http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Powrót posłów? Nie radzę

Jerzy Sawka
2011-04-18, ostatnia aktualizacja 2011-04-18 20:34

Chlebowski, Ludwiczuk i Misiak - trójka b. parlamentarzystów Platformy Obywatelskiej z Dolnego Śląska chce wrócić do polityki. Najchętniej pod partyjnym sztandarem. Ale jeśli będzie to niemożliwe, to na własną rękę, do Senatu. Jednak tylko jeden z nich zasługuje na drugą szansę.

Jerzy Sawka, redaktor naczelny wrocławskiej 'Gazety Wyborczej'
Fot. Krzysztof Gutkowski / AG
Jerzy Sawka, redaktor naczelny wrocławskiej 'Gazety Wyborczej'
Za marzącymi o powrocie na polityczne salony politykami PO stoi zła sława. Wprawdzie Andrzej Kmicic też miał za sobą też haniebne uczynki, ale późniejszymi działaniami zmazał je i odzyskał honor. Ze starającej się o miejsce w parlamencie trójki: Zbigniew Chlebowski (b. poseł), Roman Ludwiczuk (b.senator) i Tomasz Misiak (b.senator), jedynie ten ostatni ocalił twarz.

Zbigniew Chlebowski był jednym z głównych bohaterów afery hazardowej. Komisja badającą tę sprawę zawyrokowała w końcu, że żadnej afery nie było. Ale niesmak pozostał. I ten niesmak trzeba zapisać na konto Zbigniewa Chlebowskiego. Cała Polska widziała jak nieudolnie kręcił pytany o rozmowy z Ryszardem Sobiesiakiem. Jak się czerwienił i pocił. Jak dygotał z przerażenia. Czuć było, że to strach przed utratą pozycji. Potem czytaliśmy jego rzewne wynurzenia ile to nocy przepłakał, jak przez głupotę roztrwonił cały dorobek polityczny, z jakiej to wysokiej góry poleciał i jak się boleśnie poturbował. Wylazł z niego prowincjonalizm w najgorszej postaci, taki jak z chłopa, który służy we dworze i wierzy, że to on jest dziedzicem, więc pyszni się przed sąsiadami. Później poznaliśmy innego Chlebowskiego, który na przesłuchania komisji przyszedł wypachniony i przygotowany, miał luki w pamięci, ale pamiętał w przerwach zmienić koszulę, żeby dobrze wypaść przed kamerami. Chlebowskiego wykopał sobie polityczny grób na cmentarzu Platformy. Jeśli partia zechce go odkopać, to będzie smród.

Jeśliby z PO wystartował Roman Ludwiczuk, były senator z Wałbrzycha, to nie dziwiłbym się, gdyby partia straciła znaczną część wyborców. I to najmniej w Wałbrzychu. Więcej w Polsce. Ludwiczuk zaprezentował się jako wulgarny twardziel. Ale nie dlatego pogrzebał senatorską karierę, że tak siarczyście klął. Poległ, bo jest elementem skorumpowanego wałbrzyskiego świata politycznego. A ten trzeba zburzyć do cna.

Z tej trójki jedynie Tomasz Misiak, który wystąpił z PO po aferze z kontraktem jego firmy Work Service na szkolenia dla pracowników upadającej Stoczni Gdańskiej, nie pogrzebał swojej szansy na powtórny start z łona partii. Senacka komisja legislacyjna ustaliła, że Misiak nie miał żadnego wpływu na ustawy likwidujące stocznie. Tym samym nie mógł działać na korzyść własnej firmy. Przez czas badania sprawy Tomasz Misiak nie jęczał w mediach, spokojnie bronił godności, rozumiał kontekst polityczny i pojął, że jak prowadzi się biznes, to jest się bardziej narażonym na podejrzenia o czerpanie prywatnych korzyści z polityki. Platforma zrobi jak zechce, ale przywrócenia Misiaka bać się raczej nie musi.

Przypadki tej trójki pokazują, że oprócz kalibru i wiarygodności stawianych zarzutów, ważny jest styl obrony.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    28 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':