Jeśliby porównać umysł do biblioteki, to...- To u nas byłoby dużo opasłych tomów stojących na wysokich regałach. A u nastolatka przeważałyby broszurki porozrzucane po podłodze. Kompletnie nieistotne fakty obok tych o kardynalnym znaczeniu. Z drugiej strony, by przywołać jakąś informację, pan musi biec po drabinę, a jemu wystarczy parę kroków. Takie osoby niebawem zdominują teleturnieje "Wiem wszystko", gdzie wygrywa ten, kto pierwszy naciśnie guzik i poda odpowiedź. Ale pojawia się pytanie, i co z tego?
Może rodzice powinni kanalizować te bodźce? Zastąpić broszurki książkami?- Przede wszystkim nie pozwolić, by komputer rządził dzieckiem. Jeśli wchodzi do internetu, to po coś. Jeśli chce pograć, to półtorej godziny, a nie pół dnia. Zakładam, że sami potrafią dać dobry przykład. Ale i tak trudno im będzie ochronić młode umysły bez wsparcia szkoły. I tu widzę największy problem. Świat się zmienił, młodzież się zmienia, a edukacja, jaka była, taka jest: nastawiona na odtworzenie, a nie tworzenie. Na wkuwanie, a nie myślenie. Obciąża pamięć, zasypuje faktami, zamiast uczyć ich oceny i rozwijać kreatywne myślenie, czyli to, co zapewniło nam ewolucyjny sukces. Mówiąc krótko, pogłębia negatywne skutki nadmiaru bodźców.
A może nie warto? Może trzeba na to spojrzeć, jak na rodzaj przystosowania? W świecie, który rozprasza, wielozadaniowość to wręcz atut. Zwłaszcza tam, gdzie liczy się ilość, a nie jakość. Czy jeśli skopiują ich nawyki i metody pracy, starsi pracownicy mogą dorównać swym płytko przetwarzającym kolegom?- Odradzam. Utracą swoje atuty, nic w zamian nie zyskując. Jeśli wzorem młodych zaczną robić kilka rzeczy naraz i śledzić informacje z wielu źródeł, szybko pogrążą się w chaosie, z którym ich mózg sobie nie poradzi.
Pierwszym symptomem będzie obniżenie IQ, kolejnym - wycofanie, a końcowym stupor, czyli całkowite zobojętnienie i niezdolność do konstruktywnego działania.
A to najprostsza droga do utraty pracy. Skutek będzie więc całkiem odwrotny do zamierzonego.
Czy duże skomputeryzowane firmy nie powinny zatrudnić psychologa?- Powinny, ale siedzenie przed monitorem od rana do wieczora traktuje się w nich jako przejaw pracowitości, a nie aberracji, którą w istocie bywa. Jednak niektóre korporacje dostrzegają problem i wydzielają w swych siedzibach tzw. slow corners, w których można odpocząć od komputera i komórki. Takie biurowe oazy spokoju pomagają pracownikom utrzymać higienę psychiczną i kreatywność.
Co więc robić, by funkcjonować w cyfrowej rzeczywistości, ale nie utonąć w informacyjnej powodzi?- Zacznijmy od zaraz. Są wakacje - nie zmarnujmy ich. Przypomnijmy sobie, jak to było na studiach - akademickie dyskusje do rana, kajak, rower, no i książka. Zapomnijmy o pracy, giełdzie i polityce. Wyłączmy komórkę, zostawmy laptopa, odsuńmy się od cywilizacji. A po powrocie - serwujmy sobie choć jeden dzień w tygodniu bez komputera. Niby proste, a jakże trudne, a dla wielu już niemożliwe. Ale trzeba próbować, by się nie odczłowieczyć. I by po latach spędzonych przed komputerem nie odkryć nagle, że życie było gdzie indziej.
Rozmawiał Artur Włodarski
*Dawid Wiener - lekarz, dr nauk humanistycznych, adiunkt w Zakładzie Logiki i Kognitywistyki Instytutu Psychologii UAM. Kierownik tworzonego właśnie Laboratorium Neurokognitywnego. Zajmuje się badaniem emocji, psychopatologią kognitywną oraz wpływem technologii informacyjno-komunikacyjnych.