http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Świąteczna >  Ameryka Łacińska

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Świąteczna

Pinochet i mit Fidela

Artur Domosławski
2006-12-16, ostatnia aktualizacja 2006-12-15 00:00

Dwóch dyktatorów, których nazwiska symbolizują przekleństwo Ameryki Łacińskiej minionego półwiecza, odchodzi. Zmarł Augusto Pinochet, Fidel Castro stoi nad grobem. Jakie dziedzictwo zostawiają?

Fidel Castro i gen. Augusto Pinochet (wtedy dowódca stołecznego garnizonu w Santiago) spotkali się w 1971 r., podczas czterotygodniowej wizyty El Comandante w Chile po objęciu władzy przez lewicowego prezydenta Salvadora Allende
Fot. FILES AFP
Fidel Castro i gen. Augusto Pinochet (wtedy dowódca stołecznego garnizonu w...
W menu były tylko dwie zupy. Jedna z nich zawierała, najprawdopodobniej, jakiś rodzaj wolności, możliwość wypowiadania się w gazetach, wygłaszania przemówień z balkonów, zostania wybranym na stanowisko senatora czy radnego, kiedy jednak wokół dzieci umierały z głodu, były analfabetami, a chorzy dogorywali byle gdzie, nie mając szans na opiekę w szpitalu. Natomiast druga zupa nie zawierała wolności w takim sensie, w jakim wtedy rozumieliśmy wolność, ale nie było tam nędzy, dzieci były najedzone, miały dach nad głową i chodziły do szkoły, chorzy trafiali do szpitala i nierówności wynikające z pochodzenia były likwidowane. Między tymi dwoma daniami, między jedną a drugą rzeczywistością, jakie oferowano nam na stole świata, trzeba było dokonać wyboru".

Oto dylemat czasów zimnej wojny w Ameryce Łacińskiej - dylemat, który symbolizują nazwiska Augusta Pinocheta i Fidela Castro. Wyboru jednej z zup - opisanych przez kolumbijskiego pisarza Plinia Mendozę - musiało dokonać wiele krajów Trzeciego Świata. Postkolonialny kapitalizm albo radzieckopodobny komunizm. Zależność od Waszyngtonu lub podległość Moskwie. Próby wyboru innej drogi prędzej czy później kończyły się popadnięciem w zależność od jednego lub drugiego supermocarstwa.

Latynoska rzeczywistość przesądzała o gwałtowności dążeń do zmiany, skłaniała do postaw rewolucyjnych. Plagami Ameryki Łacińskiej były tyranie zwyrodnialców, przepaści społeczne, nędza i nierzadko głód. Większość tych, którzy walczyli przeciw staremu porządkowi, przywdziała szaty w kolorze czerwonym. Zimna wojna i tak sprawiała, że każdy sprzeciw wobec "starego" w imię sprawiedliwości był traktowany przez lokalne elity i Wuja Sama jako komunistyczna intryga inspirowana z Moskwy. Także wówczas, gdy rebelie nie miały odwołań do komunizmu, a były jedynie buntem przeciwko oligarchii, dyktaturze i dominacji USA. Gwałtowna obrona status quo nierzadko pchała buntowników w objęcia ZSRR i komunistycznych ideałów.

Reakcją na ruchy na rzecz zmian, zarówno reformistyczne (Gwatemala czy Brazylia), jak i rewolucyjne - wszystko jedno, czy pokojowe (Chile), czy zbrojne (Argentyna i Urugwaj) - były wojskowe zamachy stanu. Wojskowi bronią starego ładu, niosą sztandary antykomunizmu. Bestialski charakter represji wyróżnia latynoskich dyktatorów epoki zimnej wojny, czasem może się zdawać, że rywalizowali, kto jest największym artystą okrucieństwa. Pinochet zaszokował Chile terrorem i brutalnością. Jego argentyński odpowiednik generał Videla pławił się w okrucieństwie, jakby chciał zaszokować samego Pinocheta.

Represje odgrywały szczególną rolę polityczną: miały wzbudzić przerażenie, uprowadzić sferę polityczną i zarezerwować ją dla wąskiej grupy oraz zdusić społeczne aspiracje rozbudzone w czasach ludowych rewolt i krótkich rządów w imię ludu.

Tyrani wojujący w izbach tortur z komunizmem zostawili po sobie setki tysięcy zamordowanych, wygnanych, miliony w żałobie, przetrącone społeczeństwa, zniszczone instytucje życia publicznego. Zostawili także nowy sposób urządzenia ładu społeczno-gospodarczego nazwany później neoliberalizmem. Ten wprowadzony przez Pinocheta ład został najpierw nieudolnie powielony w Argentynie, a potem przyjęty przez wszystkie, z wyjątkiem Kuby, kraje regionu. Jego dziedzictwo zaciążyło nad historią kontynentu w latach 90. i stało się źródłem fali kontestacji, która dziś wynosi do władzy nowe lewicowe ruchy i ich liderów.

Rynek wsparty torturami

O Pinochecie mitycznym, nie realnym, pisze się, że choć łamał prawa człowieka, to dokonał gospodarczego cudu.

Rzeczywiście po puczu z 1973 r. przeprowadził, kilka lat przed Margaret Thatcher i Ronaldem Reaganem, "konserwatywną rewolucję" (i w tym sensie Chile było laboratorium przyszłości). Pinochet na ekonomii się nie znał - wiedział tylko, że wszystko ma być na odwrót niż za rządów socjalisty Salvadora Allende. Gospodarkę oddał w ręce ultraliberalnych ekonomistów, uczniów Miltona Friedmana i "Chicago Boys". Ci uwolnili ceny i płace, otworzyli kraj na kapitał zagraniczny, znieśli bariery celne, odpępowili gospodarkę od państwa. Przeprowadzili częściową reprywatyzację upaństwowionych przez Allende majątków, choć miedź - narodowy symbol bogactwa - pozostała zgodnie z ustawami rządu socjalistycznego w rękach państwa. Nie było też powrotu do ziemskich latyfundiów.

W pierwszych latach rządów Pinocheta sytuacja gospodarcza była dramatyczna. Zmniejszył się popyt na miedź - główny produkt eksportowy - inflacja była poza kontrolą. Płace drastycznie spadły, szokowa terapia wyprodukowała bezrobocie w skali wcześniej nieznanej, a zniesienie barier celnych uderzyło w rodzimą produkcję. Zdławiono ruch związkowy, a prawa pracownicze wyrzucono na śmietnik.

Gospodarka zaczęła nabierać rozpędu pod koniec lat 70., jednak różnych "ale" było aż nadto. Krytyk dyktatury, powieścio-pisarka i siostrzenica socjalistycznego prezydenta Isabel Allende pisała: "Podczas gdy prosperowały luksusowe interesy, cudowne instytucje finansowe, egzotyczne restauracje i przedsiębiorstwa importowe, u bram fabryk ustawiały się kolejki bezrobotnych mających nadzieję na zatrudnienie za minimalną dniówkę. Siła robocza stoczyła się do poziomu niewolnictwa i po raz pierwszy od wielu dziesięcioleci przedsiębiorcy mogli bez przeszkód zwalniać pracowników, nie wypłacając im odszkodowań, i wtrącać do więzień za najmniejszy protest".

Pojęcie inżynierii społecznej wiąże się zwykle z systemami komunistycznymi, które miały ambicje tworzenia nowego świata i nowego człowieka. Lecz ambicje inżyniersko-społeczne miał również reżim Pinocheta - symbol antykomunistycznych tyranii. Rynek wsparty karabinami i maszynkami do tortur miał opanować konflikty, dyscyplinować rozpolitykowane społeczeństwa oraz pozbawić je politycznych i socjalnych aspiracji. Stworzył sytuację, w której nie ma po co wyciągać ręki do państwa po pomoc, bo przecież wyrzekło się ono społecznych ról.

Załamanie gospodarki na początku lat 80. zmusiło ekipę Pinocheta do korekty wolnorynkowej utopii. Recesja, która w 1982 r. wstrząsnęła Ameryką Łacińską, zadała Chile potężny cios. Pogrążonego w kryzysie kraju uratowała nie "niewidzialna ręka" rynku, lecz interwencja rządu. Państwo ocaliło przed upadkiem prywatne banki i zadłużyło się na miliony dolarów u zagranicznych wierzycieli. Długi prywatnych właścicieli mieli spłacać wszyscy Chilijczycy.

Przedstawianie Pinocheta jako uzdrowiciela gospodarki to - wedle meksykańskiego pisarza Carlosa Fuentesa - kpina. Jak pisał Fuentes, powiada się, że Pinochet odbudował gospodarkę zniszczoną przez Allende; ale Allende nie zrujnował Chile, padł ofiarą frontalnego natarcia i zmowy rządu USA i jego chilijskich aliantów. Powrót do poziomu produkcji z czasów prezydenta socjalisty zajął Pinochetowi 15 lat. Gdy po latach ocenia się dokonania "Chicago Boys", tych od Pinocheta, nie należy zapominać o przepaściach między biednymi i bogatymi.

Ale czy nawet prawdziwy cud gospodarczy mógłby usprawiedliwić wymordowanie tysięcy ludzi, tortury i prześladowania? "Mussoliniego chwalono za punktualność pociągów. Hitlera podziwiano za odbudowanie nękanej inflacją Republiki Weimarskiej " - odpowiada Fuentes.

Belindie

Przypowieść o Pinochecie ma jeszcze jeden wymiar. Chile pod jego rządami przedstawia się czasem jako dowód na to, że kapitalizm i demokracja nie są związkiem koniecznym; że da się zaprowadzać wolnorynkową gospodarkę i gwałcić wolność; że dla uzyskania wzrostu przestrzeganie praw człowieka nie jest potrzebne. Taki model "doskonale" udaje się praktykować w niektórych krajach Azji, na czele z Chinami, i to jest właśnie największe zagrożenie, jakie niesie pinochetowska spuścizna. Ironią historii może stać się to, że pinochetowski model zwycięży także na Kubie - gdyby po śmierci Fidela Castro jego następcom udało się utrzymać zamordyzm i ożenić go z surowym kapitalizmem. To przecież jeden z możliwych scenariuszy.

Ład społeczno-gospodarczy po raz pierw-szy wprowadzony pod rządami Pinocheta dobrze ilustruje metafora Belindii - krainy, w której obszary dobrobytu mają rozmiary Belgii, a rozmiary biedy - wielkość Indii. W Chile rozwarstwienie majątkowe miało się zmniejszać, tymczasem się powiększyło. W wielu krajach pinochetowski ład przyniósł tylko wzrost gospodarczy, ale zabrakło rozwoju na innych polach, takich jak standardy życia, dostęp do edukacji i służby zdrowia, szansa oszczędzania.

Dzisiejsze Chile wychodzi obronną ręką w porównaniu z wieloma krajami regionu, nie dzięki Pinochetowi, lecz dzięki stopniowemu odchodzeniu od recepty, jaką wdrożono za jego rządów. Pierwszym krokiem był powrót demokracji w końcu lat 80. Kolejnymi - korekty w polityce a la "Chicago Boys", choćby większe wydatki na edukację i służbę zdrowia. Obszary biedy zmniejszyły się, jednak Chile wciąż jest jednym z krajów mających najbardziej nierówny podział dochodu narodowego w regionie. Dlatego młode pokolenie pozbawione strachu rodziców prze dziś do dalszego demontowania pozostałości po Pinochecie. Licealiści walczą m.in. o dofinansowanie zaniedbanych szkół publicznych.

Nadzieje, jakie wiązano z receptą ćwiczoną pod rządami Pinocheta, nie spełniły się ani w Ameryce Łacińskiej, ani w Ameryce Wuja Sama - tam praktykowaną w warunkach demokracji. W USA "rewolucja konserwatywna" Reagana też obiecywała zmniejszenie społecznych różnic, a stało się dokładnie na odwrót. Gospodarka miała być mniej szkodliwa dla środowiska, a była bardziej. W odchudzonym państwie miało być mniej korupcji, a było więcej. Tak jak w Chile "niewidzialna ręka rynku" rządziła, do czasu gdy zagrożony krachem był wielki biznes - wówczas wołano na pomoc państwo, a prywatne długi, np. kas pożyczkowo-oszczędnościowych, spłacali wszyscy podatnicy.

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne