http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Solidarność Jarosława Kaczyńskiego

Krzysztof Katka, Gdańsk
2010-04-30, ostatnia aktualizacja 2010-04-29 18:42

Janusz Śniadek
Janusz Śniadek
Fot. Sławomir Kamiński / AG

Przewodniczący "S" Janusz Śniadek: - Nie tylko podpiszę się na liście poparcia Jarosława Kaczyńskiego. Ja zamierzam sam zbierać te podpisy wśród znajomych i rodziny.

Komisja Krajowa "Solidarności" poparła wczoraj kandydaturę prezesa PiS na prezydenta. "Za" głosowały 54 osoby, sześć się wstrzymało. Wśród niezdecydowanych był Janusz Łaznowski, szef "S" Dolnego Śląska. Przypominał, że związek zapłacił ogromną cenę za uwikłanie w politykę w czasach rządów AWS.

Ale decyzja nie rozbiła jedności kierownictwa "S". Bo jak się dowiedzieliśmy, podpisy na Kaczyńskiego zbierają nawet działacze Piotra Dudy, szefa Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, potencjalnego rywala Śniadka w jesiennych wyborach na przewodniczącego związku.

Dlaczego "S" jest za Kaczyńskim?

- Ani on, ani nikt z jego otoczenia o to nie prosił - zaręcza Śniadek. - Stwierdziliśmy, że naszym obowiązkiem jest zajęcie stanowiska, które zaświadczy o tożsamości związku. To nie jest żaden polityczny ani personalny wybór. To opowiedzenie się za programem kandydata Polski solidarnej. Robimy to dla dobra pracowników.

Związkowcom nie przeszkadza, że Kaczyński nie przedstawił programu jako kandydat na prezydenta.

- Nie zgadzam się z takim stawianiem sprawy. Powiedział, że będzie kontynuował dzieło tragicznie zmarłego prezydenta. I to jest ten program - mówi Śniadek.

Podczas zamkniętych dla mediów obrad wielokrotnie z ust przewodniczącego padało stwierdzenie: "Jesteśmy to winni Lechowi Kaczyńskiemu". Na gdańskiej siedzibie "S" nadal wiszą flagi przewiązane kirem, gabloty w korytarzach zdobią żałobne portrety prezydenta, a pod zdjęciem pary prezydenckiej wystawionym na piętrze niemal codziennie pojawiają się świeże białe i czerwone kwiaty.

Dotychczas w wyborach prezydenckich "S" popierała swoich przewodniczących: Lecha Wałęsę, Mariana Krzaklewskiego i Lecha Kaczyńskiego (na przełomie 1990 i 1991 r. tymczasowo kierował związkiem). Działacze mieli wątpliwości, jak uzasadnić przedwyborcze wsparcie dla Jarosława Kaczyńskiego, którego związki z "S" są wątłe. Dlatego np. upadła propozycja odwołania się do solidarnościowych korzeni kandydata.

Zamiast tego orzekli, że nikomu nie odmawiają prawa do powoływania się na solidarnościowy rodowód, ale "dzisiaj niektórzy powołujący się na niego prowadzą działania pogłębiające rozwarstwienie płacowe i społeczne". A Polska ich zdaniem zasługuje na prezydenta wiernego wartościom i ideałom Sierpnia.

Według informacji "Gazety" związkowa komórka zajmująca się badaniem opinii społecznych przeprowadziła ostatnio sondaż przedwyborczy, w którym 70 proc. członków "S" zamierzało poprzeć kandydata PiS. Tyle że wtedy w grę wchodziła kandydatura Lecha Kaczyńskiego.

By nie było wątpliwości, co związek uważa na temat Bronisława Komorowskiego, "S" potępiła go za podpisanie nowelizacji ustawy o IPN. - Tymczasowo pełniący obowiązki prezydenta nie uszanował woli Lech Kaczyńskiego i nie skierował ustawy do Trybunału Konstytucyjnego - wytykał Śniadek.

Władysław Frasyniuk, działacz pierwszej "S", krytycznie ocenia decyzję związku: - Żyjemy w wolnym świecie, ale to może szokować, gdy związki popierają partie prawicowe i konserwatywne. Zrozumiałbym wsparcie dla formacji odwołujących się do wrażliwości społecznej, a tu mamy wchodzenie wprost w politykę. Mam wrażenie, że dzisiejsi działacze nie znają postulatów sierpniowych. Rząd Jarosława Kaczyńskiego mógł je przecież wprowadzić w życie, mógł choćby zapewnić powszechny dostęp do przedszkoli, a tego nie uczynił. Nie wiem też, co oznacza hasło kontynuacji programu Lecha Kaczyńskiego, czy ten program w ogóle istnieje?

W przerwie obrad pod pomnikiem Poległych Stoczniowców kierownictwo "S" zapaliło 96 zniczy upamiętniających ofiary katastrofy pod Smoleńskiem.

- Nie do mnie należy ocena, czy dobrze zrobili, udzielając poparcia - ocenił towarzyszący związkowcom abp Leszek Sławoj Głódź.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':