Lotnisko wojskowe w Poznaniu (Krzesiny leżą w granicach miasta) jest od czterech lat główną bazą samolotów F-16 w Polsce. Stacjonują tu aż 32 maszyny. Od 2013 r. myśliwców jeszcze przybędzie, bo w Polsce będzie stacjonowało 16 samolotów amerykańskich sił powietrznych.
Dla okolicznych mieszkańców "jastrzębie" już teraz są koszmarem - latają i hałasują dzień w dzień, noc w noc. Ale wczoraj piloci dali mieszkańcom kilka godzin spokoju. Bo w XVI LO, oddalonym zaledwie o 1,5 km od lotniska, odbywała się
matura z angielskiego.
Lotnicy ułożyli harmonogram lotów... pod egzaminy gimnazjalne i matury z angielskiego. W piątki startują zwykle o godz. 9.30. Wczoraj latali tylko w przerwie między maturą na poziomie podstawowym a rozszerzonym. Powód? Podczas egzaminów młodzież odsłuchuje 20-minutowe nagranie, na podstawie którego rozwiązuje trzy zadania. Szkoła nie może go ponownie odtworzyć.
- Jeśli dyrektor zgłosi nam, że doszło do zakłócenia przy odtwarzaniu nagrania, decydujemy, czy można je powtórzyć. Szkoła nie może tego zrobić samodzielnie - tłumaczy Zofia Hryhorowicz, dyrektor Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Poznaniu.
- Staramy się pomagać uczniom, którzy mają już dość stresu w związku z maturą, i ograniczamy loty w dni, gdy odbywają się egzaminy odsłuchowe - mówi por. Joanna Pieńkowska, rzecznik bazy.
Przed czterema laty startujący myśliwiec miał zakłócić egzamin w liceum. Jedna z uczennic zgłosiła, że nie usłyszała fragmentu nagrania. Straciła przez to punkt, na szczęście zdała. - Ale od tego czasu wysyłam do bazy informację, kiedy nasi uczniowie piszą maturę z angielskiego, a baza ustawia starty i loty tak, by te nie przeszkadzały naszym uczniom - tłumaczy Andrzej Karaś, dyrektor XVI LO.
- Może się zdarzyć, że w danym zdaniu będzie rozwiązanie zadania. Jeśli go nie usłyszę, mogę stracić punkty. Cieszę się, że wojsko poszło na ustępstwa - mówi Amadeusz Krych, który wczoraj zdawał maturę dwujęzyczną w XVI LO.
Uczniowie za zadania ze słuchu mogą zdobyć 30 proc. punktów - to wystarczy, aby zdać pisemną maturę z angielskiego.
Z powodu egzaminów rozkład lotów F-16 zmienił się już drugi raz w tym roku. 14 kwietnia odbywały się egzaminy gimnazjalne z angielskiego.
- Jak przelatuje myśliwiec, przestajemy mówić na lekcji, bo samolotu nie przekrzyczę. Zadzwoniłam dzień przed egzaminem do bazy i dowódca zgodził się przełożyć lot. Dzwoniłam, by chronić uczniów - tłumaczy Irena Fojt, dyrektorka
Gimnazjum nr 2 w podpoznańskim Luboniu.
Mieszkańców okolic lotniska miał chronić przed hałasem wytyczony przez wojewodę wielkopolskiego tzw. obszar ograniczonego użytkowania. To strefa, w której samoloty wznoszą się i podchodzą do lądowania - czyli powodują największy hałas.
Mieszkańcy strefy mogli starać się o odszkodowanie, głównie z tytułu spadku wartości ich
nieruchomości. Sądy zalała fala pozwów, wojsko wypłaciło już mieszkańcom grubo ponad milion złotych.
Wyszło też na jaw, że wojsko ignoruje granice strefy. Kontrola Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Poznaniu wykazała, że piloci latają, gdzie chcą. W chwili przelotu "jastrzębia" nad punktem pomiaru hałas osiągał nawet 109 decybeli - jak przy pracy młota pneumatycznego.
Wojskowi nie odnieśli się do wyników kontroli. Zresztą teraz są całkowicie bezkarni, bo strefa przestała obowiązywać - zmieniło się prawo i kompetencje do jej tworzenia przeszły na sejmik. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska czeka na razie na odpowiedź wojska w sprawie wyników kontroli. A wojsko lata, gdzie i jak chce.
- Nie wierzę, żeby piloci mieli latać zgodnie z granicami nowej strefy - ale może jak będzie stały monitoring hałasu, to trochę się ucywilizują. Może będzie można ich jakoś zdyscyplinować - zastanawia się Grzegorz Małecki, mieszkaniec osiedla w sąsiedztwie bazy lotniczej. - Dla nas najlepiej byłoby, gdyby matury trwały cały rok.