http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kaczyński mniejszym złem dla lewicy

Agata Kondzińska, wyborcza.pl
2010-03-31, ostatnia aktualizacja 2010-03-31 19:09

Prezydent z PO to śmiertelne zagrożenie dla pozycji politycznej SLD. I ci politycy z Sojuszu, którzy dopuszczają wybór prezydenta z PO, mogą podcinać gałąź na której siedzą. Sojusz jest języczkiem u wagi tylko gdy pojawia się weto prezydenta. Przy Komorowskim weta nie będzie. Na dziś skłaniałbym się więc do wsparcia Lecha Kaczyńskiego. Nie jest taki groźny, gdy nie rządzi PiS - mówi lewicowy publicysta Michał Syska związany m.in. z Krytyką Polityczną.


Fot. Pawe3 Kozio3 / AG
Po co Kaczyński zaprasza Jaruzelskiego?

Koalicja PiS -SLD? Przykładem Słowacja

Ani Szmajdziński ani Nałęcz mnie nie przekonał

Krytyka Polityczna - pierwsza linia walki politycznej

Agata Kondzińska, wyborcza.pl: Na kogo zagłosuje w II turze pan, człowiek lewicy? Na Komorowskiego czy Kaczyńskiego?

Michał Syska*, szef Ośrodka Myśli Społecznej im. F. Lassalle`a we Wrocławiu i publicysta Krytyki Politycznej: - Hmm, dziś wielu polityków lewicy mówi: wszyscy byle nie Kaczyński. A ja się zastanawiam czy to słuszna teza. Czy osoba o lewicowych poglądach nie powinna się kierować w II turze hasłem: wszyscy byleby nie Komorowski?

Dlaczego?

- Bo sytuacja, w której prezydentem zostałby polityk PO grozi tym, że będą realizowane te zamysły programowe tej partii, które z perspektywy lewicy są nie do przyjęcia. Projekty minister Kopacz zostały zablokowane przez Lecha Kaczyńskiego. Prezydent z PO podpisze te ustawy. I z tego powodu byłoby to niebezpieczne.

Dla mnie zaskakujące jest to, że wiele osób na lewicy dopuszcza taką możliwość. A prezydent z PO to też śmiertelne zagrożenie dla pozycji politycznej SLD. I ci politycy z Sojuszu, którzy dopuszczają wybór prezydenta z PO, mogą podcinać gałąź na której siedzą.

SLD straci.

- W tej chwili Sojusz jest języczkiem u wagi. Nie jest główną siłą opozycyjną, ale może brać udział w przetargach politycznych w Sejmie, gdy pojawi się weto prezydenta. I to jest najsilniejszy argument polityczny Sojuszu. Tylko wtedy może być skuteczny, bo przy takich przetargach może realizować swoje postulaty programowe. W momencie gdy na scenę wejdzie prezydent z PO, SLD traci ważne narzędzie skutecznego działania w parlamencie i staje się partią całkowicie zmarginalizowaną. Bez żadnego wpływu na podejmowanie decyzji sejmowych.

To co? Lewicowy wyborca głosujący na Lecha Kaczyńskiego?

- To jest pułapka dla SLD. I główny problem jaki ma ta formacja. Polega to na tym, że elektorat SLD nie jest typowym elektoratem lewicowym z jakim mamy do czynienia w Europie Zachodniej. Tam elektorat partii socjaldemokratycznych tworzą przede wszystkim pracownicy przemysłu, budżetówki, członkowie wielkich związków zawodowych. O podziale na wyborców lewicy i prawicy decyduje przede wszystkim kryterium socjoekonomiczne.

A w Polsce podziały socjopolityczne przebiegają według klucza historycznego i ideologicznego. Czyli podstawowym spoiwem elektoratu lojalnego wobec SLD jest w miarę pozytywny stosunek do PRL oraz kwestie związane z rozdziałem państwa od Kościoła, a nie np. kształt systemu podatkowego czy rola państwa w gospodarce. To utrudnia Sojuszowi formułowanie klasycznie lewicowego apelu do wyborców. I nawet uzasadnione z lewicowego punktu widzenia taktyczne sojusze z PiS przeciwko neoliberalnym projektom PO mogą spotkać z negatywnymi reakcjami części wyborców SLD.

Wrócę jednak do pytania: Komorowski czy Kaczyński, bo bój między nimi rozegra się o głosy lewicy.

- To są czysto hipotetyczne rozważania, ale na dziś skłaniałbym się do wsparcia Lecha Kaczyńskiego. Bo nie jest taki groźny, gdy nie rządzi PiS. Groźny byłby, gdyby większość sejmową miała partia jego brata.

I chciałby pan znów prezydenta, który np. zwleka z podpisaniem Traktatu Lizbońskiego?

- W końcu go podpisał. Wydaje się, że to Kaczyński, nie Komorowski byłby bardziej skłonny do rozmów ze środowiskami lewicowymi. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby związkowcom udało się skutecznie przekonać Bronisława Komorowskiego do swoich postulatów.

Jednak na lewicy słychać ciche głosy za Komorowskim.

- Bo jest kandydatem łatwiejszym do zaakceptowania przez ten elektorat SLD, który z Sojuszem jest ze względów historycznych. Nie jawi się jako agresywny antykomunista. Wydaje się, że PO odrobiła lekcję z przeszłości. Bo warto przypomnieć, że Donald Tusk w 2005 roku przegrał między innymi dlatego, że nie chciał zaapelować do elektoratu SLD.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 47 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    54 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':