Polska jest w momencie zwrotnym, co nie znaczy krytycznym, jeśli chodzi o pościg cywilizacyjny za najbardziej rozwiniętymi krajami świata - tak zaczął swoje wczorajsze przemówienie na warszawskiej Politechnice premier Donald Tusk. Razem z ministrami Jackiem Rostowskim i Michałem Bonim przedstawił "Plan rozwoju i konsolidacji finansów publicznych 2010-11".
W czwartek premier zrezygnował z wyścigu o fotel prezydenta, tłumacząc, że woli być premierem i dokończyć niezbędne reformy. - Ktoś, kto zrezygnował z kandydowania na prezydenta, może zaproponować więcej - mówił wczoraj Tusk. - Chodzi o to, byśmy pokazali, po co się biliśmy o tę władzę, po co chcemy rządzić.
1,1 mld euro na rozwój szerokopasmowego internetu obiecuje wydać premier w latach 2007-12
Punkt wyjścia do zmian, jak twierdzi premier, jest niezły. Jako jedyni w całej UE zanotowaliśmy w 2009 r.
wzrost gospodarczy, i to na przyzwoitym jak na kryzys poziomie 1,7 proc. - Polska staje się powoli fenomenalnym miejscem na mapie gospodarczej świata - cieszył się premier.
Teraz zdaniem premiera powinniśmy znaleźć się w grupie krajów, które najszybciej wykaraskają się z długów. Polski rząd nie dosypywał pieniędzy do gospodarki tak, jak to robiły np.
USA. Mimo to nasz
dług publiczny sięga już 740 mld zł - to blisko 20 tys. zł na statystycznego Polaka. Co roku musimy poświęcać prawie 40 mld zł na spłatę rat i odsetek od kredytów.
Rząd chce zmniejszyć narastanie tego długu, a także zejść do 2012 r. z deficytem finansów publicznych (czyli deficytem budżetu, państwowych funduszy i samorządów) poniżej 3 proc.
PKB. To otworzyłoby nam drogę do przyjęcia euro. Kiedy? Donald Tusk daty nie podał.
Zapowiedział za to: • Wprowadzenie reguły wydatkowej, zgodnie z którą wydatki będą mogły co roku rosnąć tylko w tempie inflacji plus 1 proc. Rząd chce to zapisać w ustawie, a jeśli Lech Kaczyński ją zawetuje, to projekt budżetu na 2011 r. i tak powstanie w oparciu o tę regułę. W przyszłym roku budżet ma zaoszczędzić dzięki temu 10 mld zł.
• Stopniowe wygaszanie przywilejów emerytalnych służb mundurowych. Policjanci i żołnierze, którzy już są w służbie, zachowają prawo do emerytury po 15 latach pracy. Nie będą go mieli rozpoczynający służbę od 2012 r. - Naszym celem nie jest zabieranie ludziom praw nabytych - mówił premier.
• Zachęcanie bogatych rolników, by wychodzili z dotowanego przez państwo
KRUS i ubezpieczali się w FUS.
• Przyspieszenie prywatyzacji, tak by przyniosła ona w tym roku nawet 27 mld zł.
• Oddłużanie szpitali, które samorządy chcą przekształcać w spółki prawa handlowego. Jest na to w budżecie 360 mln zł.
- Polacy będą z tego mieli więcej pracy i pieniędzy - zapewniał premier. - Do połowy roku we wszystkich tych sprawach powinniśmy mieć przygotowane założenia, do końca roku gotowe projekty ustaw - mówi minister Boni.
Czy zapowiadane reformy wejdą w życie? Na konferencji prezentującej plan nie było wicepremiera i szefa koalicyjnego PSL Waldemara Pawlaka. W środę mówił on, że plan nie był z nim konsultowany. W piątek minister rolnictwa Marek Sawicki z PSL tłumaczył, że Pawlak jest na urlopie. Co on sam sądzi o planie? - Jest przypomnieniem exposé szefa rządu sprzed dwóch lat - powiedział PAP. Podobnie wypowiadali się przedstawiciele opozycji. - Program przedstawiony przez premiera jest zbiorem ogólników - mówi wiceprezes PiS Aleksandra Natalli-Świat.
A ekonomiści? - Podoba mi się odwaga premiera. W Polsce panuje przekonanie, że w miarę jak zbliżają się wybory, od reform trzeba się trzymać z daleka - mówi Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PricewaterhouseCoopers. - Ale widziałem w Polsce kilka planów konsolidacji i żadnego właściwie w ogóle nie udało się zrealizować. Teraz widać determinację. Pytanie, czy to wystarczy.