Tusk na wczorajszym spotkaniu z dziennikarzami stwierdził, że wielkim polskim sukcesem jest, że uroczystości 1 września na
Westerplatte odbędą się w tak wielkiej skali i że wezmą w nich udział kanclerz Niemiec Angela Merkel oraz premier Rosji
Władimir Putin.
Obecnie Polska ma potwierdzenie przybycia 20 premierów. Rangę swojej delegacji podwyższyła
Francja - przyjedzie premier, według źródeł rządowych rangę swojej delegacji może podwyższyć
Izrael. Najprawdopodobniej będzie to jedno z największych politycznych spotkań w tym roku w Europie. Co do reprezentacji
USA (przedstawicielem będzie William Perry, były sekretarz obrony) premier stwierdził, że wolałby, aby delegacja Stanów Zjednoczonych miała wyższą rangę, ale w kontekście tych obchodów nie ta delegacja jest najważniejsza.
Wiadomo, że podczas popołudniowych uroczystości na Westerplatte pierwszy wystąpi prezydent Lech Kaczyński, który jak zaznaczył premier, powita gości i będzie przede wszystkim mówił o przeszłości, a następnie premier, który będzie mówił o przyszłości. Przewidywane są na razie wystąpienia: kanclerz Angeli Merkel, premiera Władimira Putina, premierów Ukrainy i Francji, a także reprezentującego Unię Europejską premiera Szwecji. Scenariusz uroczystości prezydent i premier uzgodnili na spotkaniu kilka tygodni temu, które jak stwierdził premier, odbyło się bez udziału prasy.
Premier za sukces uznał już to, że wiele krajów, wysyłając do Polski na ten dzień delegację, przyjęło, że II wojna światowa rozpoczęła się 1 września 1939 r. od ataku Niemiec na Polskę. - Zapewniam, że nie jest to postawa jednolita - dodał premier.
Przyznał, że między Polakami, Niemcami i Rosjanami w szczególności istnieją poważne różnice "wrażliwości historycznej". - Mam świadomość, że to, co z punktu widzenia premiera Władimira Putina będzie istotnym gestem wobec Polski, może zostać odebrane jako gest niewystarczający i to właśnie z racji różnic w podejściu do historii - mówił wczoraj premier Donald Tusk. Zaznaczył jednak, że będzie dążył do tego, aby w czasie uroczystości historia nie była wykorzystywana do bieżącej polityki. - Chcę, abyśmy po tej uroczystości wszyscy byli lepsi, a nie bardziej skłóceni - zaznaczył.
Premier stwierdził, że w Rosji nadal istnieje obawa przed wzięciem na siebie części odpowiedzialności za to, co się stało w 1939 r. z powodu strachu przed upokorzeniem. - Nikt nie zamierza jednak doprowadzać do upokarzania Rosji. Moim zdaniem Rosja powinna mieć przekonanie, że powiedzenie prawdy uczyni ją silniejszą - stwierdził premier.
Bilateralne spotkanie Tusk - Putin odbędzie się w Sopocie. Planowane jest ostateczne uregulowanie sprawy żeglugi po Zalewie Wiślanym, sprawy wspólnych inwestycji kolejowych (terminal w Sławkowie) oraz kontraktu w sprawie gazu. Według premiera kontrakt jest już niemal dopięty, a kwestiami spornymi są sprawy marży i przyszłości Europolgazu. Tusk, przypominając tegoroczny kryzys gazowy, podkreślił, że wobec Polski Rosja zachowała się jak wiarygodny dostawca.
Poruszona zostanie również sprawa Katynia. - Spodziewam się, że strona rosyjska przyjmie ustalenia i postulaty wspólnej polsko-rosyjskiej Komisji ds. Trudnych - stwierdził Tusk. W protokole komisji znalazł się m.in. postulat odtajnienia akt śledztwa w sprawie Katynia.
Premier pytany, jak reaguje na rosyjskie ataki prasowe sugerujące m.in., że Polska była sojusznikiem Hitlera, stwierdził, że przyjął zasadę, aby nie odpowiadać na publicystykę. Zażartował, że być może jest to typowy rosyjski zabieg propagandowy, aby po bombardowaniu tego rodzaju informacjami wypowiedzi przedstawicieli Rosji brzmiały umiarkowanie.