Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
Krystyna Cieślik z Rudy Śląskiej ma 75 lat, na cukrzycę choruje od ćwierć wieku. Wie, co to znaczy chodzić po lekarzach. - Tam, gdzie zawsze były tłumy w poczekalni, czekanie po kilka godzin, człowiek cały był w nerwach - mówi. Poprawiło się półtora roku temu, gdy
NFZ wprowadził dla chorych na cukrzycę tzw. KAOS - kompleksową ambulatoryjną opiekę specjalistyczną. - Do diabetologa nie muszę wcale czekać, a jak trzeba do kardiologa, to też jest od razu - mówi pani Krystyna. KAOS to bowiem poradnia z diabetologiem, który czeka na pacjentów codziennie od godz. 8 do 18. Chorzy mogą przychodzić bez zapisów. Na miejscu jest pokój zabiegowy, gdzie w razie potrzeby można podać insulinę. W poradni dyżury mają kardiolog, neurolog i okulista, czyli najbardziej potrzebni diabetykom (ze względu na ryzyko powikłań) specjaliści.
- Nie ma do nich kolejek, bo nie ma limitów przyjęć. Jeśli jakiś pacjent jest wpisany do KAOS z NFZ, nie dostajemy pieniędzy na pojedyncze porady, tylko 50 zł miesięcznego ryczałtu na każdego pacjenta - wyjaśnia dr Andrzej Wittek z poradni, w której leczy się pani Krystyna.
Wycięta opieka Kompleksowej opieki dla chorych na cukrzycę od 1 stycznia nie będzie. Nie znalazła się w rozporządzeniach do ustawy o koszyku świadczeń gwarantowanych ogłoszonych przez
Ministerstwo Zdrowia.
Ustawa była narzędziem do wprowadzenia koszyka. Rozporządzenia są ważniejsze: to spis wszystkich procedur medycznych, jakie wykonuje się w ramach powszechnego ubezpieczenia, czyli to, co w Polsce należy się pacjentom bezpłatnie.
- Ministerstwo prosiło o uwagi do projektów rozporządzeń. Napisałem, ale żadna z moich uwag nie została uwzględniona - mówi prof. Krzysztof Strojek, krajowy konsultant w dziedzinie diabetologii.
Na pytanie o chorych na cukrzycę NFZ odpowiedział, że KAOS cieszył się zbyt małym zainteresowaniem wśród lekarzy.
Na zignorowanie zastrzeżeń do koszyka skarżą się też inni specjaliści i pielęgniarki. W liście do minister zdrowia wymieniły uwagi dotyczące opieki długoterminowej. Nie podoba im się, że zawyżono kryteria oceny stanu pacjentów. Teraz kompleksowa opieka specjalistyczna w domu pacjenta (mycie, ćwiczenia, karmienie) nie będzie przysługiwać nawet tym, którzy są całkiem sparaliżowani, o ile tylko mają odruch przełykania pokarmu. - Nie rozumiem, jak można było tego nie zmienić. Przecież każdy rozumie, że chodzi o pacjentów, którzy nie potrafią wziąć łyżki do rąk - mówi Iwona Borchulska, wiceprzewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.
Związek skrytykował też inny zapis: zakłady opiekuńczo-lecznicze, które zajmują się przewlekle chorymi, będą musiały zatrudnić przynajmniej na cząstkowym etacie specjalistów, m.in. anestezjologa, neurologa, pulmonologa, psychiatrę. Dotychczas wystarczyła umowa zapewniające udzielanie przez nich konsultacji. - Jak mamy przyciągnąć anestezjologów do pracy w naszych zakładach, skoro brakuje ich nawet w klinikach, gdzie proponują im kilka razy większe pensje? A jeśli nawet uda się zatrudnić anestezjologów, to założę się, że i tak będą tam przychodzić tylko na konsultacje. Nie wiem, po co to taki wymóg i co pacjent ma z tego, że zapisano go w koszyku. Chyba tylko to, że zakładom opiekuńczym trudniej będzie o kontrakt, a pacjentom trudniej się do nich dostać - ocenia Borchulska.
Niezadowoleni są też chorzy dotknięci NTM, czyli nietrzymaniem moczu. Prosili, by ustalony 10 lat temu limit 60 pampersów na miesiąc przy okazji koszyka został zwiększony do 90. Nic z tego. - To upokarzające - mówi pani Anna chora na NTM.
Rozporządzenia ekspresowe W poniedziałek Iwona Borchulska spotkała się z wiceministrem zdrowia Adam Frączakiem: - Usłyszałam, że zdaje sobie sprawę z błędów, ale nie było czasu zmienić rozporządzeń, bo musiały się już ukazać.
Musiały - tylko po co? Opublikowane 31 sierpnia i tak zaczną obowiązywać od 1 stycznia. Po co więc był ten pośpiech? - To było konieczne. Koszyk jest podstawą do podpisywania kontraktów przez NFZ na przyszły rok - tłumaczy inny wiceminister Jakub Szulc.
A po co anestezjolodzy na etacie w zakładach opiekuńczych?
- Obowiązkiem ministerstwa jest dbać o to, by pacjenci mieli jak najlepszą opiekę - odpowiada Szulc.
A po co pacjentom koszyk, który jest tylko zmienionym, w wielu przypadkach na gorsze, katalogiem NFZ?
- W tym przypadku decydujące znaczenie ma ranga dokumentu. To już nie zarządzenie prezesa NFZ, ale rozporządzenie ministra zdrowia. Dla pacjenta to silniejsze oparcie w domaganiu się swoich praw - mówi Szulc.
Paradoksalnie jednak właśnie ranga dokumentu, o czym już pisaliśmy, może być dla chorych utrudnieniem. Prezes NFZ mógł zmienić swoje zarządzenie w ciągu kilku dni. Tak stało się m.in. dzięki interwencji "Gazety" po wprowadzeniu limitów na leczenie zawału serca metodą balonikowania. Teraz potrzebne będzie rozporządzenie ministra, które wymaga wielotygodniowych konsultacji.
Szef funduszu nie będzie już mógł decydować o sfinansowaniu nietypowego leczenia w szczególnych przypadkach. - Teraz wolno mu płacić tylko za to, co jest w koszyku. Inaczej nielegalnie wyda pieniądze, choćby chodziło o najciężej chorego. Wydaje się, że cały ten koszyk to jedno wielkie nieporozumienie - komentuje poseł (niezrzeszony) Marek Balicki, szef Szpitala Wolskiego w Warszawie i były wiceminister zdrowia.