Rząd Donalda Tuska miał być pierwszym, który odważnie podejmie sprawę zapłodnienia
in vitro i innych zagadnień bioetycznych. Już w pierwszych dniach urzędowania minister zdrowia Ewa Kopacz oświadczyła, że jest za refundacją przez NFZ zabiegów in vitro.
Rozpętała się burza, a premier - z inicjatywy Jarosława Gowina (PO) - powołał w kwietniu 2008r. zespół naukowców, etyków i teologów. Mieli przygotować raport z rekomendacjami dotyczącymi uregulowania kwestii bioetycznych i ratyfikacji Konwencji Bioetycznej Rady Europy, którą
Polska podpisała w 1999r. Po pół roku zespół przedstawił premierowi trzy różne raporty. I na tym się skończyło. Wprawdzie premier, w marcu 2009 roku wezwał: "Porozmawiajmy o eutanazji", ale rozmowy nie było.
Koniec końców każda partia - oprócz PSL - napisała własne projekty dotyczące bioetyki. Platforma aż dwa: konserwatywny, Jarosława Gowina i liberalny - Małgorzaty Kidawy-Błońskiej (konkretnie trzy projekty: bioetyczny, in vitro i nowelizację prawa rodzinnego).
Ponad rok trwało, by marszałek Sejmu Bronisław Komorowski nadał im numery druków sejmowych. A
praca nad projektami zaczęła się na początku tego roku. Wszystkie projekty skierowano do jednej podkomisji, która podzieliła je na pary.
Właśnie skończyła prace nad parą: Gowin - kompleksowy projekt ustawy bioetycznej łącznie z in vitro i Kidawa-Błońska - bioetyczna bez in vitro. Z tak olbrzymiego materiału do drugiego czytania w Sejmie pójdzie tylko kilka artykułów: o utworzeniu Krajowej Rady Bioetycznej - ciała opiniodawczo-doradczego przy premierze. - Nie ma sensu regulować zagadnień bioetycznych, bo one są uregulowane w Europejskiej Konwencji Bioetycznej, a rząd zamierza ją ratyfikować - powiedział nam Jarosław Katulski (PO) przewodniczący podkomisji, która pracuje nad projektami - Mamy opinię w tej sprawie Biura Studiów i Analiz - dodaje.
Konwencja reguluje podstawowe zagadnienia, jak tworzenie i postępowanie z ludzkimi embrionami (m.in. zakazuje klonowania) i komórkami rozrodczymi, kwestie genetyczne (np. zakaz selekcji zarodków ze względu na płeć i zakaz dokonywania zmian genetycznych, które mogą być dziedziczone), kwestie eksperymentów na człowieku, ochrony informacji genetycznej, poszanowania woli pacjenta itd. To minimalne standardy ochrony, państwa mogą ustanawiać sobie wyższe. Do tej pory rząd stał na stanowisku, że nie można ratyfikować Konwencji zanim nie dostosuje się do niej polskiego prawa. Dlatego m.in. premier powołał Zespół Gowina. Skoro posłowie - z inicjatywy PO - rezygnują z takich uregulowań z powodu zapowiedzi ratyfikacji Konwencji - byłaby to zasadnicza zmiana.
Zapytaliśmy Kancelarię Premiera, kiedy rząd zamierza wystąpić do Sejmu o ratyfikację Konwencji. Odesłano nas do Ministerstwa Zdrowia. Tam rzecznik resortu, Piotr Olechno odpowiedział nam, że nie ma decyzji w tej sprawie, bo rząd czeka na to, co uchwali Sejm. Skąd więc przekonanie, że rząd zamierza ratyfikować Konwencję? - Z publicznych zapowiedzi premiera - wyjaśnia przewodniczący Katulski.
Rzeczywiście, dwa miesiące temu w artykule na łamach "Gazety" premier zapowiedział: "Myślę, że dyskusja dojrzała już do tego, abyśmy ratyfikowali europejską konwencję bioetyczną, która określi szanse i zagrożenia, jakie niesie ze sobą najnowsza nauka." Ale, jak widać, w rządzie nic o tym nie wiedzą. Zaskoczona jest tym Małgorzata Kidawa-Błońska, wiceprzewodnicząca Klubu Parlamentarnego PO: - Będę to wyjaśniać - zapowiada.
A co z resztą projektów? Co z in vitro? Jarosław Katulski zapowiada rychłe rozpoczęcie prac nad następną parą projektów: Marka Balickiego (SLD) i Kidawy Bońskiej - oba dotyczą in vitro. Różną się tym, że projekt Balickiego dopuszcza metodę in vitro także dla par zagrożonych chorobą genetyczną, a nie tylko w leczeniu niepłodności. A los "nadliczbowych" embrionów powierza rodzicom: wszczepić, przechowywać, zniszczyć czy dać do adopcji. Projekt Kidawy-Błońskiej zakazuje niszczenia embrionów zdolnych do rozwoju. - Za wiodący podkomisja przyjęła projekt Balickiego. Po przejściu posła Arłukowicza do Kancelarii Premiera musimy uzupełnić skład podkomisji i zaczynamy prace. Do drugiego czytania projekt będzie gotowy w czerwcu - zapowiada Katulski. Czy będzie uchwalony? - Nie wiem, czy w tym parlamencie jest większość zdolna uchwalić bardziej liberalny projekt - mówi Katulski.
Projekt Bolesława Piechy (PiS), zakazujący tworzenia nowych zarodków in vitro i regulujący wszczepianie już utworzonych został w ogóle odrzucony. Zaś para: Joanna Senyszyn (SLD) - refundacja zabiegów in vitro i Kidawa-Błońska - zmiany do kodeksu rodzinnego w ogóle nie będzie chyba przedmiotem prac: - Refundacja zabiegów in vitro nie wymaga zmiany ustawy, tylko pieniędzy - mówi przewodniczący Katulski.
Refundację in vitro premier Donald Tusk obiecał w kampanii prezydenckiej. Minister zdrowia Ewa Kopacz przedstawiła nawet wyliczenia, z których wynikało, że rocznie trzeba by na to wydać z
budżetu około 100 milionów złotych. Mimo że skala kosztów nie jest wielka, rząd nie wprowadził refundacji.
Politycy z władz PO, pytani czy jest szansa na to jeszcze przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi, powtarzają, że wszystko zależy od premiera. - Refundację in vitro można wprowadzić rozporządzeniem ministra zdrowia. Ewa Kopacz jest gotowa, ale czeka na zielone światło od Tuska. Wciąż go nie dostała - mówi nam ważny polityk z władz PO.
Czy Platforma, która walczy o głosy lewicowego elektoratu przed jesiennymi wyborami, wróci do tematu refundacji in vitro? Z minister Kopacz nie udało nam się wczoraj skontaktować. Wiceszef klubu PO Rafał Grupiński uważa, że zabiegi in vitro przynajmniej w części należałoby finansować. - Ale pytanie brzmi, czy stać nas na to w sytuacji, gdy tak wielu pacjentów czeka w kolejkach do zabiegów ratujących życie? - mówi Grupiński. Pytany o ofertę dla lewicowych wyborców, których głosy mogą rozstrzygnąć o zwycięstwie w
wyborach parlamentarnych, wiceszef klubu PO zapewnia, że Platforma przygotowuje ofertę: z jednej strony dla przedsiębiorców, z drugiej dla wykluczonych (ale wymienia tylko ludzi starszych).
Jednak inny ważny polityk PO mówi, że decyzja o tym, czy Platforma wróci do tematu refundacji in vitro jeszcze nie zapadła. Dodaje, że w walce o glosy lewicowych wyborców ta kwestia może się pojawić, choć będzie trudna ze względu na stanowisko kościoła, który jest przeciw in vitro. Rzecznik rządu Paweł Graś nie odpowiedział na pytanie, czy refundacja in vitro będzie wprowadzona przed wyborami.
W projekcie przyszłorocznego budżetu nie uwzględniono tego wydatku. - Wstępny projekt budżetu jest teraz w konsultacjach w Komisji Trójstronnej. Na początku czerwca ponownie zajmie się nim rząd. Jeśli będzie wola polityczna, żeby wprowadzić refundację in vitro, wtedy możne będzie wprowadzić ten wydatek do budżetu - mówi "Gazecie" Szymon Milczanowski z biura ministra finansów.