Poselskie komisje: edukacji i samorządu dyskutowały wczoraj nad projektem ustawy o Systemie Informacji Oświatowej. Dane o uczniach, nauczycielach i szkołach są przez
MEN zbierane i teraz na ich podstawie samorządy dostają pieniądze na utrzymanie szkół oraz nauczycielskie pensje. Dzięki danym wiemy np., ilu uczniów w jakim wieku chodzi do szkół oraz przedszkoli i do jakiego typu.
MEN chce jednak system ulepszyć. Dotąd dane były w nim gromadzone anonimowo i zbiorczo - np. ilu uczniów chodzi do liceów, a ilu do techników w jakimś mieście. Teraz ministerstwo edukacji będzie zbierać dane o uczniach indywidualne, wraz z numerami PESEL.
W jednym miejscu, w cyfrowej bazie SIO, będą całe historie edukacyjne każdego Polaka - w tej chwili ponad 5 mln uczniów i prawie miliona przedszkolaków.
Tych danych w bazie ma być mnóstwo: od ocen, przez informację, czy uczeń przeszedł do następnej klasy, jakiego języka się uczył, czy brał zasiłek albo stypendium, kiedy zdobył kartę rowerową, aż po korzystanie z pomocy psychologiczno-pedagogicznej.
Wokół tego ostatniego punktu wczoraj na posiedzeniu komisji rozgorzała dyskusja.
- Czy mamy prawo lokować treść opinii psychologicznej o dziecku w wielkiej bazie danych i bez zgody rodziców? Łamiemy elementarz wolnego człowieka - protestował poseł Kazimierz M. Ujazdowski (
PiS).
- Wystarczy, że takie: "Jan Kowalski, upośledzony w stopniu lekkim" znajdzie się w internecie. Naprawdę może wyrządzić krzywdę - mówiła Maria Nowak (PiS).
- A co, jeśli rodzice najpierw idą do poradni, a potem nie chcą się podzielić opinią psychologa z osobami zainteresowanymi pomocą dziecku, jak szkoła? - pytała Urszula Augustyn (PO). I udowadniała, że dane z bazy MEN nie wyciekną do internetu.
Posłowie opozycji zgłosili poprawki, by informacje o uczniach wychodziły ze szkoły już bez numerów PESEL i nazwisk. - MEN nie musi wiedzieć, że to Jan Kowalski jest upośledzony, wystarczy, że będzie wiadomo, ilu takich uczniów w konkretnej szkole się uczy - tłumaczył Lech Sprawka (PiS), były kurator oświaty. Ale poprawki nie przeszły.
Posłowie Platformy udowadniali sobie wzajemnie, że indywidualne dane uczniów w ogóle nie znajdą się w głównej bazie SIO. Mimo że właśnie to jest istotą ustawy. Większość głosowała za ustawą, przekonana, że numery PESEL i nazwiska uczniów zostaną tylko na szkolnych serwerach. Chociaż z ustawy wynika, że administratorem indywidualnych danych będzie MEN.
- Minister nie będzie korzystał z danych z nazwiskami ani z numerów PESEL uczniów. System wygeneruje nam tylko zbiorcze analityczne informacje - przekonywała "Gazetę" wiceminister edukacji Lila Jaroń.
MEN zależy na takiej ustawie po pierwsze z przyczyn finansowych. Teraz informacje do systemu wprowadzają szkoły, i robią w nich błędy. MEN płaci za uczniów wirtualnych - czasem tego samego ucznia wykazuje kilka szkół (bo zapisał się do każdej, a na zajęcia nie chodzi). Minister edukacji
Katarzyna Hall wyliczała wczoraj w Sejmie, że aż jedna czwarta danych jest nieprawdziwa. A
budżet płaci za to kilkadziesiąt milionów rocznie (za wychwycone błędy szkoły zwracają pieniądze). Drugi argument - lepsze kreowanie polityki oświatowej.
Komisja oświaty będzie jeszcze pracować nad ustawą, choć rząd chce ją uchwalić już na wiosnę. Przeciw jej zapisom jest wiele organizacji pozarządowych, pod protestem podpisał się też m.in. prof. Andrzej Zoll - były prezes Trybunału Konstytucyjnego i były rzecznik praw obywatelskich.