http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sześciolatki w szkołach będą się obijać - alarmują czytelnicy

Listy czytelników
2009-05-29, ostatnia aktualizacja 2009-05-29 18:41

Sześciolatki do szkoły? To nadal budzi kontrowersje wśród rodziców, nauczycieli...
Sześciolatki do szkoły? To nadal budzi kontrowersje wśród rodziców, nauczycieli...
Fot. Dariusz GORAJSKI \ AG

Nie ma jak posłać sześciolatka do szkoły, nawet w stołecznym Ursynowie. Nie było odpowiedniej akcji informacyjnej, i rodzice z wielu ważnych spraw po prostu nie zdają sobie sprawy! - twierdzą czytelnicy.

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Z raportu "Gazety" wynika, że "Sześciolatki nie idą do szkoły".

Rozmawiamy o tym z minister edukacji Katarzyną Hall"Rodzice się oswoją"

Nie ma jak posłać sześciolatka do szkoły

Jestem ojcem sześcioletniej dziewczynki. Mieszkamy na warszawskim Ursynowie. W naszej dzielnicy (tak jak w większości w Warszawie) wszystkie sześciolatki zostały "przesunięte" z przedszkoli do szkół. I faktycznie, mało kto zdecydował się na posłanie dziecka do klasy 1 z siedmiolatkami, a równie mało rodziców zdecydowało się na zgłoszenie dziecka do klasy pierwszej dla sześciolatków, choć była taka możliwość. Efekt jest taki, że na całym Ursynowie są dwie klasy dla sześciolatków w dwóch wybranych szkołach.

Uważam, że wynika to z ogromnego niedoinformowania rodziców. Dużą rolę odgrywają tu niestety media.

Powszechna akcja informacyjna ME zachęca rodziców do posyłania dzieci do szkoły. I w Warszawie większość sześciolatków decyzją administracyjną do szkoły idzie. Więc rodzice w dużej części żyją w przekonaniu, że dzieci do szkoły posłali. A w rzeczywistości dzieci są nadal w przedszkolu (a nawet gorzej - o czym poniżej) tylko, że w budynku szkolnym.

Posłanie sześciolatka do pierwszej klasy utożsamia się z nauką dziecka sześcioletniego razem z dziećmi siedmioletnimi. A to przecież nieprawda. Sam też się na taki ruch nie zdecydowałem, ale to nie jest jedyny wybór. Według informacji, jakie uzyskałem z ME, jeżeli rodzice wyrażą wystarczające zainteresowanie, szkoła ma obowiązek zorganizowania klasy pierwszej dla sześciolatków i nauka w takiej klasie, co do formy zajęć jest tożsama z nauką w oddziałach przedszkolnych (zajęcia w grupie, przerwy kiedy dzieci potrzebują, wyjścia na dwór), a inna od tej, jaką prowadzi się w klasach dla siedmiolatków (lekcje 45 minut, itp.).

Jest jeszcze inna istotna różnica pomiędzy klasą pierwszą dla sześciolatków, a oddziałem przedszkolnym. Otóż według informacji ME w oddziale przedszkolnym nie ma żadnego programu nauczania szkolnego - w najlepszym razie dzieci będą powtarzały to, czego nauczyły się w ciągu ostatniego roku w przedszkolach.

W klasie pierwszej jest nowy program nauczania dostosowany do poziomu wiedzy sześciolatka po nauczaniu przedszkolnym. Zresztą zupełnie przy okazji z tego wynika, że siedmiolatki w pierwszej klasie będą się teraz po prostu nudziły, bo będą powtarzały to, czego nauczyły się w zerówce. Nie ma więc strachu, że dziecko nie będzie nadążało z nauką.

Rodzice prawdopodobnie nie zdają sobie sprawy tego, że dzieci sześcioletnie w oddziałach przedszkolnych w szkołach nie będą się tak naprawdę niczego uczyć ponad to, co już umieją z przedszkoli (a dzieci przedszkolnych, które poszły do oddziałów przedszkolnych w szkołach jest zdecydowana większość). Prawdopodobnie myślą też, że dzieci lepiej przygotują się do klasy pierwszej, co chyba nie jest prawdą. Dlatego też rodzice nie zgłaszają dzieci do klas pierwszych dla sześciolatków. Piszę w trybie przypuszczającym, ale z dość dużą dozą przekonania, bo ja takich informacji wprost ani na zebraniu szkolnym ani w mediach nie pozyskałem. Sam musiałem do nich dotrzeć.

Dodatkowo z niewiadomych dla mnie przyczyn, szkoły same nie zachęcają do zapisywania sześciolatków do klas pierwszych. Kiedy zastanawiałem się w marcu czy córkę zgłosić do klasy pierwszej dla sześciolatków, to dowiedziałem się w szkole, że jest tylko jedno takie zgłoszenie i nie ma sensu w ogóle dziecka zgłaszać. Więc nie zgłosiłem. Błąd.

Z informacji, jakie uzyskałem zarówno z ME, jak i z wydziału oświaty Urzędu Dzielnicy Ursynów nie powinno być większego problemu z przekształceniem oddziału przedszkolnego w klasę pierwszą dla sześciolatków, jeśli tylko zdecydują się na to rodzice. Bo przecież sposób pracy z taką grupą i zaplecze jest dokładnie takie samo. Zamierzam spróbować doprowadzić do powstania przynajmniej jednej takiej klasy w swojej szkole rejonowej.

Uważam, że można się nie zgadzać z założeniami reformy, ale jeżeli została wprowadzona, to należy się do niej po prostu dostosować, a nie krzywdzić dziecko, odstawiając je na rok z toru edukacji. A tak, po uzyskaniu informacji z ME rozumiem posłanie dziecka do oddziału przedszkolnego w szkole.

Byłbym wdzięczny gdyby "Gazeta" postarała się zweryfikować wskazane przeze mnie informacje dotyczące formy zajęć i programu realizowanego w oddziałach przedszkolnych i klasach pierwszych dla sześciolatków. I, jeśli się potwierdzą, również w odpowiedni sposób informowała o nich rodziców. Myślę, że to pomogłoby nam wszystkim podjąć świadomą decyzję. Paweł B.

Moje dziecko nie jest opóźnione!

Pani minister obraziła mnie i moje dziecko słowami cytuję: "Może (rodzice) będą mieli już inne lęki, np. że dzieci, które poszły wcześniej, rozwijają się, a ich dziecko zostaje z tyłu?". Czy to, że posłałam dziecko zgodnie z dotychczasowym planem, czyli do tzw. "zerówki" oznacza, że będzie opóźnione?

Mój sześciolatek nie chodził do przedszkola, ale liczy do stu, dodaje i odejmuje, pisze i czyta, uczy się języka angielskiego - potrafi już ułożyć proste zdanie. Nie posłaliśmy go do szkoły do pierwszej klasy, bo uważamy że w szkole podstawowej w naszej miejscowości nie ma do tego warunków, a poza tym jest to dla niego zupełna nowość, więc ten rok w oddziale przedszkolnym w pełni przygotuje go (także psychicznie) do szkoły.

Moje dziecko i wiele innych będzie się rozwijało zgodnie z wiekiem i z tym, jak my, czyli rodzice będziemy je kształtować. Edukacja dziecka nie kończy się na szkole i beznadziejnych wymysłach poszczególnych ministrów. Nie uważam, że dobrym pomysłem było danie wyboru rodzicom o posłaniu dzieci do I klasy. Wiele dzieci już od szóstego roku życia będzie musiało sprostać wymaganiom swoich rodziców z wielkimi ambicjami. Już mi ich szkoda.

Uważam, że najpierw powinno się stworzyć odpowiednie warunki w szkołach, a potem wszystkie sześciolatki z jednego rocznika powinny rozpocząć edukację od I klasy. Ale minister wymyśla reformę, wprowadza ją na łapu-capu, bo przecież za chwilę już nim nie będzie. Elżbieta Misiurka

Nie piszcie głupot!

Jestem rodzicem sześciolatki, którą chciałam posłać do pierwszej klasy podstawówki. Pomimo tego, moja córka od września rozpoczyna naukę w zerówce. Dlaczego? Skutecznie zniechęciła wszystkich (!) rodziców pani dyrektor placówki, w której mieści się zarówno podstawówka, jak i zerówka.

A mianowicie przy próbie zapisania dziecka do 1 klasy, dowiedziałam się, że pani dyrektor ma już komplet uczniów i sześciolatków przyjmować nie będzie! Podanie przyjąć musi, ale nie ma ustawowego przymusu, więc z powodu braku miejsc podanie na 100 proc. zostanie odrzucone. W momencie złożenia podania do 1 klasy, sekretariat nie przyjmie podania do zerówki. W konsekwencji moje dziecko zostałoby na lodzie. Dlatego nie piszcie głupot, że rodzice zbojkotowali reformę, bo w wielu przypadkach to nie jest prawda! Najtrudniej do tego przekonać pracowników oświaty, którzy są przeciwni jakimkolwiek zmianom! Magdalena

Zerówka w szkole nie jest zła!

Mam troje dzieci: 11-latkę w czwartej klasie, 7-latkę, która kończy zerówkę w szkole oraz 3-latka, szczęśliwie przyjętego od września do przedszkola. Zosia skończyła 7 lat w styczniu, do przedszkola poszła rok wcześniej, bo bardzo prosiła i w sumie edukację zaczęła rok wcześniej, nie powtarzała żadnej grupy w przedszkolu i przedszkolne "starszaki" robiła jako rocznikowa pięciolatka. Wówczas na 80 proc. byłam za tym, by poszła do szkoły rok wcześniej, ale trzeba było robić testy, czy się nadaje, poza tym nauczycielka w przedszkolu mówiła, że córka jest bardzo wrażliwa i może sobie nie poradzić ze szkołą.

Ostatecznie uznaliśmy, że niech idzie jeszcze raz do zerówki, tyle, że w szkole - łatwiej zaadaptuje się w pierwszej klasie. Dziś widzę, że był to błąd - Zosia praktycznie płynnie czyta, nawet dzieciom w klasie, z zerówki jest bardzo zadowolona. Zapytana czy wolałaby chodzić do przedszkola, odpowiedziała "w szkole jest fajniej". Dzieci chodzą do dość nowej podstawówki, z oddziałami integracyjnymi, gdzie w każdym z roczników są 2-3 klasy, więc szkoła jest raczej mniejsza, świetlica jest wspólna, toalety także.

Sala "zerówki" jest czymś pomiędzy salą z przedszkola a klasą. Ma małe przedszkolne krzesełka i stoliki, przy których dzieci siedzą dookoła o 6-8 osób, mają zabawki, drobne instrumenty muzyczne, ale także szkolną tablicę i pomocami naukowymi. Tak samo rysują, malują i wycinają jak w przedszkolu, robią teatrzyki, śpiewają piosenki, uczą się wierszyków. Zerówka w szkole nie jest zła!

Gdybym wiedziała wcześniej, Zosia poszłaby do zerówki jako pięciolatka, a w tym roku kończyłaby na pewno z powodzeniem pierwszą klasę. Tak naprawdę ma rok zdublowanej nauki. Może ktoś powie, że sobie utrwaliła, a ja boję się czy nie zatrzymała się nieco, choć staram się jak mogę, by nadal się rozwijała.

Syn bez względu na przebieg reformy pójdzie do zerówki jako pięciolatek, by do pierwszej klasy mógł iść jako sześciolatek. Ubolewam, że będzie musiał pójść do pierwszej klasy w 2012 roku z obowiązku, kiedy prawdopodobnie pójdą i siedmio- i sześciolatki. I wtedy szkoły przeżyją dramat natłoku uczniów. Osobiście uważam, że powinien być obowiązek szkolny dla sześciolatków w kolejnych latach według miesiąca urodzenia - urodzone na przykład w pierwszym kwartale obowiązkowo jako sześciolatek do pierwszej klasy. W następnym roku, kolejny kwartał. Pozwoliłoby to płynniej przyjąć dzieciaki do szkół. Chyba bez tego się nie obejdzie. Dorota Rusiłowicz, Białystok

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 15 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':