Krótko mówiąc, eksdelfin na dworze Kaczyńskiego, dziś budujący Solidarną Polskę, wciąż cieszy się ogromną osobistą popularnością na prawicy.
Można to zjawisko tłumaczyć na dwa sposoby. W wersji korzystnej dla Ziobry to kombinacja jego megacharyzmy i przemyślnej taktyki sprawiła, że
PiS-owi nie udało się zrobić z niego zdrajcy, który rozbija polską prawicę.
Wersja dla Ziobry pesymistyczna zakłada, że jego bunt mało kto zauważył i dla przeciętnego wyborcy PiS wciąż jest politykiem tej partii, ewentualnie przeżywającym ciche dni z prezesem. To wcale nie jest wykluczone, naprawdę są ludzie, których umiarkowanie pasjonują bieżące poczynania Ziobrów (dla koneserów: aktualny stan liczebny Ziobrów wśród ziobrystów - 3), Arkadiusza Mularczyka i Beaty Kempy, a nawet Ludwika Dorna i Marzeny Wróbel.
Polityk PiS wspominał kiedyś, jak zdziwieni byli wyborcy PiS, gdy Marek Jurek wystartował na senatora przeciw kandydatowi tej partii. Przegapili po prostu powstanie Prawicy RP i to może być casus Solidarnej Polski, która po prawdzie dopiero się tworzy.
Drugi przykład, który w takich chwilach warto przywołać, to Leszek Miller, który był dla Polaków twarzą
SLD, nawet gdy z Sojuszu odchodził, by budować Polską Lewicę.
To są jednak kwestie w sumie drugorzędne, bo od tego, skąd się to 73-proc. zaufanie wyborców PiS do Ziobry wzięło, ważniejsze jest przecież to, jakie będzie miało skutki.
Dane CBOS podesłałem byłemu politykowi PiS (ale nie ziobryście). - Dla PiS to podwójnie niekorzystna wiadomość, bo Ziobro ma nie tylko bardzo mocną pozycję w elektoracie partii Kaczyńskiego, lecz także jest strawniejszy dla wyborców Platformy i - minimalnie - dla niezdecydowanych. To oznacza, że ma pewien potencjał, by poszerzyć elektorat - twierdzi mój rozmówca.
PiS-owscy rozłamowcy, a było ich niemało, zawsze prowokowali pytanie - jak ich powinna traktować partia-matka. Pouczający jest przykład PJN. PiS - powiada mój rozmówca - w momencie powstawania partii Joanny Kluzik-Rostkowskiej poszedł z nią w konflikt. Kaczyński rychło jednak zauważył, że im więcej o PJN mówi, tym lepiej PJN sobie radzi. I tak PiS postanowił zamilczeć PJN na śmierć, co się poniekąd udało. - Teraz PiS tak samo chce urządzić ziobrystów. Kaczyński traktuje ich jak powietrze - mówi weteran jednego z rozłamów.
Jego zdaniem PiS będzie teraz musiał zmienić taktykę wobec ziobrystów, bo na dłuższą metę nie może tolerować tak dużego zaufania do Ziobry na swoim terytorium - nawet jeśli zaufanie do lidera niekoniecznie przekłada się na procenty dla jego partii. A ziobryści, którzy dostają dziś w sondażach 2-5 proc., muszą odbić teren PiS-owi.
Do najbliższych wyborów - europejskich - zostały jeszcze ponad dwa lata. Jeśli mój rozmówca ma rację, to będą dwa lata wypełnione wojną na prawicy.