http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Drzewieckiego próba ratowania twarzy

Renata Grochal, współpraca Rafał Zasuń, Bogdan Wróblewski
2009-10-05, ostatnia aktualizacja 2009-10-04 20:36

Minister sportu przekonuje, że nie szedł na rękę kolegom z branży hazardowej. Jak wiemy nieoficjalnie, premiera nie przekonał i jest o krok od dymisji

SERWISY
Sobotnia konferencja ministra sportu miała być testem jego wiarygodności.

- Wszystko zależy od tego, czy przekona opinię publiczną - mówił wicepremier Grzegorz Schetyna.

Według CBA Mirosław Drzewiecki razem ze Zbigniewem Chlebowskim (w czwartek zawiesił swą funkcję szefa klubu PO i zapowiedział rezygnację z przewodniczenia sejmowej komisji finansów) pomagali kolegom z branży hazardowej - właścicielowi kasyn Polonia Ryszardowi Sobiesiakowi i lobbyście Janowi Koskowi - w uchwaleniu korzystnych dla nich zapisów w ustawie o grach losowych. Rozmawiali z nimi kilkanaście razy. Drzewiecki grywa też w golfa ze skazanym za korupcję Sobiesiakiem.

Według CBA Sobiesiak naciskał, by politycy wpłynęli na wycofanie się rządu z 10-proc. dopłat od hazardowych wygranych na rozwój sportu. W maju Sobiesiak był w domu Drzewieckiego w Łodzi. A minister wysłał 30 czerwca pismo do Ministerstwa Finansów z wnioskiem o usunięcie dopłat z projektu ustawy.

Szef CBA powiadomił premiera o podejrzanych zabiegach wokół ustawy 12 sierpnia. Dwa dni później szef rządu spotkał się z Mariuszem Kamińskim. Ustalili, że najważniejsze to "ochronić ustawę przed lobbingiem". Według Donalda Tuska nie było wtedy mowy, by zawiadomić prokuraturę o możliwości przestępstwa ani przekazać jej materiały z podsłuchów.

Drzewiecki: Nie wiedziałem, co podpisuję

W sobotę Drzewiecki półtorej godziny zapewniał, że nie zamierzał wycofać się z dopłat, tylko poinformować ministra finansów, iż nie skorzysta z tych pieniędzy, bo resort nie będzie realizował drugiego etapu Narodowego Centrum Sportu, a fundusze miały być przeznaczone wyłącznie na budowę NCS.

Ale z projektu ustawy wynika, że 80 proc. wpływów z dopłat miało pójść na Fundusz Rozwoju Kultury Fizycznej, a dopiero w uzasadnieniu jest zapis, że m.in. na NCS.

Drzewiecki tłumaczył, że jego pismo przygotowane przez biuro legislacyjne resortu to prawdopodobnie "błąd". Przyznał, że nie czyta w całości wszystkich dokumentów, które podpisuje.

- Gdy przeczytałem to pismo, nie wiedziałem, co zawiera art. 47 [o dopłatach] - mówił.

Z ujawnionej w piątek przez kancelarię premiera notatki ze spotkania Tuska z kierownictwem Ministerstwa Finansów wynika, że jeszcze 20 maja dyrektor departamentu ekonomiczno-finansowego resortu sportu "potwierdziła zasadność wprowadzenia dopłat do gier".

19 sierpnia premier wezwał Drzewieckiego, a 2 września minister sportu pisze do Ministerstwa Finansów, że jednak chce przywrócenia dopłat.

- Po 13 sierpnia, gdy dostałem z Ministerstwa Finansów informację o bryndzy budżetowej i że konieczne będą kolejne cięcia, zdecydowałem, że środki z dopłat do gier mogłyby być wykorzystane na inny cel niż inwestycja NCS - mówił w sobotę Drzewiecki. Zapewnił, że nie ma związku między jego pismem z 2 września a spotkaniem z premierem.

Z Sobiesiakiem tylko o golfie

Drzewiecki powiedział, że o operacji CBA dowiedział się z gazet. Zapewnił, że nigdy nie rozmawiał o ustawie hazardowej z Sobiesiakiem. - Ryszarda Sobiesiaka znam od ponad dziesięciu lat. Można z nim pograć w golfa - mówił. - Rozmawialiśmy o kijach golfowych. Jak jeździł do USA, prosiłem, by mi je przywiózł.

Ale przyznał też, że pomagał Sobiesiakowi załatwić pracę dla córki, o co biznesmen prosił, "bo dziewczyna się marnuje", ma świetne kompetencje, studiowała w USA. Drzewiecki zlecił sprawę swemu asystentowi Marcinowi Rosołowi. - I dalej się nią nie interesowałem - zapewnił Drzewiecki.

Rosół najpierw proponował córce biznesmena posadę wicedyrektorki NCS, a gdy Sobiesiak zwrócił uwagę, że "Mirek proponował jakąś firmę turystyczną", poprosił, by zgłosiła się na konkurs do zarządu Totalizatora Sportowego. Ale gdy do Ministerstwa Sportu zaczęły przychodzić donosy, że w Totalizatorze panuje nepotyzm, Drzewiecki uznał, że "byłoby niecelowe, by ona kandydowała".

Pytany, czy poda się do dymisji, Drzewiecki odparł, że nie ma sobie nic do zarzucenia. - Jestem do dyspozycji premiera - mówił.

Premier: Mam zastrzeżenia do Drzewieckiego

Po konferencji Drzewieckiego z dziennikarzami spotkał się premier. Zapowiedział decyzję co do przyszłości ministra na wtorek. - Na posiedzeniu rządu wysłucham kompletnej informacji od wszystkich, którzy opiniowali tę ustawę - powiedział Tusk.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':