http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Karadżić uważał się za wielkiego przywódcę - wspomina Mazowiecki

Rozmawiała Agnieszka Skieterska
2008-07-23, ostatnia aktualizacja 2008-07-22 21:12


Fot. MILLER
ZOBACZ TAKŻE
Agnieszka Skieterska: Czy będąc specjalnym wysłannikiem Komisji Praw Człowieka ONZ w Bośni i Hercegowinie, spotkał pan kiedyś Karadżicia?

Tak, spotkaliśmy się raz w Genewie, chyba około roku 1994. Wówczas Karadżić z wielką polityczną agresją zaatakował moje raporty o sytuacji w Bośni. Od początku miał przekonanie, że jest wielkim przywódcą. Powstało więc pytanie, gdzie mamy się spotkać. Powiedziałem, że nie ma problemu i mogę przyjść do niego. Na spotkanie udostępniono mu najpiękniejszą salę w Pałacu Narodów. Karadżić odebrał to jako dowód uznania jego pozycji, a rozmowa była bardzo nieprzyjemna.

Jak Karadżić był traktowany przez ONZ i wspólnotę międzynarodową w latach wojny 1992-95?

- Niestety, ze zbyt dużą atencją jako partner do rozmów. Karadżić, człowiek bardzo zadufany w sobie, odpowiedzialny za to, co się stało w Bośni, od początku opowiedział się przeciwko jej niepodległości. Ale zbyt dobre traktowanie go przez wspólnotę międzynarodową to tylko jeden z błędów, które popełniano od samego początku. Przede wszystkim legalny rząd Bośni, która była członkiem ONZ, traktowano na równi z siłami serbskimi i chorwackimi, a potem już tylko serbskimi. Nie zważano na to, że armia jugosłowiańska brała czynny udział w tych walkach, a żołd wypłacał jej rząd w Belgradzie.

Jest pan osobą niezwykle szanowaną w Bośni. W 1995 roku, po masakrze w Srebrenicy, zrezygnował pan z funkcji specjalnego wysłannika do tego kraju w proteście przeciwko bezradności ONZ. Czy po latach uważa pan, że to była słuszna decyzja?

- Tak, to był jedyny sposób, w jaki mogłem pomóc tym ludziom. Chciałem spowodować wstrząs. Nie było innej metody.

Co ujęcie Karadżicia oznacza dla Bośniaków?

- Dla nich to przede wszystkim kwestia przywrócenia zaufania do wspólnoty międzynarodowej. Szansa na odbudowę jej wiarygodności, którą w czasie wojny utraciła, czemu nie ma się co dziwić. To również sygnał, że zbrodnie wojenne nie uchodzą płazem. Dla rodzin ofiar wojny w Bośni to bardzo istotne.

Z drugiej strony nacjonaliści serbscy będą oczywiście nadal traktować Karadżicia jak bohatera, ale to nic nowego. Aresztowanie świadczy o tym, że w Serbii jest wola polityczna, by zbrodniarze zostali złapani. Nie wolno jednak zapominać, że drugi z odpowiedzialnych, m.in. za masakrę w Srebrenicy, gen. Ratko Mladić nadal pozostaje na wolności.



Tadeusz Mazowiecki - premier w latach 1989-90, w latach 1992-95 specjalny wysłannik Komisji Praw Człowieka ONZ do Bośni, w 2005 roku jako pierwszy odznaczony medalem "Srebrenica 1995" przyznawanym przez stowarzyszenie Matki Srebrenicy skupiające krewnych ofiar masakry

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

Brak komentarzy
W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne