Przed 30. rocznicą "Solidarności" Ministerstwo Kultury przekazało Narodowemu Centrum Kultury 7,5 mln zł na program upamiętniający historię. Z tej puli 480 tys. zł dostała w drodze konkursu należąca do "S" Fundacja Promocji Solidarności. Wśród wniosków odrzuconych znalazło się m.in. dofinansowanie biografii Henryki Krzywonos-Strycharskiej kwotą 30 tys. zł.
Formalnie fundacja otrzymała pieniądze na widowisko multimedialne "Solidarność to jeden i drugi". Grant miał pokryć wynajęcie sali i gaże artystów. Faktycznie przy okazji koncertu zorganizowano zjazd związku. Albo odwrotnie.
Po południu 30 sierpnia w hali w Gdyni odbył się zjazd "S", a po krótkiej przerwie - wieczorem - transmitowany przez
TVP koncert z udziałem m.in. Renaty Przemyk, Kayah, Stanisława Soyki, Grzegorza Turnaua i Andrzeja Grabowskiego. Za oba punkty odpowiadała związkowa fundacja, na oba wstęp mieli tylko goście zjazdu.
Rocznicowe zjazdy były do tej pory poważnym obciążeniem dla budżetu "S". Tym razem dzięki koncertowi związek nie musiał płacić z własnej kasy, m.in. za halę, nagłośnienie, światła, scenografię, wielkie ekrany pokazujące mówców, ochronę. Wszystko zostało pokryte z grantu NCK.
- Oczywiście, że to odbyło z korzyścią dla związku, oszczędziliśmy - mówi Stefan Kubowicz, skarbnik "S". - Bez wsparcia NCK i tak byśmy zjazd zrobili, może koncert byłby skromniejszy.
Kubowicz wytyka, że dzień później w Gdańsku odbyło się widowisko za 9 mln zł przygotowane z rządowych środków przez Europejskie Centrum Solidarności. - Tam to dopiero była poważna kwota - podkreśla.
Ile swoich pieniędzy wydała "S"na zjazd? Jego koszty ograniczyły się do zapłaty za dekoracje, dokumenty i pamiątki, noclegi oraz wyżywienie dla gości - razem 200 tys. zł.
Jan Kowalski, p.o. rzecznika NCK: - Trudno mi to teraz ocenić, ale każdy podmiot, który otrzymał dofinansowanie zostanie rozliczony, musi nam przedstawić relację i dokumentację. Dopiero wtedy wydamy ostateczną opinię na temat wykorzystania grantu.
Podczas zjazdu związkowcy manifestowali swoje sympatie polityczne. Owacjami witali prezesa
PiS Jarosława Kaczyńskiego, gwizdali na premiera Donalda Tuska. Kubowicz nie zgadza się jednak, że na szefa rządu gwizdano na imprezie, która odbyła się za rządowe środki.
- Bo po pierwsze, NCK nie jest własnością rządu, a po drugie, nie gwizdano np. na Bronisława Komorowskiego. Widocznie więc Tusk sobie czymś na takie przyjęcie zasłużył - ocenia.