http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

O co ten raban z sześciolatkami! - list

Andrzej Przeczek
2009-06-18, ostatnia aktualizacja 2009-06-18 16:54

Naukę rozpoczęliśmy w pierwszej klasie w wieku sześciu lat (ja w Czechach, żona w Kazachstanie), podobnie jest w większości krajów Europy. Nie chcemy, aby nasze dzieci poszły do szkoły o rok później niż ich rówieśnicy w innych krajach

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Do napisania listu skłonił mnie artykuł "Zerówka, czyli zero nauki" oraz komentarz Piotra Pacewicza "Sześciolatki i komedia omyłek".

Jestem tatą dwójki dzieci. 7-letniej Ady oraz 5-letniego Wiktora. Ada wyrusza do szkoły we wrześniu zgodnie z wcześniejszymi założeniami systemu edukacyjnego. Wiktora zamierzamy wysłać do szkoły w przyszłym roku w wieku 6 lat.

Powód jest prosty - oboje z żoną wyrastaliśmy poza granicami Polski (ja w Czechach a żona w Kazachstanie) i rozpoczęliśmy naukę w pierwszej klasie w wieku sześciu lat. Nie chcemy aby nasze dzieci poszły do szkoły o rok później, niż prawie cała reszta ich rówieśników w Europie.

Niestety wydaje mi się, że w całej tej dyskusji medialnej na temat sześciolatków Polacy (i media) zapominają o tym, że jesteśmy społeczeństwem, które najpóźniej wysyła dzieci do szkoły, a najwcześniej przechodzi na emeryturę. I chyba nie wszyscy rozumieją, że przyszłość Polski i nasz wspólny dobrobyt nie będzie się tworzył przez dłuższe nicnierobienie tylko raczej przez pracę. I akurat to powinny podkreślać media zamiast alarmować, że szkoły są nieprzygotowane.

Bo szkoły są różne. Niektóre są przygotowane, a niektóre może nie. My zrobiliśmy wywiad środowiskowy, wybrali odpowiednią szkołę (wcale nie prywatną, tylko porządną publiczną szkołę we Wrocławiu) i jesteśmy spokojni. Zresztą jeżeli jakaś szkoła nie jest przygotowana na przyjęcie 6-latka, to na przyjęcie 7-latka też raczej przygotowana nie będzie.

To taki mój odosobniony głos w tej dyskusji. A co do komentarza Piotra Pacewicza, to uważam, że winę ponoszą też media. Myślę, że nieco inne relacjonowanie tej kwestii przyczyniłoby się do bardziej pozytywnego odbioru społecznego tej potrzebnej przecież reformy. Pokazywanie na okrągło wojujących w świętej sprawie rodziców, którzy z uporem godniejszym lepszej sprawy, chcą, aby ich dzieci nauczyły się czytać i pisać o rok później niż cała Europa, nie pomaga całej tej reformie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':