Ten przekaz mógł wyglądać tak:
Drodzy obywatele,
w tym roku obok straszącej jak co roku grypy, na którą kto tylko może niech się zaszczepi (nie refundujemy tego, ale to naprawdę mały wydatek, więc proszę poświęcić na to kilkanaście złotych) atakuje nas druga - świńska grypa.
Nie wiemy jeszcze, jak silnie nas dotknie. Na pewno przechoruje się jednak sporo osób. Na szczęście, nie zagraża ona najstarszym Polakom (dla których bardzo niebezpieczna jest ta pierwsza, zwykła grypa).
Mamy leki na obie postaci grypy i właśnie kończymy negocjacje w kwestii zakupu szczepionki na świńską. Zaszczepimy pracowników służby zdrowia, bo oni muszą być na chodzie, jeśli epidemia się rozszerzy, a także kobiety w ciąży, choć upewniamy się jeszcze, co dla nich lepsze - szczepienie produkowaną w pośpiechu i nie do końca przetestowaną szczepionką, czy siedzenie w domu i przeczekanie największego zagrożenia. A tymczasem było tak:
Drodzy obywatele, media niepotrzebnie was straszą świńską grypą. Całkowicie panujemy nad sytuacją. Szczepionki na świńską grypę nie kupimy, gdyż jest niesprawdzona. Możemy to zrobić tylko wtedy, gdy będziemy pewni, że nie będzie miała ona odległych skutków ubocznych.
Nie możemy ulegać dyktatowi firm farmaceutycznych, które wciskają nam nieprzebadaną porządnie szczepionkę na wygodnych dla nich zasadach.
Będziemy mądrzejsi od ministrów zdrowia innych krajów. Polak okaże się tym razem mądrzejszy przed szkodą, a nie po. Lekarstwa to nie cukierki. Przypomnijmy choćby dzieci, które rodziły się bez rączek po pewnym leku zażywanym przez kobiety w ciąży.
*** Naprawdę wierzę w dobre intencje minister Ewy Kopacz, doceniam jej zapobiegliwość, ale tym razem daję jej żółtą kartkę.
Pani minister, występując m.in. we wtorkowym programie Moniki Olejnik w
TVN 24, po raz kolejny pokazała, że szybciej mówi, niż myśli. Fakt, że Olejnik nie jest łatwym przeciwnikiem, ale
Ewa Kopacz mówiła nieskładnie, traciła głowę, obrażała się - co niestety robiło złe wrażenie.
Mogła powiedzieć mniej, a spokojniej, zadbawszy przede wszystkim o sensowność argumentów. No bo w jaki sposób pani minister chce uzyskać gwarancję długofalowego bezpieczeństwa szczepionki, skoro to będzie wiadomo po paru latach, a wtedy świńska grypa pozostanie mglistym wspomnieniem?
Po co pani minister jako lekarz, a nie polityk - co sama podkreśla - straszy Polaków szczepionkami w ogóle?
Po co demonizuje, że firmy farmaceutyczne tylko czyhają na nasze zdrowie? Wiadomo, że robienie leków to biznes i że nikt nie robił tej szczepionki, by ocalić ludzkość, tylko zarobić. I że tę konkretną szczepionkę trzeba sprzedać w tym sezonie, bo za rok pójdzie do kosza.
Ale trudno też uwierzyć, że nasi urzędnicy są tym razem mądrzejsi od tych w innych krajach Europy. Oczywiście, niektórzy preferują politykę "nic nie robienia", bo wtedy teoretycznie nie popełnia się też żadnego błędu, ale marna to polityka.
Niestety, odnoszę wrażenie, że otoczenie Ewy Kopacz nie daje jej stosownego merytorycznego wsparcia, także w kwestii grypy. A sama pani minister ma nerwy na wierzchu i jest przez to nawet ludzka. Jednak od ministra tego trudnego resortu oczekujemy czegoś innego. Szybkiego i przemyślanego działania. Taka praca.