"Zdarzają się takie wypadki, że dwie panie od nas siedzą, a w kolejce ktoś stoi po jedzenie. Podchodzi mężczyzna z PO, panie mówią, że miejsce jest zajęte, a on siada. To jest lekceważenie. Chamstwo, nieuznawanie żadnych reguł. Powtarzam, to grupa ludzi niebywale wręcz nieokrzesanych, jednocześnie nastawionych na agresję". [Chodzi o posłanki
PiS, posłów PO i krzesła w restauracji sejmowej] - mówił
Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla portalu Blogpress.pl 5 września 2010 r.
A oto co 16 lat temu opowiadał Teresie Torańskiej: "W 1977 roku po raz pierwszy zaproszono mnie na duże zebranie KOR. Otwierają się drzwi i wkracza czołówka opozycji: Kuroń, Macierewicz, Jan Józef Lipski. Wszyscy, którzy siedzieli przy stole, wstają i przenoszą się pod ściany. Podniosłem się także, ale by ustąpić miejsca Lipskiemu, który był starszym panem. On jednak usiadł obok, a Kuroń wykorzystując ten moment, już wieszał swoją marynarkę na moim krześle. Ja jednak spokojnie usiadłem i miejsca Kuroniowi nie ustąpiłem. Po jakimś czasie poszedłem do Jacka Kuronia do domu i on 15 minut trzymał mnie bez krzesła. Zapamiętał i się zemścił. Gdyby nie silna motywacja, że ja muszę z tym komunizmem walczyć, a więc być w opozycji, to ja bym ją w jasną cholerę rzucił, bo tego towarzystwa nie akceptowałem". [fragment z książki "My" wydanej w 1994 r.]