http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Parytet siedzi w kuchni

Renata Grochal
2010-03-15, ostatnia aktualizacja 2010-03-15 08:07

Poznańscy posłowie
narzucą parytetową linię?
Manifa, która 6 marca przeszła ulicami
Poznania, zorganizowana była
pod hasłem:
Poznańscy posłowie narzucą parytetową linię? Manifa, która 6 marca przeszła ulicami Poznania, zorganizowana była pod hasłem: "Parytety dla mężczyzny i kobiety". Niektóre transparenty adresowane były do konkretnych posłów. W tle ten do poznaniaka Waldy Dzikowskiego z PO, szefa sejmowej komisji, w której utknął parytet: "Panie pośle Dzikowski, głosuj za parytetami, nie bój się kobiet". Inny poseł z transparentu - Michał Stuligrosz (też z PO, też z Poznania) - mówił działaczkom Kongresu Kobiet, że "naturalną rolą kobiety jest dbanie o ciepło domowego ogniska, a mężczyzny - zarabianie na dom"
Fot. Tomasz Kaminski / AG

- Platforma parytetem grała tylko pod publiczkę! - alarmują Kongres Kobiet i SLD. Projekt utknął w komisji. Dziś już widać, że na wprowadzenie parytetu przed wyborami samorządowymi nie ma szans

Waldy Dzikowski, szef nadzwyczajnej sejmowej komisji ds. prawa wyborczego, przyznaje, że komisja nie zajmie się parytetem ani w tym tygodniu, ani na kolejnym posiedzeniu. - Realny termin to połowa kwietnia - mówi "Gazecie". - Najpierw musimy zająć się ponad 300 artykułami prawa wyborczego, potem wystąpić do klubów o wyznaczenie ekspertów w sprawie parytetu i poczekać, aż projekt zaopiniuje komisja ds. polityki społecznej - dodaje. Komisja Dzikowskiego dostała projekt ustawy o parytecie po pierwszym czytaniu w Sejmie, które było miesiąc temu.

Termin "połowa kwietnia" oznacza, że nie ma szans na wprowadzenie parytetu przed tegorocznymi wyborami samorządowymi (ordynacje można zmieniać najpóźniej pół roku przed wyborami). Listy kandydatów do samorządów nie będą więc układane z zachowaniem 50-proc. parytetu dla kobiet.

- Politycy PO obiecywali, że projekt ustawy o parytecie jako obywatelski będzie miał priorytet. Dziś widać, że to było granie pod publiczkę! Potwierdziły się nasze obawy i ustawa utknęła w komisji - mówi "Gazecie" Bożena Wawrzewska, szefowa biura Kongresu Kobiet, który był inicjatorem ustawy. - To arogancja silniejszego. Politycy PO lekceważą obywateli, dla nich liczą się tylko słupki.

PO o naturalnej roli kobiety

Pod obywatelskim projektem ustawy o parytecie podpisało się przeszło 150 tys. osób. Ponad 60 proc. Polaków opowiedziało się w sondażu "Gazety" za jego uchwaleniem. Wprowadzenie parytetu na listach do Sejmu, Parlamentu Europejskiego i samorządów było jednym z głównych postulatów Kongresu Kobiet Polskich, który w czerwcu odbył się w Warszawie.

Konkluzja Kongresu była taka, że w polityce jest za mało kobiet (w Sejmie - 20 proc., w Senacie zaledwie 8 proc.). I taki stan utrzymuje się od 20 lat. A parytet jest najszybszym sposobem, żeby to zmienić. Sprawdził się w wielu europejskich krajach, np. w Belgii system kwotowy, a następnie parytetowy doprowadził do zwiększenia obecności kobiet w parlamencie z kilkunastu procent do 38 proc. w izbie niższej i do blisko 41 proc. w izbie wyższej. Dotychczas parytety lub kwoty wprowadzono w 40 krajach na świecie.

Jednak parytet mocno podzielił polskich polityków. Jednoznacznie poparł go tylko SLD. PiS i PSL są podzielone. A w PO parytet wywołał prawdziwą wojnę między jego zwolennikami i przeciwnikami. Żeby wyciszyć spór, Platforma zrezygnowała nawet z własnego projektu wprowadzającego 30-proc. kwoty zamiast parytetu.

- Od początku obawiałam się, że PO będzie blokować parytet - mówi "Gazecie" Aleksandra Sołtysiak, koordynatorka zbiórki podpisów pod ustawą w Poznaniu. Jej zdaniem politycy Platformy nie rozumieją problemu dyskryminacji kobiet. - Poseł Michał Stuligrosz (PO) powiedział nam wprost, że naturalną rolą kobiety jest dbanie o ciepło domowego ogniska, a mężczyzny - zarabianie na dom. A poseł Dzikowski w lutym z lekceważeniem określił nasze argumenty jako "urocze" i namawiał, żebyśmy lepiej poparły jednomandatowe okręgi wyborcze, bo jak będziemy głosować na konkretną osobę, a nie na partię, to problem płci w ogóle zniknie - opowiada Sołtysiak.

SLD: parytet a hazardowa

Wiceszef PO Waldy Dzikowski nigdy nie krył, że jest przeciwnikiem parytetu. Wiele razy mówił "Gazecie", że parytet upokarzałby kobiety, bo to tak, jakby przyznać, że nie potrafią same poradzić sobie w polityce. Teraz ustawa jest w jego rękach - to przewodniczący komisji decyduje, kiedy i czym komisja się zajmie. Jednak zapewnia, że ustawy o parytecie nie blokuje.

- Będziemy się starać, żeby prace nad tym projektem zakończyły się w komisji do końca czerwca, razem z innymi zmianami w prawie wyborczym - obiecuje Dzikowski. I dodaje: - Ale łatwo nie będzie, bo nie ma porozumienia.

Politycy wszystkich partii twierdzą, że bardziej realne od 50-proc. parytetu jest wprowadzenie 30-proc. kwot na listach. Mówią, że byłby problem ze znalezieniem tak dużej liczby kobiet chętnych do kandydowania. Ale przedstawicielek Kongresu to nie przekonuje. - Jest tyle kobiet w organizacjach pozarządowych, tyle pracuje ich na rzecz partii. Wystarczy po nie sięgnąć. Ale mężczyźni nie chcą parytetu, bo boją się konkurencji kobiet - mówi Aleksandra Sołtysiak.

W sprawie przyspieszenia prac nad ustawą chce interweniować u marszałka Sejmu też SLD.

- Ustawa o parytecie powinna mieć szybką ścieżkę w Sejmie, by zdążyć z parytetem na wybory samorządowe - mówi "Gazecie" szef Sojuszu Grzegorz Napieralski. - Jeśli politycy nie będą mieć ustawy, znajdą tysiąc powodów, żeby nie dać kobietom połowy miejsc na listach. Platforma pokazała, że potrafi szybko pracować. Ustawę hazardową przepchnęli przez Sejm w kilka dni - podkreśla Napieralski. f









Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    22 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':