Dlaczego dwaj ministrowie Donalda Tuska będą "bić się" o stanowisko, które nie jest najważniejszą funkcją w strukturze partyjnej? Bo ten minister, który wygra walkę, zostanie kandydatem na prezydenta Łodzi w jesiennych wyborach. A jeśli
Donald Tusk nie zgodzi się puścić ministrów do samorządu, wówczas przewodniczący partii w mieście będzie mógł namaścić swojego kandydata. I tak naprawdę walka o przywództwo w partii jest jednocześnie walką o rządzenie Łodzią przez następne cztery lata.
Nie po raz pierwszy Kwiatkowski i Grabarczyk spotkają się na ubitej ziemi. Walczyli już ze sobą w kwietniu 2006 r., a stawką było kandydowanie w wyborach na prezydenta Łodzi. Ówczesny poseł Grabarczyk został znokautowany przez ówczesnego wiceprezydenta Zgierza Kwiatkowskiego. 92 spośród 107 delegatów zdecydowało, że na prezydenta Łodzi powinien kandydować Kwiatkowski. Teraz politycy PO twierdzą, że nadszedł czas rewanżu. Z nieoficjalnych wyliczeń wynika, że obecnie przewagę wśród delegatów ma Grabarczyk.
Dlaczego ministrowie starają się o stanowisko szefa powiatu (w tym wypadku Łodzi), skoro ważniejszy jest przewodniczący regionu - w październiku 2008 r. władze PO zdecydowały, że nie wolno łączyć stanowiska w rządzie z kierowaniem partią w województwie. Wówczas kilku ministrów, m.in. Grabarczyk, zrezygnowało z kierowania partią. Ale władze partii nie zabroniły łączyć funkcji ministra z funkcją szefa partii w powiecie. I właśnie 20 marca dojdzie do takich wyborów w Łodzi. - Ta frakcja, która wygra wybory w Łodzi, zwycięży także w województwie. To wynika z czystej matematyki - opowiada działacz PO.