- Polski rząd nie notyfikował nam projektu nowej ustawy o grach, a naszym zdaniem powinien to zrobić. Urzędnicy Komisji skontaktują się z resortem finansów w przyszłym tygodniu - powiedział nam Ton van Lierop, rzecznik unijnego komisarza ds. przedsiębiorczości Güntera Verheugena.
Notyfikacja polega na sprawdzeniu przez Brukselę, czy nowa regulacja nie jest sprzeczna z unijnym prawem. Może potrwać nawet kilka miesięcy - zwłaszcza że w grudniu obecna Komisja kończy swoją kadencję. Minie trochę czasu, zanim nowi komisarze zaczną podejmować decyzje.
Zdaniem urzędników Verheugena, którzy zapoznali się z założeniami projektu, może on naruszać zasady wolności społeczeństwa informacyjnego.
Portugalski precedens Plany polskiego rządu to tylko fragment batalii z internetowym hazardem w wielu krajach UE. Przełomem może być orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z 8 września 2009 r.
W sprawie Santa Casa kontra Bwin i Portugalska Liga Piłkarska Trybunał stwierdził, że zakaz hazardu internetowego w Portugalii nie narusza unijnej zasady swobody świadczenia usług. Wyrok oznaczał, że Santa Casa - licząca 500 lat instytucja charytatywna - będzie miała tam nadal ustawowy monopol na hazard.
- Baliśmy się, że po wyroku kurs akcji na giełdzie w Londynie zwali się na łeb, na szyję - mówi menedżer jednej z brytyjskich firm bukmacherskich.
Nic dziwnego. Dotychczas Bruksela była głównym obrońcą firm oferujących hazard w sieci przeciw zakusom państw próbujących go zakazać. Odpowiedzialny za rynek wewnętrzny komisarz Charlie McCreevy kilkakrotnie ostrzegał kraje, aby nie próbowały tego robić.
Komisja wszczęła procedurę przeciw kilku państwom, które zakazały e-hazardu, m.in. przeciw Niemcom. Bruksela zakłada bowiem, że firmy zarejestrowane w krajach UE, gdzie taki hazard jest dozwolony (m.in. Wlk. Brytania,
Malta i
Austria), mają prawo działać w całej UE.
We wrześniowym wyroku ETS nie zgodził się jednak się z Komisją. Sąd jednak zostawił Brukseli furtkę: podkreślił, że zakaz internetowego hazardu nie może być "nieproporcjonalny".
- Chcemy wykorzystać wyrok w sprawie Santa Casa - mówi "Gazecie" wiceminister finansów Jacek Kapica.
Bukmacherzy się bronią Z założeń do ustawy o grach przyjętych we wtorek wynika, że rząd zamierza zmusić operatorów internetu (np. TP SA) do blokowania stron internetowych firm hazardowych. A banki będą miały obowiązek informować o przelewach na ich konta, tak aby fiskus mógł namierzyć i ukarać samych graczy.
Te ograniczenia można obejść. Ale firmy przyznają, że nowe prawo będzie sporym utrudnieniem. Część z nich może wycofać się z Polski i zaprzestać sponsorowania naszych klubów. A dają na to ok. 50 mln zł rocznie. Maltański Expekt jest sponsorem reprezentacji, BetClic - Lecha Poznań, brytyjski Unibet sponsoruje całą I ligę piłkarską (czyli dawną drugą ligę), która teraz nazywa się Unibet 1 liga.
W firmy szczególnie uderzy zakaz reklamy. Dziś także obowiązuje, ale nie ma za niego sankcji. Po zmianie ustawy karane będą media, które zamieszczają reklamy firm hazardowych.
Pierwszy raz resort finansów przymierzał się do likwidacji internetowego hazardu w 2007 r. Środki miały być podobne jak dziś. Wówczas Urząd Komitetu Integracji Europejskiej wydał negatywną opinię dla projektu. Czy wyrok w sprawie Santa Casa zmienia sytuację?
Internetowi bukmacherzy twierdzą, że nie. - Sytuacja w Portugalii nie może być porównywana z Polską - tłumaczy "Gazecie" Kevin O'Neal z zarejestrowanego na Gibraltarze Bwin. Sąd podkreślał, że Santa Casa jest instytucją charytatywną, a nie działającą dla zysku. W Polsce sytuacja jest inna: zakłady bukmacherskie są organizowane przez prywatne firmy oraz państwowy Totalizator Sportowy (ten ostatni tylko na wyścigi konne).
ETS w sprawie Santa Casa podkreślił jednak, że w internetowym hazardzie istnieje większa możliwość oszustwa. "Ograniczenia mogą ze względu na szczególne okoliczności związane z oferowaniem gier hazardowych przez internet zostać uznane za uzasadnione celem zwalczania oszustw i przestępczości" - czytamy w wyroku.
Komisja Europejska musi pogodzić się z orzeczeniem ETS, ale państwa nie powinny cieszyć się za wcześnie. Miesiąc po wyroku sądu, 6 października, Bruksela skrytykowała rząd Danii za projekt nowego prawa o grach. Duńczycy chcieli zwalczać e-hazard podobnie jak Polacy - blokując strony internetowe oraz przelewy bankowe, a także zakazując reklamy.
Rząd Danii do 9 listopada musi odpowiedzieć Komisji. Przez ten czas nowa ustawa nie może być uchwalona. A w kolejce na rozpatrzenie przed ETS czeka sprawa Niemiec.