http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Szkoda PiS-u

Jacek Żakowski
2010-07-19, ostatnia aktualizacja 2010-07-18 22:08

Dwa tygodnie temu byliśmy na dobrej drodze do stworzenia w Polsce normalnego systemu partyjnego. Czyli do z grubsza normalnej polityki. Teraz nadzieja prysła

Jacek Żakowski
fot.
Jacek Żakowski
Szalone i paskudne wypowiedzi prezesa Kaczyńskiego obróciły ją w pył. Brudziński, Macierewicz, Kamiński dorzucili swoje i mamy, co mamy. PiS może jeszcze tego nie zauważać, ale w tym tygodniu definitywnie przestał się liczyć w polskiej polityce. Bo przy takim natężeniu obłędu na zdobycie samodzielnej większości nigdy nie będzie miał szansy, a z neonowym stygmatem politycznego szaleństwa nie ma też szans na żadną koalicję.

W dodatku Jarosław Kaczyński przyznał się całkiem otwarcie, że w kampanii wyborczej tylko udawał zdrowego, a erupcję prawdziwych emocji zaplanował na mowę inauguracyjną po zwycięskich wyborach prezydenckich. To znaczy, że przez dwa miesiące całkowicie cynicznie wyłudzał głosy tych, którzy skłonni byli dać wiarę zapewnieniom o przemianie PiS. Mówiąc to, postawił swoją partię i siebie poza spektrum możliwego wyboru nawet najmniej przywiązanych do jakiejkolwiek partii wyborców. Cokolwiek teraz powie, obieca, zadeklaruje, ujawni - będzie już bez znaczenia. Więc i on sam staje się bez znaczenia. PiS może jeszcze mamić jakąś grupę, dymić i hałasować, ale z walki o władzę, czyli z polityki, właśnie się spektakularnie wycofał.

Dramatyczne znaczenie kolejnej wolty PiS dobrze oddaje reakcja najbardziej życzliwych mu prawicowych komentatorów, takich jak Piotr Zaremba, Igor Janke czy Paweł Fąfara. Najwierniejsi medialni żołnierze próbują wciąż uprawiać starą egzegezę, ale myślący sympatycy pierwszy raz z całą otwartością piszą o "seppuku", "trwonieniu dorobku", swoim oburzeniu "moralnymi nadużyciami" prezesa.

Nigdy nie byłem miłośnikiem PiS-u, ale ostatnio liczyłem na to, że dzięki Joannie Kluzik-Rostkowskiej i racjonalności prezesa partia braci Kaczyńskich opamięta się i stworzy sensowną konserwatywną ofertę - jak CDU w Niemczech, Sarkozy we Francji, brytyjscy konserwatyści. Te marzenia przeszły do przeszłości, co de facto znaczy, że w walce o władzę będzie się już liczyła tylko lawirująca Platforma, odradzający się SLD i PSL - jeśli przetrwa.

Polska polityka wracamy do stanu sprzed AWS i Konwentu Św. Katarzyny, kiedy duża część prawicowych wyborców nie była realnie reprezentowana, bo partie, na które oddawała głosy, były zbyt skłócone, by wejść do Sejmu i mieć praktyczne znaczenie.

Teraz PiS pozbawia swoich wyborców wpływu na rzeczywistość, bo skazuje się na wieczną opozycyjność. To prawda, że na prawicy jest wielu zdolnych polityków zgubionych przez PiS oraz PO i że razem z rozsądną częścią PiS mogą oni zaproponować konkurencyjną dla PO, wolną od smoleńskiego obłędu konserwatywno-tradycjonalistyczno-socjalną ofertę. Ale nie jest pewne, czy ona by się przebiła, nawet mając takie nazwiska jak Dorn, Rokita, Śpiewak, Dutkiewicz. I nawet gdyby wzmocnili ją odstający od swoich obecnych partii politycy tak rozpoznawalni, jak Gowin i Kluzik-Rostkowska.

Czy Jarosław Kaczyński rozumie, że się samounicestwia i dewastuje swoją własną partię? Myślę, że tak. Musi to do niego docierać, gdy czyta teksty swoich do niedawna wiernych sojuszników medialnych i politycznych. Czemu więc robi to, co robi? Zgadzam się (co mnie dziwi) z Jadwigą Staniszkis. Prezes chce w ten sposób przykryć ujawnioną w wyciekających rozmowach pilotów odpowiedzialność brata za tragedię smoleńską.

O wybielanie brata trudno mieć do prezesa pretensję. Ale ta intencja jest nadto czytelna, a ofiara pójdzie w przeważającej mierze na marne, jeśli zapisy rozmów zostaną formalnie ujawnione. Ta prawda stopniowo dotrze do zdecydowanej większości. Ale prezes i grupa najbardziej zdeterminowanych wyznawców nie przyjmą jej nigdy. Zawsze będą snuli swoją spiskową narrację. Tyle że to będzie już folklor - nie polityka. Podobnie jak folklorem - nie polityką - stała się tworząca IV RP narracja oparta na agentach, układach i innych latających smokach.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 61 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':