- Bardzo mi zależy na dobrej frekwencji. Jeżeli przedłużenie terminu głosowania pomogłoby, jestem gotów wystąpić razem z Bronisławem Komorowskim ze wspólnym apelem frekwencyjnym do członków PO - mówi "Gazecie" szef
MSZ Radosław Sikorski, jeden z kandydatów w prawyborach.
Sikorski chce przedłużyć głosowanie do piątku do północy. Na razie jego zakończenie jest zaplanowane na czwartek. Szef dyplomacji rozmawiał już o tym z premierem Donaldem Tuskiem.
Głosy zliczy specjalny program i wyniki mają być znane już w czwartek chwilę po północy. To też argument za przedłużeniem prawyborów, bo jest mało prawdopodobne, by wyniki utrzymały się w tajemnicy do soboty w południe, kiedy Tusk ma je z pompą ogłosić podczas posiedzenia rady krajowej PO na Politechnice Warszawskiej.
Jednak szef klubu PO
Grzegorz Schetyna uważa, że sprawa przedłużenia głosowania nie będzie prosta. - Trzeba by decyzją zarządu zmienić uchwałę o prawyborach - mówi nam Schetyna, który o pomyśle Sikorskiego rozmawiał wczoraj z szefową komisji prawyborczej Hanną Gronkiewicz-Waltz. Jak usłyszeliśmy, Gronkiewicz-Waltz jest sceptyczna. Uważa, że nie powinno się zmieniać reguł w trakcie
gry.
Do wczoraj przez internet zagłosowało zaledwie 10 tys. członków PO. Większość głosów internetowych została oddana po niedzielnej debacie Komorowskiego i Sikorskiego. Zakończyło się już głosowanie listowne (listy można było wysyłać do 18 marca). - Tą drogą do komisji wyborczej spłynęło blisko 5 tys. głosów i przychodzą kolejne - mówi Andrzej Halicki, rzecznik klubu PO.
Ale na razie zagłosowała w sumie tylko jedna trzecia członków partii. Politycy z władz PO obdzwaniają regiony, żeby zmobilizować struktury do głosowania.
- Będzie tak jak z PIT-ami, ludzie zagłosują w ostatniej chwili. Liczymy na 50-proc. frekwencję - mówi nam polityk z zarządu Platformy.
Jaki będzie wynik głosowania? Partyjny aparat jest za Komorowskim. W sondażu przeprowadzonym podczas trwania niedzielnej debaty przez SMG/KRC na zlecenie
TVN 60 proc. badanych opowiedziało się za Komorowskim jako kandydatem PO w wyborach prezydenckich, 40 proc. wskazało na Radosława Sikorskiego.
Obaj kandydaci wykorzystują ostatnie dni kampanii, żeby przekonać do siebie członków PO. Wczoraj przed posiedzeniem rządu szef MSZ Radosław Sikorski prosił o poparcie premiera.
- Panie premierze, proszę o głos - powiedział Tuskowi. Ten jednak nie złamał obietnicy, że nie ujawni, na kogo będzie głosował. - No walcz! - odpowiedział tylko Sikorskiemu. Szef MSZ szybko napisał entuzjastycznie na Twitterze: "Miłe słowo dzisiejszego dnia: Walcz!!!".
Z kolei Komorowski powtórzył wczoraj w Szczecinie, że jeśli zostanie kandydatem PO na prezydenta, nie zamierza rezygnować z funkcji marszałka Sejmu.
- Nie ma takich obowiązków, przepisów prawa czy zwyczajów w Polsce - mówił Komorowski. Jako przykład przywołał przypadek Włodzimierza Cimoszewicza, który w 2005 r. łączył funkcję marszałka z kandydowaniem w wyborach prezydenckich.
Komorowski dodał, że znaczna część kampanii wyborczej wypadnie w czasie wakacyjnej przerwy w Sejmie. Podkreślił, że na resztę kampanii, "tak jak u marszałka Cimoszewicza, wchodzi w grę możliwość wzięcia urlopu".
- Nie ukrywam, że na wszelki wypadek, tu się zarzekam, że ten wypadek jest uzależniony od całego szeregu okoliczności wyborczych, chomikuję część urlopu - mówił.
Również Sikorski zadeklarował, że gdyby wygrał prawybory, to na ostatniej prostej prezydenckiej kampanii skorzystałby z urlopu.
Komorowski powiedział wczoraj, że - zgodnie z umową - zagłosował na Sikorskiego, a szef MSZ oddał wcześniej swój głos na marszałka.