http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kobiety nie chcą kwiatka

Renata Grochal
2009-11-18, ostatnia aktualizacja 2009-11-17 20:37

Organizatorki Kongresu Kobiet Polskich chcą odwołania pełnomocniczki rządu ds. równego traktowania Elżbiety Radziszewskiej. Mają dla premiera własną kandydatkę.

ZOBACZ TAKŻE
- Elżbieta Radziszewska nie nadaje się na to stanowisko. Choć UE wymaga od nas pełnomocnika ds. równego traktowania, ostatnie 18 miesięcy pokazały, że ten urząd w Polsce jest fasadowy. Osoby dyskryminowane nie mają w Radziszewskiej żadnego sojusznika - mówi "Gazecie" prof. Magdalena Środa, jedna z inicjatorek Kongresu Kobiet Polskich. Dziś kobiety z biura Kongresu chcą na konferencji prasowej zaapelować do premiera o odwołanie Radziszewskiej.

- Ona nic nie robi. Ciągle nie ma ustawy zrównującej płace kobiet i mężczyzn na równorzędnych stanowiskach, nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy, nierozstrzygnięta jest sprawa refundacji zabiegów in vitro. Nie ma też ustawy o równym traktowaniu, której wymaga od nas UE - wylicza prof. Środa. Komisja Europejska już wiele razy upominała Polskę za brak ustawy antydyskryminacyjnej. Skierowała nawet skargę na polski rząd do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Za brak ustawy grożą nam kary finansowe. Radziszewska obiecała, że ustawa będzie gotowa do końca 2008 roku. Ale ciągle jej nie ma. Jednak pani minister twierdzi, że to nie ona odpowiada za uchwalenie ustawy, tylko Ministerstwo Pracy.

- Gdy wystąpiłam do rządu o informację, co rząd zrobił, żeby uchronić Polskę przed grożącymi nam karami, Radziszewska, zamiast na nie odpowiedzieć, wygłosiła w Sejmie sprawozdanie z działalności rzecznika za ubiegły rok. Przeczytała 161 stron maszynopisu, na których było wszystko, co znalazła w szufladach od rządu Millera do dziś. Nawet wyniki monitoringu mediów pod kątem dyskryminacji ze względu na płeć z 2005 roku, gdy pełnomocnikiem ds. równego statusu była Magdalena Środa - mówi posłanka Izabela Jaruga-Nowacka (SLD), pełnomocnik ds. równego statusu kobiet i mężczyzn w rządzie Leszka Millera. - Dla rządu Tuska problem dyskryminacji nigdy nie był ważny. Premier powołał Radziszewską w przeddzień Dnia Kobiet jako kwiatek, który miał uszczęśliwić kobiety. Wybrał osobę, która nie tylko nie rozumie istoty praw człowieka, ale nie zabiera głosu w sprawach, które bulwersują opinię publiczną. Gdy cała Europa rozmawia o wieszaniu krzyży w miejscach publicznych, Radziszewska milczy, choć to też sprawa związana z dyskryminacją - dodaje Jaruga-Nowacka.

Również Joanna Kluzik-Rostkowska, pełnomocnik ds. rodziny w rządzie PiS, krytykuje Radziszewską.

- Minister jest fikcyjnym pełnomocnikiem. Premier nie dał jej ani własnego budżetu, ani pracowników. A ona o to nie zadbała. Jeśli chodzi o poglądy, ona jest bardziej konserwatywna niż ja - mówi Kluzik-Rostowska. - Gubi ją to, że próbuje się wpisywać w tę "politykę miłości" Platformy i unika kontrowersyjnych tematów, które mogłyby wywołać społeczne emocje. A to jest właśnie urząd, który musi takie emocje wywoływać.

Elżbieta Radziszewska odpiera zarzuty, że nic nie robi. W podsumowaniu własnej 18-miesięcznej działalności przesłanym PAP wylicza, że zajęła się m.in. dyskryminacją dzieci romskich, dzieci przewlekle chorych, walką z pedofilią internetową.

Zapowiedziała, że od 1 stycznia będzie zajmować się wszystkimi rodzajami dyskryminacji, bo przejmie zadania departamentu ds. kobiet, rodziny i przeciwdziałania dyskryminacji w Ministerstwie Pracy.

- To byłby dramat - ocenia prof. Środa. - Radziszewska mogłaby więcej zaszkodzić, niż pomóc.

Minister Radziszewska nie chciała nam wczoraj powiedzieć, co zmieni w swojej działalności po przejęciu kompetencji z Ministerstwa Pracy.

- To dłuższa rozmowa, zapraszam w przyszłym tygodniu - ucięła. O planowanym apelu Kongresu kobiet do premiera powiedziała: - Bardzo się cieszę, każdy ma prawo do swojego zdania.

Jednak, jak słyszymy w otoczeniu Donalda Tuska, premier też nie jest zadowolony z działalności minister. Zastanawiał się nawet nad jej odwołaniem, gdy podczas hazardowego kryzysu rozważany był wariant szerszej rekonstrukcji rządu. Ale współpracownicy przekonali go, że łączenie dymisji Radziszewskiej ze sprawą hazardowego lobbingu byłoby "niezrozumiałe dla opinii publicznej".

Działaczki Kongresu Kobiet i środowiska kobiece mają własną kandydatkę na następczynię Radziszewskiej. To prof. Małgorzata Fuszara, współtwórczyni Gender Studies przy Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, ekspertka Rady Europy do spraw wprowadzania równości płci do głównego nurtu działań politycznych i społecznych.

- To idealna kandydatka, bezpartyjny ekspert, z dorobkiem naukowym - mówi prof. Środa.

Tę kandydaturę popierają też poprzednie pełnomocniczki z SLD i PiS oraz fundacja Feminoteka.

- To świetny pomysł. Prof. Fuszara to świetna ekspertka, nie antagonizuje, potrafi rozmawiać ze wszystkimi - mówi Joanna Piotrowska, szefowa fundacji Feminoteka.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    62 głosy

Żegnaj, Kościele

Czy występujący z Kościoła może żądać, by wykreślono go z księgi chrztu? Czy nadal jest katolikiem?