Wczoraj napisaliśmy, jak
MEN rozdaje rodzicom przedszkolaków reklamówkę, w której
PZU namawia ich do leczenia się poza publicznym systemem zdrowia. Chodzi o gazetkę "Planeta Filipka" wydaną przez wydawnictwo Elipsa. MEN rozesłało ją do każdego kuratorium oświaty. Miała "prezentować korzyści psychologiczne i społeczne" płynące z edukacji przedszkolnej i obniżenia wieku szkolnego. Kosztowała 52 tys. zł z unijnych funduszy.
Problem w tym, że obok dwóch czytanek wydanych na zlecenie MEN jest też trzecia - sponsorowana przez PZU. "Istnieją bardzo tanie sposoby, aby uniknąć kolejek w przychodni, a do specjalisty dostać się maksymalnie w ciągu pięciu dni i to bez skierowania. Wystarczy wykupić ubezpieczenie w PZU!".
Nie ma informacji, co jest reklamą. Jest tylko logo: UE, MEN i PZU. Przeciw udziałowi MEN w tej reklamówce zaprotestował Związek Nauczycielstwa Polskiego.
MEN tłumaczyło, że nie wiedziało, co jest w artykule wykupionym przez PZU.
Wczoraj prośbę o wyjaśnienie wysłali do MEN urzędnicy z Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, które pilnuje wydawania pieniędzy unijnych, oraz
Julia Pitera, pełnomocniczka rządu ds. zwalczania korupcji.
PZU przysłało "Gazecie" oświadczenie: "Przepraszamy wszystkich, a szczególnie rodziców, którzy mogli odnieść wrażenie, że PZU Życie kieruje działania promocyjne do najmłodszych. W spółce uruchomiono wewnętrzne postępowanie wyjaśniające w tej sprawie. Zrobimy wszystko, aby takie sytuacje nie miały miejsca w przyszłości".
Wydawnictwo Elipsa wzięło całą odpowiedzialność na siebie: „Instytucje jedynie wykupiły w »Planecie Filipka « niestandardowe formy promocji. Nie miały wzajemnie wpływu na publikowane treści”.
- To brak etyki. Instytucje dogadały się jak za PRL: trochę pieniędzy publicznych, trochę prywatnych w zamian za sprzedanie jakiejś treści reklamowej, żeby prywatne wydawnictwo mogło na niej zarobić - ocenia dr Grzegorz Makowski, socjolog z Instytutu Spraw Publicznych. - No i paskudne jest kierowanie reklamy do dzieci, licząc, że za ich pośrednictwem dotrze do właściwego adresata, czyli do rodziców. I jeszcze uciekanie się do techniki "product placement", którą w ogóle uważam za nieuczciwą, bo zakłada, że podświadomie wciśnie klientom jakiś produkt czy markę.
- Ze strony PZU to nieuczciwa kryptoreklama. Nieetyczna tym bardziej, że skierowana do dzieci - mówi Grażyna Kopińska, dyrektor programu przeciw korupcji Fundacji Batorego. - Co do MEN: jeszcze fakt, że płaci z pieniędzy unijnych za wydawnictwo, którego treści nie sprawdza, można by uznać za błąd. Ale już to, że MEN tę gazetkę bez sprawdzenia rozprowadza za publiczne pieniądze i z listem polecającym, to gruba sprawa. Trzeba ustalić, kto jest winny. Powinna to wyjaśnić min. Pitera.