Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Dział obsługujący europejskie karty ubezpieczenia zdrowotnego (EKUZ) w śląskim
NFZ zaczął nagrywać rozmowy. - Wszyscy, którzy tu dzwonią, są o tym uprzedzani. Pomaga. Wcześniej przeklinali, obrzucali urzędników wyzwiskami - mówi Jacek Kopocz, rzecznik śląskiego NFZ.
Wszyscy denerwują się z tego samego powodu: jadąc za granicę, wzięli z NFZ kartę EKUZ, która gwarantuje bezpłatne leczenie w razie nagłych zachorowań we wszystkich krajach Unii Europejskiej. Ale kiedy na wakacjach mieli wypadek czy zachorowali, szpital żądał od nich pieniędzy. Czasem chodziło o kwoty rzędu kilku tysięcy euro. Po powrocie do kraju domagają się więc jak najszybszego zwrotu pieniędzy z NFZ. Z tym bywa jednak trudno.
- Nie ma reguły. W jednym niemieckim szpitalu karta jest uznawana, w innym nie i koniec. Problem polega na tym, że zanim zwrócimy pacjentowi pieniądze, musimy potwierdzić, że to leczenie za granicą rzeczywiście miało miejsce - tłumaczy Kopocz.
W 2008 r. wniosków o zwrot pieniędzy wydanych na leczenie za granicą złożono tylko w śląskim NFZ 1067, w 2009 już o sto więcej. W małopolskim oddziale Funduszu wniosków jest pół tysiąca rocznie, w dolnośląskim - od 800 do 900.
- Z góry informujemy, że procedura potwierdzenia leczenia trwa długo, żeby ludzie tak się nie denerwowali - mówi Joanna Mierzwińska, rzeczniczka dolnośląskiego NFZ.
Z "długo" robi się czasami nawet kilka lat. Jeśli oddział NFZ wysyła prośbę o potwierdzenie leczenia do Niemiec czy Holandii, odpowiedź dostaje w ciągu miesiąca, dwóch. Gorzej, jeśli pacjent leczony był we Francji czy Włoszech. - Na odpowiedź stamtąd czeka się rok albo nawet dwa. Nie mamy na to wpływu, ale pacjenci nas oskarżają o opieszałość - mówi Jolanta Pulchna, rzeczniczka małopolskiego NFZ.
Rekord w śląskim oddziale NFZ to pięć lat oczekiwania na zwrot pieniędzy za leczenie w szpitalu w Grecji. - Tyle czasu zajęło Grekom pisanie do nas odpowiedzi - opowiada Kopocz.
Najbardziej zdenerwowani są jednak ci pacjenci, którym NFZ w ogóle odmawia zwrotu pieniędzy. Będąc za granicą, mamy bowiem prawo tylko do tych bezpłatnych świadczeń, które gwarantowane są ubezpieczonym obywatelom danego kraju. - Mieliśmy przypadek narciarza, który miał wypadek na stoku w Austrii. Miał zostać zwieziony do szpitala na sankach-noszach, ale równocześnie przyleciał po niego helikopter. Ekipa z helikoptera zapytała się, czy go przewieźć, i on się zgodził. Zapłacił za to 6 tys. euro, których nie mógł od nas dostać z powrotem, bo w Austrii transport helikopterem połamanych narciarzy nie jest refundowany z publicznego ubezpieczenia - mówi Jacek Kopocz.
Jak rozwiązać problem z nieuznawaniem polskiej karty EKUZ? - To taki problem jest? - usłyszeliśmy w centrali NFZ.
- To zadanie dla Ministerstwa Zdrowia - podpowiada
Andrzej Sośnierz, były szef NFZ. Ale
Ministerstwo Zdrowia uważa, że jest bezradne. Z listu, jaki otrzymaliśmy od rzecznika Piotra Olechno, dowiedzieć się można, że problemem zajmowała się Komisja Administracyjna ds. Zabezpieczenia Społecznego przy Komisji Europejskiej, ale mimo jej wysiłków wciąż w wielu krajach notuje się przypadki odsyłania pacjentów, a zjawisko to nie dotyczy jedynie polskich ubezpieczonych. Niestety, minister zdrowia tylko za pośrednictwem komisji może starać się poprawić sytuację.
Krystyna Krawczyk, dyrektorka Biura Rzecznika Ubezpieczonych, radzi, by jadąc za granicę, po prostu ubezpieczać się dodatkowo: - Nie ma co ryzykować. Lepiej u nas wydać parę złotych na ubezpieczenie za każdy dzień, niż potem pożyczać nie wiadomo skąd tysiące euro.