http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

NFZ zbada kreatywną księgowość

Judyta Watoła
2010-09-04, ostatnia aktualizacja 2010-09-04 09:40

- Trzeba ustalić, ilu pacjentów rzeczywiście przyjmowanych jest do szpitali, bo trzeba ratować ich życie - mówi "Gazecie" wiceminister zdrowia Jakub Szulc.

Najpierw "Gazeta" napisała o weekendowej pracy Szpitala Czerniakowskiego w Warszawie. Nie było na dyżurze radiologa, choć według kontraktu z NFZ być powinien. Nikt nie opisał zdjęć z tomografu, co jest konieczne do rozpoczęcia leczenia. 45-letnia kobieta zmarła.

Wczoraj opisaliśmy analizę szpitalnych sprawozdań, jaką przeprowadziło kilka oddziałów NFZ, m.in. śląski i mazowiecki. Ujawniła ona, że lekarze na większości oddziałów mają pacjentów w stanie zagrożenia życia głównie w poniedziałki i we wtorki. W weekendy jest ich kilkakrotnie mniej.

Przykład: oddziały chorób płuc na Mazowszu przyjęły w 2009 r., żeby ratować życie, 127 pacjentów w niedziele, a w poniedziałki aż 331.

Okazało się też, że im bliżej końca roku, tym więcej przypadków ratowania życia. Przykład: w styczniu w Małopolsce na chirurgii ogólnej było ich 109, a w październiku - 1069!

Czy zagrożenie życia może rosnąć sezonowo? Czy raczej chodzi o łatwiejsze uzyskanie od NFZ pieniędzy? Bo za ratowanie życia Fundusz płaci w pierwszej kolejności.

- To możliwe. Dlatego trzeba ustalić, ilu naprawdę pacjentów przyjmowanych do szpitali potrzebuje natychmiastowego ratunku - mówi wiceminister Jakub Szulc. Centrala NFZ zapowiada kontrolę. - Nie ma wątpliwości, że lekarze codziennie ratują komuś życie. Pytamy jednak, dlaczego przebiega to tak nieregularnie. Sprawdzimy, gdzie i ile zwykłych przyjęć chorych określono jako ratujące życie - mówi Andrzej Troszyński z biura prasowego NFZ.

Ryszard Batycki, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej, nie dziwi się wynikom analiz: - Szpitale oszczędzają na weekendowych dyżurach, bo specjalistom trzeba za nie dużo płacić. Kiedy otworzyliśmy szpitalny oddział ratunkowy z całodobową gotowością lekarzy, pielęgniarek i laborantów, NFZ płacił nam zaledwie 4 tys. zł za dobę. Teraz płaci 12 tys. zł, ale i tak od początku roku mamy na SOR-ze ponad milion złotych straty.

Jesienny wzrost przypadków ratowania życia dyrektorzy tłumaczą anonimowo. - Skoro NFZ nie chce płacić za ponadlimitowych pacjentów, lekarze starają się jak najwięcej z nich opisać jako tych, których życie było zagrożone. To szansa na pieniądze. Szpital i tak dostanie je po wielu miesiącach, bez odsetek, a sam przecież za swoje niespłacone zobowiązania odsetki płacić musi - słyszymy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Whitney Houston nie żyje

Mariah Carey, Alicia Keys, Rihanna, Justin Bieber - największe gwiazdy muzyki mówią dziś i piszą, że Whitney Houston była dla nich wzorem i inspiracją