Agata Kondzińska, wyborcza.pl: - Prezydent spotyka się z niektórymi przedstawicielami Federacji Rodzin Katyńskich, prezydent chce się spotkać z premierem. A wszystko, by wpłynąć na treść uchwałyna rocznicę 17 września, na którą wpłynąć nie może. Bo to kompetencja Sejmu.
Paweł Wypych, minister w Kancelarii Prezydenta: - Oczywiście, że podejmowanie uchwał to kompetencja parlamentu. Ale czy wierzy pani, że cokolwiek w Platformie Obywatelskiej dzieje się bez zgody jej szefa, premiera Donalda Tuska? Rozumiem, że parlamentarzyści tego ugrupowania muszą liczyć się ze zdaniem szefa partii, którą reprezentują.
To kiedy panowie się spotkają?
- Gdy premier, już nie tylko medialnie, zadeklaruje chęć spotkania. Do tej pory żadnego sygnału z kancelarii premiera nie było.
I co wtedy? Prezydent poprosi go, by wpłynął na swoją partię?
- Myślę, że dobrze by było gdyby premier powiedział cokolwiek na ten temat. Bo do tej pory starannie unika wypowiedzi. Ale być może premier zna lub prowadzi wewnętrzne sondaże opinii publicznej na ten temat. Jak na razie udaje, że nie jest członkiem Platformy Obywatelskiej, a już na pewno, że nie jest jej szefem.
Czyli prezydent powie: Katyń to ludobójstwo?
- Trudno oczekiwać, że nazwiemy to zbrodnią wojenną. Politycy często zapominają, że oprócz rozkazu dotyczącego rozstrzelania polskich oficerów, był też rozkaz masowej wywózki i deportacji na Syberię i do Kazachstanu rodzin tych oficerów. Żon, ojców, dzieci, matek, braci i sióstr. Te deportacje objęły kilkaset tysięcy osób. A wszystko było w jednym rozkazie. Część tych osób tego nie przeżyła. Była to więc zbrodnia przeciwko narodowi polskiemu. Dlatego prezydent uznaje wypowiedź wicemarszałka Niesiołowskiego za jak najbardziej niewłaściwą i skandaliczną.
Czy upamiętnienie 17 września 1939 roku będzie gorsze, gdy w uchwale zabraknie sformułowania "ludobójstwo", a pojawi się zbrodnia wojenna?
- Pan prezydent nie zgadza się z tym, że być może dla jakichś doraźnych celów polityki międzynarodowej będziemy zaprzeczali stanowisku, które od wielu lat było jasno określone. Już sam raport Federacji Rosyjskiej z 1994 roku określa tę zbrodnię mianem zbrodni ludobójstwa. Wiem, że prezydent Jelcyn inaczej wyrażał gotowość do udostępnienia archiwów czy określenia tej zbrodni, premier Putin raczej nie jest zdolny do powiedzenia "przepraszam". Ale nie negujmy nagle czegoś, co dla wielu Polaków jest rzeczą oczywistą. Nie widzę potrzeby, by w tej chwili robić jakieś obejście. Zbrodnia o charakterze ludobójstwa [propozycję takiego sformułowania zaproponował marszalek Sejmu Bronisław Kkomorowski] jest pewnym rozwiązaniem kompromisowym, ale nie odzwierciedla w pełni całej sytuacji.
Taka dyskusja na dwa dni przed rocznicą wydarzeń, nie sprowadza się już do ich upamiętnienia, ale do politycznej wojny.
- Nie nazwałbym tego wojną, bo są tematy, które nie powinny być tematem bieżącej polityki.
A jednak są. Po co prezydent zaprosił tych przedstawicieli Federacji, którzy mają to samo zdanie?
- To było spotkanie z inicjatywy Federacji.
Ale jej szefa, który uznał, że Katyń to nie ludobójstwo, na nim nie było.
- To nie prezydent decydował o składzie osób, które gościły w Pałacu prezydenckim. A różnice w ocenie wewnątrz samej federacji przedstawiła prezes Bożena Łojek, mówiąc że każdy członek ma prawo do oceny tej sytuacji. Ale z tego co wiemy prezes nie był upoważniony przez Federację, która skupia 30 organizacji, do wyrażenia takiego zdania. Stąd list z protestem. Tak jak w każdej grupie mogą być różnice zdań, tak tu też.
Źródło: Gazeta Wyborcza