia referencyjności. Jeśli nie spełni też I, co sprawdzimy, to niewykluczone, że spadnie do rangi szpitali powiatowych lub nie dostanie kontraktu - mówi Mirosław Jeleniewski, wicedyrektor mazowieckiego NFZ.

W połowie listopada mazowiecki oddział NFZ ogłosił pierwszy raport po kontroli w Szpitalu Czerniakowskim. Dotyczył zmarłej pacjentki Ewy Trautman. Inspektorzy wypunktowali szereg nieprawidłowości, który mogły mieć wpływ na śmierć 45-latki. Szpital nie zabezpieczył specjalistów na oddziałach ratunkowym, neurologicznym i na intensywnej terapii. NFZ obciążył lecznicę 211 tys. zł kary i obcięciem kontraktu na oddział neurologiczny.

- Fundusz powinien dawno temu skontrolować, jak wykonywane są procedury, a nie mówić, że po spełnieniu wymogów przez szpital na piśmie, daje kontrakty w dobrej wierze - ocenia prof. Kusza.

Dyrektor Szpitala Czerniakowskiego Leszek Wójtowicz kilka tygodni temu zwolnił swoich zastępców, ale pozostawił ich na innych stanowiskach kierowniczych. Sam nie poniósł konsekwencji. Personel szpitala i rodzina zmarłych pacjentów nazywają to "grą pozorów". Od wielu miesięcy domagają się od miasta, które nadzoruje szpital, stanowczych działań.

- Ustalenia profesora są przerażające. Ile ofiar jeszcze potrzeba, aby wyeliminować podobne naganne praktyki? Kiedy rodzina Trautmanów odczuje, że żyje w kraju praworządnym? - pyta Beata Bosak-Rutkowska, prawniczka męża zmarłej pacjentki.

- Do końca tygodnia będą podjęte działania w sprawie ewentualnych konsekwencji - mówi Tomasz Andryszczyk, rzecznik stołecznego ratusza. - Sprawy są trudne i złożone. Szpital musiał mieć czas, by odpowiedzieć na zarzuty.

Sprawę Czerniakowskiego nadzoruje minister zdrowia Ewa Kopacz. W sprawach obu zmarłych pacjentów prowadzone jest też postępowanie prokuratorskie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':