Bronisław Komorowski mówił wczoraj w Radiu RMF FM, dlaczego Kancelaria chce wyjaśnić sprawę ułaskawienia Adama S., z którym mąż córki prezydenta Lecha Kaczyńskiego Marcin Dubieniecki trzy tygodnie przed ułaskawieniem założył spółkę. - To nie jest skierowane przeciwko mojemu poprzednikowi. Trzeba wszystko wyjaśnić, czy wewnątrz Kancelarii dochowywane są procedury - mówił.
A co z postulatem
PiS, który chce, by okoliczności ułaskawień - łącznie z nazwiskami ułaskawionych - były znane opinii publicznej? Prezydent Komorowski: - Ułaskawienie oznacza również zatarcie winy. Nie wolno nigdy ujawniać, kto jest ułaskawiony, bo byłoby to sprzeczne z prawem polskim. Można badać mechanizmy i zasadność ułaskawień, ale nie wolno krzywdzić ludzi po ułaskawieniu - stwierdził.
Przypomnijmy: procedurę ułaskawieniową wobec Adama S. wszczęto w tzw. nadzwyczajnym trybie prezydenckim, kiedy to głowa państwa zwraca się do prokuratury czy sądów o informacje i opinie na temat skazanego, którego chce ułaskawić. W czasie prezydentury Lecha Kaczyńskiego takich spraw było 18 z ogólnej liczby prawie 2 tys.
Zwykły tryb polega na tym, że skazany zwraca się o opinię w sprawie ułaskawienia do sądu, który go skazał. Gdy opinia sądu jest pozytywna, sprawa trafia do prokuratora generalnego, a potem - do prezydenta, który wydaje w tej sprawie ostateczną i nieodwołalną decyzję. Może zmniejszyć lub zawiesić wyrok albo nawet zarządzić zatarcie skazania w rejestrze karnym.
Sprawa ułaskawień wciąż jest głośna. "Tygodnik Podhalański" poinformował ostatnio, że Lech Kaczyński ułaskawił jednego ze znanych podhalańskich działaczy kultury Franciszka O. ze Starego Bystrego, którego
policja złapała na jeździe po pijanemu. Franciszka O., podhalańskiego poetę, pod koniec marca 2007 r. zatrzymał patrol
policyjny. Miał ok. 2 promile we krwi. Trafił do izby zatrzymań. Sąd skazał go na sześć miesięcy pozbawienia wolności. Warunkowo zawiesił wykonanie tej kary na dwa lata, ale dodatkowo ukarał górala 1000 zł grzywny i odebrał prawo jazdy na trzy lata.
We wrześniu 2007 r. O. występuje do prezydenta Kaczyńskiego o ułaskawienie. Prosi o skrócenie zakazu prowadzenia pojazdów z trzech lat do jednego. Sąd pierwszej instancji, doceniając dorobek poety w pracy na rzecz lokalnej społeczności oraz biorąc wzgląd na chorobę jego żony, pozytywnie opiniuje prośbę. Ale przeciwna jest Prokuratura Generalna. Lech Kaczyński korzysta z prawa łaski - z powodów humanitarnych i społecznych.
Z kolei toruńska "Gazeta" opisała, jak toruńscy działacze PO poparli w liście do prezydenta Komorowskiego prośbę o ułaskawienie byłego komendanta toruńskiej policji Janusza B. skazanego za nadużywanie władzy.
Politycy PO przekonują w nim prezydenta Komorowskiego, że "odejście ze służby pana Janusza B. stanowi niepowetowaną stratę dla policji". "Według naszej oceny sam fakt prowadzenia postępowania karnego stanowił ogromną dolegliwość psychiczną wobec długoletniego, wzorowego funkcjonariusza policji (...) i z pewnością już stanowi wystarczającą karę dla pana Janusza B." - uzasadniają poparcie dla jego prośby o ułaskawienie.
Były szef toruńskiej policji to pierwszy laureat Złotej Pały - nieformalnego branżowego plebiscytu na najgłupsze służbowe polecenie roku. Dostał ją w 2007 r. za instrukcję dla młodych funkcjonariuszy, wedle której, wchodząc na interwencje domowe, mieli ściągać buty. Rok później, mając 48 lat, odszedł na emeryturę, bo prokuratura wszczęła przeciwko niemu śledztwo o nadużywanie władzy: wyjazdy służbowym
samochodem do kochanki w Bydgoszczy i kupowanie dla niej kwiatów z budżetu policji (np. 26 tulipanów na 26. urodziny). - Najbardziej karygodne były jednak jego naciski na podległe mu służby, aby zwolnić z komendy inną jego kochankę tylko dlatego, że nie chciała dalej się z nim spotykać - mówił w styczniu 2010 r. sędzia Rafał Sadowski, skazując prawomocnie Janusza B. na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata i 3,5 tys. zł grzywny oraz trzyletni zakaz pełnienia funkcji publicznych.
Pismo o łaskę wpłynęło do Kancelarii Prezydenta w styczniu. Janusz B. powołuje się na długotrwałą chorobę żony oraz
studia będącej na jego utrzymaniu córki. Kancelaria Prezydenta zarządziła zwykły tryb procedury ułaskawieniowej. Sąd nie zgodził się na ułaskawienie. Werdykt toruńskiego sądu praktycznie zamyka Januszowi B. drogę do ułaskawienia.