Po wczorajszej naradzie strony prezydenckiej z rządową wciąż nie ma decyzji, czy
Lech Kaczyński poleci do Moskwy na defiladę 9 maja z okazji 65. rocznicy zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami.
- Spotkanie było przykładem, jak powinna wyglądać współpraca między administracją prezydencką a rządową, ale decyzji nie ma, wciąż dogrywamy szczegóły - mówi nam jeden z prezydenckich ministrów.
- Prezydent powinien polecieć, ale to będzie trudna wizyta. Spodziewamy się jakiegoś despektu ze strony Rosjan, który potem będzie próbował wykorzystać rząd. A zaproszenie dla Jaruzelskiego jest mniejszym złem, krzyk, że utrudniamy życie 86-letniemu kombatantowi, byłby ogromny - powiedział nam ważny polityk
PiS.
O tym, że prezydent - jeśli poleci - zaproponuje miejsce w swym samolocie gen. Jaruzelskiemu, poinformował wczoraj prezydencki minister Paweł Wypych.
- Lech Kaczyński bardzo negatywnie ocenia działalność generała Jaruzelskiego w PRL, zwłaszcza w okresie stanu wojennego, ale należy pamiętać, że generał Jaruzelski, oprócz udziału w II wojnie, był również demokratycznie wybranym prezydentem Polski - powiedział Wypych. I dodał: - W związku z powyższym szacunek ze względu na wiek, ale także na mandat prezydencki, wydaje się oczywisty - powiedział minister.
Te słowa pochwalił były premier Leszek Miller (
SLD). - Wyrażam najwyższy szacunek i uznanie dla tego gestu prezydenta Kaczyńskiego, to przejaw cywilizowania się polityki - powiedział na konferencji w Lublinie.
Gen. Jaruzelski - przed karierą I sekretarza PZPR i wprowadzeniem stanu wojennego - w 1940 r. został zesłany na Syberię, potem został żołnierzem tworzonej w ZSRR I Armii Wojska Polskiego.