http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dwóch zmienników Tuska

Renata Grochal, Paweł Wroński
2010-01-29, ostatnia aktualizacja 2010-01-29 07:55

Premier rozważa dwie równorzędne kandydatury na prezydenta: Bronisława Komorowskiego i Radosława Sikorskiego

Szef MSZ Radosław Sikorski (na pierwszym planie) i marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Zdjęcie z Sejmu z marca 2008 r.
Fot. S3awomir Kaminski / AG
Szef MSZ Radosław Sikorski (na pierwszym planie) i marszałek Sejmu Bronisław...

Kto wygra prawybory w Platformie?



Donald Tusk zapowiadał, że decyzję o tym, czy startuje w wyborach prezydenckich, ogłosi zimą.

Wczoraj dodał, że zastanawiał się nad tym od wiosny. Rzeczywiście, podczas debaty w"Gazecie" w marcu 2009 r. z Tadeuszem Mazowieckim zapytany przez niego, kim tak naprawdę chce być, odpowiedział:

Nie jest moim celem prezydentura, jeśli znajdzie się ktoś inny, kto da gwarancję wygranej.



Nie wiadomo, co przesądziło o ogłoszonej wczoraj decyzji. Być może jesienne sondaże zlecone w PO, z których wnikało, że kilku czołowych polityków tej partii zdecydowanie wygra z Lechem Kaczyńskim? Może sytuacja w rządzie i wpartii po sprawie hazardowej? A może dobre oceny dla rządu Tuska za walkę z kryzysem?

Według nieoficjalnych informacji "Gazety" tuż przed ogłoszeniem decyzji Tuska PO zleciła kolejne badania. Pokazują, że poza premierem największą szansę na prezydenturę miałby marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, potem Radosław Sikorski i szef Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek, ana czwartym prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Tusk nie krył, że decydując o niekandydowaniu, musiał pokonać opór współpracowników, którzy namawiali go do startu. Twierdzili, że ma prezydenturę w zasięgu ręki. Wśród nich był szef klubu PO Grzegorz Schetyna, wiceszefowie Rafał Grupiński, Sławomir Nowak i poseł Jarosław Gowin.

Jak się dowiedzieliśmy, o swojej ostatecznej decyzji Tusk powiedział Schetynie wczoraj rano. -To jest decyzja odpowiedzialna, polityczna, dalekowzroczna. Premier chce skupić się na pilnowaniu spraw Polski -mówił potem szef klubu PO.

Jeśli nie Tusk, to...

Kto zamiast premiera będzie kandydował na prezydenta? -To będzie kandydat, który zdobędzie zaufanie Polaków. Wszyscy w Platformie zrobimy wszystko, aby nie dopuścić do reelekcji prezydenta Lecha Kaczyńskiego - mówił Schetyna.

Zapowiedział, że zarząd PO przedstawi rekomendacje w najbliższych tygodniach, a kandydata zatwierdzi konwencja partii 16 maja. Szef klubu

wymienił dwa nazwiska: marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego i szefa MSZ Radosława Sikorskiego.

Komorowski pod koniec grudnia mówił "Gazecie", że "nie odżegnuje się od kandydowania". Dodał: "Jestem przekonany, że mam pomysł na Polskę imam w sercu wizję Polski i polskiej polityki". Sikorski zaś wydał wczoraj oświadczenie, że "weźmie udział w dyskusji i podejmowaniu decyzji Platformy w sprawie wystawienia kandydata na prezydenta". Dodał także, że "nie zna przypadku przywódcy, który mając w zasięgu ręki najwyższy urząd w państwie, poświęca osobiste ambicje dla modernizowania kraju", a Tusk "pokazał patriotyzm najwyższej próby".

Według naszych źródeł premier poważnie bierze pod uwagę obu wymienianych kandydatów rezerwowych.

- W kampanii jest potrzebny polityczny fighter, a Komorowski niekoniecznie ma te cechy, choć w czasach opozycji wykazał się heroizmem i twardym charakterem - słyszymy w otoczeniu premiera. - Z kolei Sikorski jest fighterem, ale jest też politycznym solistą. Jako prezydent mógłby być poza kontrolą PO. Ale każdy prezydent prędzej czy później oddaliłby się od własnego zaplecza - dodaje ten sam rozmówca.

Inne wymieniane wcześniej kandydatury - Buzka i Gronkiewicz-Waltz - są mało prawdopodobne. Szef PE musi dokończyć kadencję w europarlamencie, a prezydent Warszawy zamierza walczyć o drugą kadencję w zbliżających się wyborach samorządowych.

Swój scenariusz przedstawił też wczoraj wiceszef klubu PO Janusz Palikot. Zaproponował ponownie, żeby PO wyłoniła nowego kandydata wpartyjnych prawyborach. - Nie blokowałbym udziału w nich politykom spoza Platformy, np. Włodzimierzowi Cimoszewiczowi lub Andrzejowi Olechowskiemu - mówił Palikot. Jedynym warunkiem byłoby zebranie tysiąca podpisów członków PO. W otoczeniu premiera usłyszeliśmy, że wariant prawyborów nie jest wykluczony.

Z oryginalną koncepcją wystąpił Andrzej Olechowski, założyciel PO i jej były członek, obecnie jeden z kandydatów na prezydenta. Wyraził uznanie dla Tuska i nadzieję, że PO "uwolniona od konieczności poparcia swojego charyzmatycznego lidera przemyśli swoje źródła, swoją misję wartości i zastanowi się, czy prezydentem nie powinna być osoba niezależna". I poprze jego.

Opozycja zaskoczona

Decyzja premiera, który niezmiennie liderował we wszystkich sondażach wyborczych, wywołała powódź komentarzy zaskoczonej opozycji. Tusk ogłaszał ją, gdy równocześnie w Sejmie swoje zeznania przed hazardową komisją śledczą składał były minister sportu Mirosław Drzewiecki. Posłowie Lewicy i PiS od razu wysunęli hipotezę, że w ten sposób usiłuje "przykryć" te zeznania.

- Premier potwierdza swoją decyzją, że afera hazardowa to wierzchołek góry lodowej. Strach przed tym, co jest pod lodem, jest silniejszy niż wieloletnie plany - głosił poseł Adam Hofman (PiS). Prezydencki minister Paweł Wypych mówił, że premier się wystraszył. Poseł Bartosz Arłukowicz (Lewica) twierdził, że po aferze hazardowej premier nie chciał zderzyć się z opinią publiczną. Europoseł PiS Jacek Kurski sugerował, że to gra, a premier zmieni plany i wróci do rywalizacji. Jerzy Szmajdziński (SLD, kandydat na prezydenta), ocenił, że decyzja Tuska jest dobra dla Polski i rządu, bo "skończy się permanentnie prowadzona przez rząd kampania wyborcza".

- To absurd - tak premier skomentował zarzuty opozycji, że miałby swoim wystąpieniem chcieć przykryć przesłuchanie Mirosława Drzewieckiego. - Nie jestem aż takim altruistą -powiedział. Podkreślił, że to jego decyzją powstała komisja śledcza, jego decyzją minister sportu przestał nim być. Tłumaczył, że postanowił akurat wczoraj ogłosić, że nie będzie kandydował, bo rozmawiał z szefem Rady Europejskiej o gospodarce. A - jak powiedział wTVN 24 -nie ma ważniejszego newsa dla Polski niż to, że przez cały rok wytrzymaliśmy na pierwszym miejscu w Europie pod względem wzrostu gospodarczego.

Jeden z ministrów Tuska wymienił jeszcze inny argument: -Gdyby premier ogłosił, że nie kandyduje, po przesłuchaniu w komisji, byłoby to odebrane jako skutek sprawy hazardowej. Atak to on przejął inicjatywę.

Zmiany w rządzie?

Tusk nie wykluczył wczoraj rekonstrukcji rządu. - Jest bardzo prawdopodobne, że te zadania, które sobie rysujemy, dotyczące też wielkiej dyscypliny wewnętrznej będą wymagały w niektórych miejscach innych ludzi - powiedział w Polsat News. Kiedy te zmiany nastąpią? - Jeszcze kilka tygodni namysłu potrzebuję, żeby to było bardzo precyzyjne, niewykluczone, że wiosną.

Dla Gazety - Tadeusz Mazowiecki, pierwszy premier wolnej Polski

Złożyłem gratulacje Donaldowi Tuskowi. Uważam wybór, którego dokonał, za decyzję bardzo odpowiedzialną i w pełni ją rozumiem. To przede wszystkim na rządzie spoczywa odpowiedzialność za kraj. Za to, co trzeba dalej zrobić dla jego rozwoju. A rządząca partia potrzebuje zwartości. Ta decyzja to dobra wiadomość dla Polski.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 92 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    33 głosy

Zwalnianie po polsku: rozmowa z psychologiem biznesu

Często szefowie działają ustami przychylnych sobie osób. To tworzy obrzydliwą atmosferę pseudoprawdy, pseudokomunikacji, domysłów i napięć