Po co uczniom olimpiady? Poza możliwością sprawdzenia wiedzy i umiejętności przydają się w rekrutacji na
studia. Finaliści i laureaci etapu centralnego nie muszą zdawać z danego przedmiotu matury, dostają najwyższą notę na maturze oraz maksymalną liczbę punktów w rekrutacji na studia. Niektóre uczelnie fundują też laureatom indeksy - tak się można dostać na naprawdę elitarne kierunki.
Właśnie teraz odbywają się eliminacje do centralnego etapu olimpiad-konkursów. Jest ich 26, startuje w nich kilkadziesiąt tysięcy licealistów. Wszystko w atmosferze trwającego od kilku miesięcy sporu między
MEN a uczelniami, które olimpiady organizują.
Co się stało? Od kilkudziesięciu lat olimpiady są przygotowywane i prowadzone przez pracowników uczelni wyższych. Finansuje je MEN, przekazując pieniądze zwyczajowo uformowanym komitetom, składającym się zwykle z kilku uczelni. W tym roku jednak MEN ogłosiło konkursy. Mają się odbywać co roku. Cel: możliwość dokonania konkurencyjnego wyboru organizatorów olimpiad.
- To absurd. Nie można szykować olimpiad w atmosferze niepewności, czy się wygra konkurs, czy nie - mówi prof. Jan Mostowski, organizator olimpiady fizycznej.
Tegoroczny konkurs od razu wywołał zamieszanie: został rozstrzygnięty dopiero na koniec sierpnia zeszłego roku, a organizatorzy ogłaszali jego zasady jak zwykle - przed końcem roku szkolnego. Niektórzy się wycofali: do końca nie było pewne, czy olimpiady z języka francuskiego, niemieckiego i białoruskiego w ogóle się odbędą. W dodatku resort obciął
budżet - jest ok. 6 mln zł, czyli o pół miliona mniej niż w ubiegłym roku.
- Dotąd mieliśmy na zwrot kosztów podróży i wyżywienie dla uczniów. Teraz już nie - mówi Helena Błazińska odpowiedzialna w Lublinie za okręgową olimpiadę z łaciny.
- Etap okręgowy skróciliśmy z trzech dni do jednego, żeby nie wydawać na noclegi - opowiada dr Andrzej Demetraki z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie, który od 19 lat kieruje okręgową olimpiadą biologiczną.
- I jeszcze pieniądze spływają w ratach. Musimy zakładać własne, żeby w ogóle konkursy prowadzić - dodaje prof. Mostowski.
W minionym tygodniu wiceminister edukacji Lilla Jaroń stwierdziła we Wrocławiu: - Problemy z finansowaniem olimpiad to przejściowe zawirowania logistyczne.
Wycofanie się z prowadzenia konkursów dla uczniów zapowiedział na razie tylko organizator olimpiady biologicznej na Dolnym Śląsku. W przyszłym roku miała być jubileuszowa, 40. - Nie odbędzie się - powiedział nam stanowczo prof. Wiesław Fałtynowicz.
Profesor zarzuca Ministerstwu Edukacji "lekceważenie tysięcy najzdolniejszych uczniów, jawną pogardę okazywaną nauczycielom i pracownikom uczelni wyższych, którym chce się pracować po godzinach pracy".
W podobnym tonie kilkunastu czołowych polskich naukowców napisało list otwarty do premiera Tuska. "Olimpiady przedmiotowe jeszcze działają, ale jedynie dlatego, że organizatorzy poczuwają się do odpowiedzialności za ten element polskiej oświaty" - czytamy m.in. w liście. I dalej: "Zwracamy się z usilną i pilną prośbą o energiczną interwencję w sprawie olimpiad przedmiotowych dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych, które to olimpiady z powodu nieodpowiedzialnej działalności Ministerstwa Edukacji Narodowej właśnie przestają istnieć".