Brytyjski rząd w 2008 r. postanowił, że włączy do internetu wszystkie rodziny z dziećmi w wieku szkolnym (5-19 lat). W Wielkiej Brytanii bez internetu było co trzecie gospodarstwo domowe, w tym ok. 10 proc. z dziećmi w wieku szkolnym. Rząd zaproponował talony na sprzęt, plus łącza internetowe. Program miał objąć około miliona rodzin. Przeprowadzono niespełna dwuletni pilotaż, dla około 250 tys. rodzin. W połowie 2010 r. z powodu kryzysu program został zawieszony.
Rozmowa z Neilem Selwynem, socjologiem z Uniwersytetu Londyńskiego Jakie korzyści przyniosło rozdawanie komputerów? Rodzice przyznali, że gdyby nie rządowy program, nie mogliby sobie pozwolić na internet w domu przez co najmniej kolejne dwa lata. Okazało się, że łatwiej ich można dzięki internetowi angażować w sprawy szkoły i dziecka. Wygląda na to, że ten pilotaż naprawdę spełnił swoją rolę w wyrównywaniu szans, i to całych rodzin, nie tylko uczniów.
To pierwszy raz, kiedy rząd dawał coś rodzinom tak otwarcie - za darmo i na taką skalę. Program był bardzo popularny, skorzystało z niego ponad 90 proc. uprawnionych. Dokładne badania jego efektów są jeszcze w trakcie, pierwsze przedstawię na waszej konferencji w Warszawie w przyszłym tygodniu.
W brytyjskich szkołach na każdej ławce stoi teraz komputer? - Nie, jeden przypada średnio na pięcioro uczniów. Zanim rząd rozpoczął masowy program, wiele szkół za własne pieniądze kupowało uczniom albo wypożyczało laptopy. Od lat 90. zaczęły się też pojawiać lokalne programy pod hasłem: laptop dla nauczyciela. Wiele władz lokalnych doszło do wniosku, że lepiej zacząć od nauczycieli - jeśli się ich oswoi z technologią, zaczną jej używać w domu, potem w szkole.
A nie jest tak, że to uczniowie znają technologię lepiej i mogliby ją prezentować swoim nauczycielom? - To bardzo niebezpieczne podejście. Uczniowie, owszem, są z technologią za pan brat. Ale w większości wykorzystują ją do rozrywki. Nie używają internetu do zdobywania wiedzy. Czyli do tego, do czego stworzona jest szkoła. Ten sam
Facebook może być używany i jako rozrywka, i do prowadzenia szkolnych projektów. Blog może służyć nastolatkom do zwierzeń, ale też do odrabiania lekcji. Uczniowie nie wiedzą, że można internet wykorzystywać szerzej niż tylko do rozrywki.
Ktoś ich tego właśnie powinien nauczyć. Ktoś, czyli szkoła. Nauczyciel nie może już być przekaźnikiem informacji - od tego uczniowie mają internet. Nauczyciel powinien być ich przewodnikiem po tym nowym świecie.
Wielu jest takich "przewodników" w Wielkiej Brytanii? - Są nawet entuzjaści, ale nadal nieliczni. Popularne są tablice interaktywne, tylko że są używane zupełnie jak te tradycyjne. Z tą różnicą, że zamiast kredy jest kursor. Podobnie z platformami internetowymi - szkoły lubią zamknięte platformy, jak Moodle, bo są przeczulone na punkcie bezpieczeństwa w sieci. Jednak zamiast do interakcji z uczniami nauczyciele wykorzystują je jednostronnie: zamieszczają wykłady i każą uczniom ich słuchać.
Coś by w tym pomogły następne laptopy dla uczniów? Sęk w tym, że większość uczniów u nas ma własny sprzęt - komórki i iPhony. Laptopy zaczynają im się kojarzyć już głównie ze szkołą. To dla nich przestarzałe, na co dzień mają kontakt z mobilną technologią. Tymczasem szkoła im tego zabrania. Nie wolno wnosić komórek, szkole wolno je nawet konfiskować. To jest problem rosnący - wielu nauczycieli domaga się, żeby szkoła była bardziej elastyczna.
Inna sprawa: po co nauczyciele mają się przestawiać na technologię, jeśli egzaminy są przeprowadzane na papierze?
Żeby szkołę naprawdę dopasować do cywilizacji, trzeba by ją przemyśleć na nowo. I to jest poważne wyzwanie.
Jakie rady dla polskiego rządu przed zakupem laptopów dla uczniów? Przemyśleć precyzyjnie cele i do nich dobrać postępowanie. Mały przykład: rząd brytyjski poza sprzętem i dostępem do internetu dał rodzinom darmowe wsparcie techniczne. W razie gdyby sprzęt się zepsuł albo zawiesił. W podobnym projekcie w stanie Main w
USA serwisu technicznego nie było. Po roku zepsuła się ponad połowa sprzętu. A u nas tylko co dziesiąty komputer! Z tego wniosek, że taki szczegół warto przeszczepić.
Nie wolno myśleć, że kupowanie sprzętu to remedium na wszelkie społeczne problemy. Jeśli uczniowie słabo czytają - nie zaczną czytać lepiej. Jeśli niechętnie chodzą do szkoły - nie zaczną chodzić chętniej. Sprzęt to tylko mała część działań dla wyrównywania szans.
Debata w "Gazecie Wyborczej" Za miliard złotych rząd chce kupić pierwszakom z podstawówki laptopy. Chociaż ponad 90 proc. uczniów ma w domach komputery. Jednak aż co trzeci - bez dostępu do internetu. Czy warto uczniom fundować laptopy z publicznych pieniędzy? A może dostęp do internetu jest ważniejszy?
Polska nie jest jedynym europejskim krajem, w którym rząd rozdaje uczniom laptopy. Co wyszło z rozdawania dzieciom sprzętu w innych krajach?
Miliard złotych dla edukacji to sprawa warta poważnej dyskusji.
Dlatego 6 kwietnia (środa) o godz. 12 rozpocznie się otwarta konferencja "Laptop dla pierwszaka" . Zapraszamy do warszawskiej siedziby "Gazety" przy Czerskiej 8/10. Wstęp wolny.
Więcej: wyborcza.pl/szkola20. Zapisy mailowo: laptopdlapierwszaka@gazeta.pl