Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
- Siedzi zamknięty na spotkaniach, nikt nie wie, czy dzisiaj coś ogłosi w sprawie CBA - usłyszeliśmy wczoraj po południu od jednego z ministrów Donalda Tuska. Akurat premier rozmawiał z wojewodą małopolskim Jerzym Millerem, kandydatem na nowego szefa
MSWiA. Informacji o tym, co z Mariuszem Kamińskim, nie mógł udzielić nikt z polityków z otoczenia premiera. - To nie jest kwestia jakiegoś embarga. Po prostu nie wiemy - przekonywał jeden z nich.
Prawie tydzień temu Tusk ogłosił, że wszczyna procedurę odwołania Kamińskiego. Miała się skończyć z końcem tygodnia.
Ale z piątku na sobotę szef CBA postawił Polskę w stan pogotowia. Przekazał prezydentowi, premierowi, prezydiom Sejmu i Senatu (ale nie prokuraturze) materiały operacyjne mające świadczyć o "zagrożeniu interesu ekonomicznego państwa" przy prywatyzacji stoczni w Gdyni i Szczecinie. W piśmie przedstawił to jako swoją ostatnią akcję przed spodziewaną dymisją. A materiały - w tym stenogramy z podsłuchów - przeciekły do mediów (podobnie jak kilka dni wcześniej w sprawie hazardowego lobbingu).
Zaczęto mówić, że to już bunt jednej ze służb specjalnych przeciwko premierowi. Jeszcze w ubiegłym tygodniu we wtorek na swojej konferencji prasowej szef CBA zarzucił Tuskowi kłamstwo i oskarżył jego kancelarię o przeciek informacji z działań CBA wokół polityków PO rozmawiających z biznesmenami branży hazardowej. Wcześniej - 18 września - Kamiński w rozmowie z Tuskiem stwierdził, że postawione mu przez rzeszowską prokuraturę zarzuty (za tzw. aferą gruntową) to odwet za sprawę hazardowego lobbingu.
Kolejnym terminem dymisjonowania szefa CBA miał być poniedziałek. Ale wczoraj Tusk odwołania Kamińskiego nie ogłosił. Według naszych źródeł w rządzie ma to zrobić dzisiaj, razem z przedstawieniem nowych ministrów sportu, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych.
Ale inni politycy PO mówią, że równie dobrze premier może czekać jeszcze nawet dwa tygodnie, dopóki nie dostanie opinii prezydenta (ma dwie pozostałe wymagane opinie od speckomisji i kolegium ds. służb specjalnych). Bo choć
Lech Kaczyński zapowiedział, że będzie przeciw odwołaniu Kamińskiego, to wciąż nie wysłał oficjalnego stanowiska. A w niedzielę szef prezydenckiego BBN
Aleksander Szczygło zagroził, że jeśli Tusk nie poczeka na nie, może się spodziewać wniosku do Trybunału Stanu.
Czy z tego powodu Tusk może zwlekać? - Nie ma żadnych przeszkód prawnych. We wtorek Kamiński straci stanowisko - przekonuje nas minister rządu.
Tymczasem prezydenccy urzędnicy w sprawie opinii Lecha Kaczyńskiego mówią rzeczy sprzeczne. Według Szczygło będzie ona znana do dwóch tygodni. Ale w poniedziałek rano szef Kancelarii Prezydenta Paweł Wypych powiedział w radiowej "Trójce", że opinia jest, bo przecież prezydent już powiedział, że jest przeciwko odwołaniu Kamińskiego.
Według nieoficjalnych informacji wczoraj do dyspozycji Kamińskiego oddali się szefowie delegatur CBA. To gest solidarności z szefem. Odejście z Kamińskim zapowiedzieli też jego zastępcy. Ale oficjalnie ze służby odchodzi tylko rzecznik CBA Temistokles Brodowski.
* Blisko 2 tys. osób podpisało się pod listem w obronie Mariusza Kamińskiego. W apelu do Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego, autorstwa krytyka teatralnego Andrzeja Tadeusza Kijowskie go (w jego blogu na Salon24.pl), czytamy: "Zapowiedź dymisji tego Urzędnika, gdy podległe mu służby odkryły naruszenia standardów przez przedstawicieli formacji stanowiącej zaplecze Premiera, może być traktowana wyłącznie w kategoriach dążenia do pozbawienia Państwa instrumentu kontroli władzy".
kid