http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pytałam rodziny o cechy szczególne

Rozmawiał Paweł Wroński
2010-05-19, ostatnia aktualizacja 2010-05-18 18:56

Ewa Kopacz
Ewa Kopacz
Fot. Jerzy Gumowski / AG

W prosektorium znajdowały się zmasakrowane ciała, a z drugiej strony rodziny ofiar musiały się zderzyć z czasami irytującą, prawniczą biurokracją. Rosjanie starali się być bardzo skrupulatni, ale i taktowni - mówi minister Ewa Kopacz

Rozmowa z Ewą Kopacz minister zdrowia, która brała udział w identyfikacji ofiar katastrofy w Moskwie

Paweł Wroński: Oglądałem w telewizji wywiad z córką posła Zbigniewa Wassermanna Małgorzatą, która twierdziła, że prokuratura rosyjska przesłuchiwała ją w Moskwie przez sześć godzin, gdy przyjechała identyfikować ciało swojego ojca.

Ewa Kopacz: Bardzo trudno mi ocenić tę sytuację. Oczywiście nie jestem w stanie odtworzyć tego, co się działo na styku pani Małgorzata i rosyjska prokuratura. Niestety, nie rozmawiałyśmy w Moskwie. Szkoda. Nie chcę polemizować z odczuciami pani Małgorzaty, przeżyła tam osobistą stratę i tragedię.

Ale powinna pani niektóre rzeczy, które działy się w Moskwie, po prostu opowiedzieć.

- Mogę to porównać z moją sytuacją - bo przecież samodzielnie identyfikowałam ciała dwóch moich kolegów. Tam w Moskwie najpierw było 116 przedstawicieli rodzin, a potem dojechało jeszcze 80. Rozmowy z prokuratorami odbywały w blisko dziesięciu pokojach. Zdaję sobie sprawę z upiorności sytuacji. W prosektorium znajdowały się zmasakrowane ciała, a z drugiej strony rodziny ofiar musiały się zderzyć z czasami irytującą prawniczą biurokracją. Jednak te wszystkie czynności były w jakiś sposób konieczne, im więcej danych, im więcej informacji, tym pewniejsza identyfikacja, tym lepsza dokumentacja. Rosjanie starali się być z powodu wagi tego, co się stało, bardzo skrupulatni, ale i taktowni. Sama podczas identyfikacji dzwoniłam wielokrotnie do rodzin, pytałam o dziesiątki cech szczególnych, dzięki temu potem dało się rozpoznać ciała. To długo trwało. Rzeczywiście taka sytuacja może być niezwykle stresująca, ale takie są procedury, zresztą podobne procedury są w Polsce.

W czasie tych rozmów staraliśmy się zaglądać do każdego z pokojów, gdzie odbywały się rozmowy z prokuratorami, by zapytać, czy wszystko w porządku, czy możemy pomóc. Nie jestem w stanie zaręczyć, czy zajrzałam do pokoju, w którym akurat była pani Małgorzata. Tam na miejscu pracowała grupa psychologów, duszpasterz. Wszyscy zachowywali się bardzo godnie, wspierali się nawzajem, dlatego w Sejmie dziękowałam im za taką postawę.

Małgorzata Wassermann twierdzi, że chciano spalić rzeczy, które pozostały po jej ojcu.

- Nie byłam świadkiem takiej rozmowy czy sytuacji. Regułą było, że o tym, co stanie się z rzeczami osobistymi odnalezionymi na miejscu tragedii, decydowali bliscy ofiar.

Prof. Piotr Kruszyński, karnista, twierdzi w "Naszym Dzienniku", że na odzieży mogły się znaleźć istotne ślady.

- Nie chcę tego komentować, nie jestem kryminologiem.

Mecenas Rafał Rogalski, reprezentujący część rodzin, w tym polityków PiS, powiedział w "Gazecie", że nie ma pewności, czy w każdym przypadku przeprowadzono sekcje zwłok ofiar, nie wiadomo, czy przeprowadzano badania toksykologiczne, by wykluczyć zatrucie trucizną czy gazem...

- Zupełnie nie rozumiem. Gdy pojawiły się pierwsze pogłoski o tym, że jakoby czegoś nie dopełniono, pytałam o to polskich lekarzy patologów, którzy tam pracowali. Oni zapewniali mnie, że wszystkie czynności zostały przeprowadzone. Sekcja zwłok jest działaniem obowiązkowym, przeprowadza się ją rutynowo w takich przypadkach. Jak twierdzą polscy lekarze, na miejscu zostały pobrane próbki do toksykologii. Lekarze czy prokuratorzy, którzy tam pracowali, to wybitni eksperci, specjaliści. Musimy mieć do nich zaufanie.

Czy wszystkie ciała zostały zidentyfikowane?

- Tak. Wszystkie ciała, które odnaleziono na miejscu tragedii i przewieziono do Moskwy zostały zidentyfikowane. Gdy bliscy mieli jakieś wątpliwości, radziłam im, by poczekali na wyniki badań DNA. Dlatego 21 ciał wróciło do Polski tak późno.

Rodziny mówiły, że w przypadku kilku osób było to kilkadziesiąt kawałków.

- Proszę wybaczyć, ze względu na szacunek dla ofiar i ich bliskich nie będę mówiła o takich szczegółach.

A może wobec licznych teorii spiskowych powinna pani zrobić konferencję prasową?

- Co mam tłumaczyć? Mam się bronić? Dlaczego? Pojechałam do Moskwy z własnej inicjatywy, by pomagać ludziom w tym strasznie trudnym momencie, jakim jest identyfikacja ciał. Z czym mam polemizować? Niedawno w jednym z tytułów prasowych, i to wcale nie marginalnym, pojawiła się informacja, że na miejscu katastrofy odnaleziono fragment ludzkiego ciała, który jeszcze krwawił. Co ja mogę powiedzieć? Że to zupełny absurd? Nawet uczeń gimnazjum wie, że nie jest możliwe, by kawałek ciała krwawił po trzech tygodniach, bo krew krzepnie w kilka minut. To może niech pan mi wytłumaczy jako dziennikarz: dlaczego tak się dzieje? Dlaczego ktoś to pisze? Aby wprowadzić atmosferę powszechnej nieufności, tak aby nikt nie wierzył nikomu.

Polityka.

- Jeśli tak ma wyglądać polityka, to ja się na to po prostu, po ludzku, nie zgadzam. To, co mnie boli to wykorzystywanie rodzin ofiar, granie ich bólem.

Czy teraz spotyka się pani z rodzinami ofiar?

- Gdy wyrażają taką potrzebę, jestem do ich dyspozycji. Wiem, że stałą opieką nad rodzinami ofiar koordynuje minister Michał Boni.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 75 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    163 głosy