W odwołaniu, które Palikot opublikował w blogu, napisał, że nagana wymierzona mu przez komisję etyki jest "rażąco niesprawiedliwa i nieadekwatna do wypowiedzianych przez niego słów". Tłumaczy, że te słowa odzwierciedlają nie tylko jego poglądy, ale także "dużej części polskiego społeczeństwa". Dodaje, że jest to jedna z wersji badanych przez prokuraturę.
Polityk przywołuje komunikat opublikowany 29 kwietnia przez Naczelną Prokuraturę Wojskową, w którym wśród czterech wstępnych wersji śledczych co do przyczyn katastrofy wymieniono też "zachowanie osób trzecich, w tym: sugestie i oczekiwania określonego postąpienia od załogi samolotu". Poseł PO powołuje się też na stenogramy rozmów w kabinie samolotu, z których wynika, że poza załogą były tam inne osoby, w tym "osoby z otoczenia Lecha Kaczyńskiego". Palikot napisał w odwołaniu, że słowa, iż "Kaczyński ma krew na rękach", miały sugerować, że były prezydent jest "winny tej tragedii w sensie moralnym". Polityk tłumaczy, że to Kancelaria Prezydenta przygotowywała wyjazd i zajmowała się szczegółami związanymi z przelotem.
Odwołaniem zajmie się Prezydium Sejmu.
Źródło: Gazeta Wyborcza