Niedzielna debata to wariant kompromisowy ustalony na wtorkowym spotkaniu marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego i szefa
MSZ Radosława Sikorskiego z premierem Donaldem Tuskiem i szefem klubu PO Grzegorzem Schetyną.
Nie będzie ani debaty w klubie, w sali Kolumnowej Sejmu, jak chciał Komorowski, ani debaty telewizyjnej, jak proponował Sikorski.
- Dyskusja będzie z pełną dostępnością dla mediów, prowadzona przez dwóch przedstawicieli klubu Platformy. Poza Sejmem, szukamy dobrego miejsca - mówił Schetyna dziennikarzom w Sejmie.
Jak nieoficjalnie dowiedziała się "Gazeta" debata ma być o godzinie 13 w małej bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego. (klub PO sprawdza, czy jest w tym czasie wolna). Dyskusję mają poprowadzić wiceszef klubu PO Sławomir Nowak i posłanka Joanna Mucha.
Pytania do debaty zgłoszą parlamentarzyści Platformy, zadawać je będą moderatorzy. - Chcemy, żeby to było żywe, miało tempo, a jednocześnie pokazywało walory obu kandydatów. Do godziny, żeby dało się oglądać i słuchać - mówił Schetyna.
Jak ustaliliśmy, kandydaci będą znali wcześniej pytania, będą mieli tyle samo czasu na odpowiedź.
Dyskusja będzie bez publiczności. - Chcemy uniknąć niepotrzebnego podkręcania emocji, mierzenia długości oklasków dla kandydatów - mówi nam jeden z polityków zaangażowanych w przygotowanie debaty.
Szef MSZ
Radosław Sikorski jest usatysfakcjonowany. - Zależało mi na tym, aby debata toczyła się w warunkach fair play i tak będzie - mówi "Gazecie" Sikorski. - Cieszę się, że będziemy mogli przedstawić swoją wizję prezydentury podczas dyskusji zbliżonej do prawdziwej prawyborczej debaty, a nie na partyjnym spotkaniu w klubie - dodaje.
- Taka formuła będzie służyła PO i kandydatom - ocenia z kolei Komorowski. - Debata jest organizowana z myślą o tym, aby "dotarła, za pośrednictwem mediów do wszystkich, którzy są tym zainteresowani. Wszyscy członkowie PO będą mogli tego słuchać, oglądać czy czytać o tym - dodał.
Szef klubu PO
Grzegorz Schetyna przyznał wczoraj, że w miarę zbliżania się rozstrzygnięcia prawyborów (27 marca), emocje między kandydatami są coraz większe. - Prawybory wchodzą w decydującą fazę, temperatura się podnosi. Ale to są dobre emocje - nawet jeżeli czasami są jakiś uszczypliwości, to drobne. To wszystko jest żywe i prawdziwe. Jeszcze kilka tygodni temu opozycja twierdziła, że to jest sztuczna debata, nieprawdziwa rywalizacja, że wiadomo, kto wygra. Nic nie wiadomo - dodał Schetyna.
Komorowski odgryzł się dziś Sikorskiemu, że nie powinien wypowiadać się takim głosem, jak opozycja, która w poniedziałek krytykowała pomysł partyjnego starcia w gmachu Sejmu. Szef MSZ powiedział w poniedziałek, że gdyby prawyborcza debata była w Sejmie, jak chciał marszałek, "mogłoby powstać wrażenie, iż marszałek z PO nadużywa władzy nad gmachem Sejmu na partyjną debatę".
Sikorski z kolei skrytykował Komorowskiego za odwołanie zaplanowanej na 17 marca informacji na temat polityki zagranicznej, którą minister miał wygłosić w Sejmie. - To było uzgodnione z premierem, prezydentem, z Komisją Spraw Zagranicznych. Okazuje się, że expose nie może być, bo marszałek Komorowski tak zdecydował, ale marszałek Komorowski zgadza się na naszą debatę partyjną w Sejmie. Nie wydaje mi się, że to jest fair - mówił szef dyplomacji w Radiu Zet. W otoczeniu Sikorskiego uważa się, że w ten sposób Komorowski chciał odciąć rywalowi możliwość zdobycia dodatkowych punktów.
W obronie Komorowskiego stanął szef klubu PO Grzegorz Schetyna, który tłumaczył, że na tym samym posiedzeniu Sejmu premier ma wygłosić informację o dwuleciu rządu. - Marszałek nie miał szansy przenieść debaty o dwuleciu rządu. Byłaby kolizja dwóch informacji rządowych - dodał.
Debata o polityce zagranicznej rządu ma być 8 kwietnia, już po ogłoszeniu wyników prawyborów planowanym na 27 marca.