Złożyła ją była minister pracy
Joanna Kluzik-Rostkowska z
PiS, a napisała wspólnie z autorką cyklu "Przychodzi baba do pośredniaka", który ukazuje się co tydzień w "Gazecie Praca".
Chcemy zmienić przepis, który dyskryminuje część bezrobotnych. Chodzi o tych, którzy po stracie etatu miesiącami pracowali na umowę o dzieło. Gdy i tę możliwość tracili i szli do urzędu pracy zarejestrować się jako bezrobotni - słyszeli, że nie mają prawa do zasiłku. Byli traktowani tak samo jak osoby, które nigdy w życiu nie pracowały.
Na czym ma polegać zmiana?
- Umowa o dzieło będzie traktowana jak każda inna praca dająca prawo do tego świadczenia - mówi nam Joanna Kluzik-Rostkowska. - Nie można dyskryminować ludzi, którzy radzą sobie na rynku pracy i od razu nie wyciągają do państwa ręki po pomoc.
Jak jest dzisiaj?
Ustawa o promocji zatrudnienia mówi wyraźnie: zasiłek przysługuje bezrobotnemu, jeśli przepracował łącznie 365 dni w ciągu półtora roku przed rejestracją,. I co ważne - na etacie lub takiej umowie, od której pracodawca odprowadzał składki na fundusz pracy i ubezpieczenie społeczne. Tymczasem od umów o dzieło pracodawca składek odprowadzać nie może. Na dodatek nie może tego zrobić sam pracownik, bo nie przewiduje tego prawo. Czyli bezrobotny, który wielokrotnie przedłużał umowę o dzieło, pracował w siedzibie pracodawcy, w ściśle określonych godzinach i pod jego kierownictwem, jest inaczej traktowany w urzędzie pracy niż jego etatowy kolego, choć robili to samo.
W poprawce wydłużono też do 36 miesięcy okres, w którym musi uzbierać 356 przepracowanych dni. W ten sposób bezrobotny będzie miał więcej czasu na decyzję, czy sam radzi sobie na rynku pracy, czy idzie do pośredniaka. - Teraz łatwiej będzie je zgromadzić - wyjaśnia była minister pracy.
Co trzeba było zmienić? - Wystarczyło dopisać do art. 71c ustawy o promocji zatrudnienia, że pracownik, który wykonywał zlecenie na podstawie umowy o dzieło ma prawo do świadczenia. Zlecenie jest tą formą zatrudnienia, która daje prawo do zasiłku - mówi Kluzik-Rostkowska.
O dyskryminujących zapisach ustawy "Gazeta" pisała na początku miesiąca. Do redakcji przyszło wiele listów o tym, jak pracodawcy zmuszają pracowników do podpisywania, pod groźbą utraty pracy, niekorzystnych dla nich umów o dzieło. Pozbawiają ich w ten sposób - w przyszłości, jeśli stracą tę możliwość zarobkowania i będą potrzebować pomocy państwa - prawa do zasiłku dla bezrobotnych.
- Naszą nowelizację trzeba potraktować jako element programu antykryzysowego. Zmniejsza
bezrobocie - podkreśla Kluzik-Rostkowska.
Dlaczego?
- Nie będę zmuszana do rejestrowania się w pośredniaku i rezygnacji z pracy na umowę o dzieło tylko dla tego, by nie stracić w przyszłości prawa do zasiłku - podkreśla Marta, 50-latka szukająca pracy po powrocie z
USA.
- Fantastycznie - cieszy się Krystyna Pingielska, 50-letnia była menedżer, od roku poszukująca pracy. - Ja sama zamiast od razu wyciągnąć rękę do państwa po pomoc, starałam się znaleźć sobie zatrudnienie. Teraz nie mam prawa do zasiłku. Obecny przepis ustawy wpychał ludzi w obszar bierności. Nowelizacja jest korzystna dla ludzi i dla państwa. Promuje samodzielność i odciąża państwo od płacenia zasiłku.
- Długo pracowałem na umowy o dzieło. Nie korzystałem z państwowych pieniędzy, ubezpieczenie zdrowotne opłacała mi żona. Kiedy zmarła, a mnie nie udawało się podpisać kolejnej umowy, zostałem bez środków do życia - dodaje Marcin, 53-letni chemik. - Żeby mieć co jeść, poszedłem do pomocy społecznej. Urząd pracy nie mógł mi nic zaoferować. Można tak traktować człowieka? Nie jestem społecznym pasożytem.
- Teraz będę mogła pracować na umowę o dzieło, jak innej nie uda mi się podpisać. A świadczenie dla bezrobotnego potraktuję jako rozwiązanie na czarną godzinę - cieszy się Elżbieta, do niedawna przedszkolanka.
Czekamy, co z poprawką zrobią posłowie.