W Tallinie Centrum Cyberobrony powstało po ataku hakerów na estońskie banki i sieci komputerowe rządu w 2007 r. Estonia i kraje bałtyckie były przekonane, że za atakiem tym stała
Rosja (te informacje potwierdziły zresztą kilka dni temu dokumenty opublikowane przez witrynę
Wikileaks).
Rok po ataku na Estonię NATO podjęło decyzję o budowie Centrum. Ale nie korzystają z niego wszystkie kraje NATO, tylko te, które płacą na jego utrzymywanie. To Litwa, Łotwa, Estonia oraz Włochy, Niemcy, Hiszpania i Słowacja.
USA mają własne centrum obrony przed cyberterroryzmem.
- Polska dołączy do Centrum Cyberobrony, ponieważ widzimy zagrożenia, których ofiarą padła Estonia nie tak dawno temu. Widać to ponownie przy okazji sprawy Wikileaks - powiedział dziś Sikorski na konferencji prasowej z estońskim szefem
MSZ Urmasem Paetem.
Zadeklarował, że będziemy płacić za jego utrzymanie ok. 20 tys. euro rocznie. Polska wyśle także do Tallina własnego eksperta.
Ma kogo, bo, choć nasz
MON się tym nie chwali, od niedawna w Polsce działa już Centrum Bezpieczeństwa Cybernetycznego. Latem ta pierwsza tego typu jednostka wojskowa powstała w Białobrzegach koło Radomia w ramach 9. Batalionu Łączności.
Czym się zajmuje, oficjalnie nie wiadomo, bo jest jednostką tajną. Wiadomo jednak, że do jej zadań należy m.in. ochrona sieci należących do armii i MON, ostrzeganie przed atakami hakerów i wirusami. Ustaliliśmy, że Centrum monitoruje ruch w sieci na stronach wojskowych oraz np. na stronach powiązanych z Al-Kaidą i talibami. Wojskowi specjaliści łamią kody zabezpieczające i przeszukują zawartość witryn przeciwników polskiej armii.
Walka z cyberterroryzmem stała się jednym z priorytetów całego NATO. Do tej pory ataków cybernetycznych nie uznawano za uderzenia w Sojusz. Dlatego Estonia została w 2007 r. sama. Nowa koncepcja strategiczna NATO ma to zmienić, atak cybernetyczny na państwo Sojuszu ma spotkać się z odpowiedzią cyberwojskowych NATO.