http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Przyszedł list z Pałacu. Faktów brak

Paweł Wroński
2010-02-25, ostatnia aktualizacja 2010-02-25 09:23

Prezydent nie ujawnia zastrzeżeń wobec Radosława Sikorskiego i zaprasza premiera. - Skończył się czas rozmów, z których się robi insynuacyjny użytek - odpowiada premier

List Lecha Kaczyńskiego
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta / Gazeta.pl
List Lecha Kaczyńskiego
SONDAŻ
Haki na Sikorskiego...

To bzdura i wymysł przedwyborczy
Haki znajdą się na każdego, trzeba podejść do nich ostrożnie
Niepokoją mnie, Kaczyński nie powinien czekać z ich ujawnieniem

Przeczytaj pełen tekst listu prezydenta do premiera



O odpowiedź na pytanie, jakie prezydent ma zarzuty wobec Radosława Sikorskiego, Tusk poprosił w ubiegłym tygodniu. Po wywiadzie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego dla "Newsweeka", w którym mówił, że Tusk będzie miał się z pyszna, jeśli wskaże szefa MSZ jako kandydata PO na prezydenta, i że Lech Kaczyński ma "konkretną wiedzę", która dyskwalifikuje Sikorskiego.

Ujawniona wczoraj na Wyborcza.pl treść listu prezydenta wywołała rozczarowanie premiera i szefa MSZ. Kaczyński stwierdził, że zastrzeżenia są dobrze premierowi znane. "Podczas spotkania z panem premierem w dniu 6 listopada 2007 r. przedstawiłem moje zastrzeżenia dotyczące kandydatury Radosława Sikorskiego na stanowisko ministra spraw zagranicznych RP. Zastrzeżenia te, będące wynikiem poważnych nieprawidłowości w trakcie pełnienia przez niego funkcji, zadecydowały o odwołaniu go ze stanowiska ministra obrony narodowej [w rządzie PiS]" - napisał w liście Lech Kaczyński.

Prezydent pisze, że ze zdziwieniem przyjął prośbę o ich ponowne przekazanie. Zaprasza na rozmowę w tej sprawie do Pałacu Prezydenckiego, by przekazać te same informacje. Wzywa do dyskusji o wyzwaniach cywilizacyjnych, przed którymi stoi Polska, o aferze hazardowej, która "podważyła zaufanie Polaków do sprawujących władzę", poziomie deficytu budżetowego, sytuacji w służbie zdrowia.

Podkreślił też, że on mimo zastrzeżeń wobec Sikorskiego "współdziała w tym obszarze z rządem". I jeszcze pisze tak: "Zarówno list, jak i sugerowane w nim podanie do publicznej wiadomości treści naszej rozmowy z 2007 roku można potraktować jako próbę włączenia autorytetu prezydenta do wewnątrzpartyjnej dyskusji przedwyborczej. Z oczywistych powodów nie mogę zgodzić się na wciąganie mnie, jako prezydenta, do doraźnej rozgrywki wewnątrz jakiejkolwiek partii".

Wcześniej (przed ujawnieniem listu prezydenta) Sikorski stwierdził, że to właśnie bracia Kaczyńscy chcieli interweniować w prawybory w PO, w których startuje on z Bronisławem Komorowskim. Przypominał, że prezes PiS mówił o poważnych zarzutach uniemożliwiających mu kontynuowanie służby publicznej.

A Donald Tusk przebywający na spotkaniu Grupy Wyszehradzkiej w Budapeszcie tak skomentował odpowiedź z Pałacu: - Jestem rozczarowany treścią listu, bo liczyłem na to, że i ja, i opinia publiczna dowiemy się tak naprawdę, o co chodzi, jeśli mówimy o jakichś pretensjach czy zastrzeżeniach pana prezydenta czy jego brata do Radosława Sikorskiego - mówił. - Mamy w Polsce dość poważny problem z politykami, którzy puszczają publiczne sygnały, że wiedzą coś straszliwego na temat polityków konkurentów, a później się okazuje, że nie wiedzą nic takiego, co mogliby przedstawić czy mnie, czy opinii publicznej.

Premier stwierdził, że gotów jest ujawnić, co w 2007 r. przekazywał mu o Sikorskim prezydent. Problem w tym, że to nie fakty, ale opinie prezydenta - Nie mam w zwyczaju powtarzać rozmów, w których zamiast faktów pojawiają się emocjonalne oceny. Pan prezydent w tej rozmowie oceniał ministra Sikorskiego, ale raczej pod kątem swoich sympatii i antypatii politycznych - stwierdził Tusk.

Zapowiedział, że z zaproszenia do Pałacu na kolejną rozmowę nie skorzysta: - Skończył się czas prywatnych rozmów, z których później robi się insynuacyjny użytek w kampanii politycznej - stwierdził. Dodał, że właśnie dlatego nie kandyduje, aby w takich "dwuznacznych przedsięwzięciach nie uczestniczyć".



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':