Czy e-hazard można zablokować? Zapraszamy do dyskusji
>
Tym pomysłem delegalizacji automatów Tusk wymierza cios branży, która w ostatnich latach rozwijała się wyjątkowo bujnie. Na ulicach polskich miast jak grzyby po deszczu rosną "salony gier". Godzinami siedzą tam ludzie wpatrzeni w symbole migające na ekranach, łudzeni mirażem łatwej wygranej tracą codziennie małe fortuny.
Dziesiątki tysięcy automatów w całej Polsce przynosiło tak kolosalne zyski ich właścicielom, że zamiast mniej lub bardziej skutecznie lobbować u polityków, powinni siedzieć cicho.
Przekaz Tuska do tej branży jest jasny: nie da się was ucywilizować, ciągle stwarzacie problemy, psujecie polityków. No to was zlikwidujemy.
Czy ta ostra zagrywka wyprowadzi premiera i PO z defensywy, w której tkwi od czasu wybuchu afery z działaczami PO w roli głównej? To możliwe.
Co Tusk chce osiągnąć?
- Przerwać łańcuch podejrzeń o związki polityków PO z biznesem hazardowym.
- Uniknąć oskarżeń o nielegalny lobbing przy kolejnych nowelizacjach ustawy, bo nie będzie czego nowelizować.
Każdy polityk, który wystąpi w obronie branży automatowej, będzie musiał liczyć się z zarzutami, że ulega jej wpływom. Przekonamy się o tym, już przy głosowaniu nad proponowanymi przez Tuska zmianami. Czy któraś partia ośmieli się je podważyć?
Tusk zyska również punkty u tysięcy polskich rodzin, których członkowie każdego dnia tracą w automatach pieniądze.
Na argument, że pozbawia państwo dochodu z podatku od gier, zawsze będzie mógł odpowiedzieć, że być może tak, ale za to więcej zostaje w kieszeniach uwikłanych w hazard obywateli.
Czy e-hazard można zablokować? Zapraszamy do dyskusji
>