http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kaprealizm nad Wisłą

Dorota Jarecka
2011-07-17, ostatnia aktualizacja 2011-07-15 13:57

Więcej polityki! ...bo inaczej umrzemy z nudów i z obojętności - z Martą Tarabułą polemizuje

ZOBACZ TAKŻE
„Reżyser: Towarzyszu, proszę nas źle nie rozumieć. Możemy się mylić, ale myśmy chcieli uczynić z naszego teatru narzędzie walki i budowy. Obejrzą - i wezmą się do pracy, obejrzą - i obudzą, obejrzą - i zdemaskują.



Pobiedonosikow: A ja was proszę w imieniu wszystkich robotników i chłopów, abyście mnie nie budzili. Też sobie - budzik! Wyście powinni pieścić mi ucho, a nie budzić, wyście powinni pieścić mi oko, a nie budzić”.

(Majakowski "Łaźnia")



Mamy tu klasyczny konflikt: obrońca sztuki zaangażowanej przeciwko mieszczańskiemu smakowi zwykłego przeciętniaka, tutaj radzieckiego urzędnika, bezlitośnie w sztuce wykpionego. Ale reżyser socrealista też zostaje obśmiany. Ten spór jest oczywiście bezsensowny, obaj się mylą. Inaczej to powiedział niedawno Michał Głowiński. „Co jest ważniejsze, literatura czy polityka?” - spytała go „Gazeta”. „Na to pytanie nie sposób odpowiedzieć, bo ono jest typu »czy myć zęby czy ręce «”.

Dlatego nie dam się wciągnąć w ten spór. W początku XXI wieku, po tym jak Jacques Ranciere potrafił nas przekonać, że problem jest postawiony fałszywie, bo sztuka i polityka to nie są przeciwstawne bieguny ludzkiej działalności, że są o wiele bliżej siebie niż nam się wydaje, nie ma sensu się w niego wdawać.

I przejdę do najważniejszego.

Marta Tarabuła dostrzega wiele ujemnych stron naszego życia artystycznego, których trudno razem z nią nie dostrzegać. Napisała jednak także rzecz następującą: "w naszym kraju w sztuce wolności nie ma". Otóż ja się z tym fundamentalnie nie zgadzam.

Za dużo historii?

Co dla Marty Tarabuły znaczy brak wolności? W kraju, który sąsiaduje z Białorusią, taka teza jest co najmniej kontrowersyjna. Autorce nie chodzi o to, że w Polsce jest cenzura albo brak wolności słowa. Jej wizja jest bliższa koncepcji Foucaulta: mówi o ukrytym cenzorze, o władzy, która kontroluje nas od wewnątrz, powodując tak silny nacisk jednej opcji, że przedstawiciele innych nie mogą się swobodnie wypowiedzieć.

Co to za opcja? Lewicowa. To ona szantażuje nas postępem i polityczną poprawnością, to przez nią krytycy w ocenie sztuki nie stosują innej miary niż polityczna. Świat sztuki w Polsce jest zakłamany. Jako przykład służy m.in. wystawa w Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie, tzw. MOCAK-u. To jest już prawie socrealizm, uważa Tarabuła, bo tak jak kiedyś w sztuce były obowiązkowe tematy, tak teraz dominuje w niej wojna i zagłada. Wystawa mogłaby się nazywać po prostu "Nazizm i Holocaust w sztuce", bo taka jest dzisiaj intelektualna moda.

Oddzielmy dwie sprawy. Wystawa "Historia w sztuce" pozostawia wiele do życzenia. Jest schematyczna, zwłaszcza w tym, że oferuje zamiast nowej tezy o sztuce zestaw sprawdzonych nazwisk: Artur Żmijewski, Zbigniew Libera, Yael Bartana, Omer Fast, Deimantas Narkevicius, Mirosław Bałka. Oglądamy dzieła, które już widzieliśmy (Bartana, Bałka, Narkevicius występowali np. na znakomitej - choć też na temat wojny - wystawie "Architektura pamięci" w Muzeum Sztuki w Łodzi), a które tutaj są tylko na nowo ułożone, trochę na zasadzie żonglerki. Prawda, jest w tym sporo mody. Jednak historii nie jest w niej za dużo. Historii jest w niej nawet za mało. Historia została zagłuszona przez historyczne prace na temat historii.

Wystawy w Krakowie bronię jednak z ważnego powodu: to pierwsza tak odważna polemika z ideą narracyjnego muzeum historycznego. Dlaczego właśnie z nią? Dlatego że takie muzeum jest tuż obok, przez ścianę.

Kuratorka pierwszej wystawy w MOCAK-u miała pecha, nie mogła historii zignorować. Gdzie my jesteśmy? Na terenie tzw. Fabryki Schindlera. W dawnej części biurowej fabryki, filii nazistowskiego obozu koncentracyjnego w Płaszowie, znajduje się muzeum poświęcone wojnie i zagładzie Żydów. W części fabrycznej jest Muzeum Sztuki Współczesnej, czyli tzw. MOCAK. Dawne hale przerobiono na muzeum i otwarto dla publiczności w maju. Na wystawie "Historia w sztuce" za kluczową uważam instalację Jochena Gerza "Exit. Projekt Dachau". Absolutnie wstrząsająca. To szereg stolików, na każdym leży album z czarno-białymi zdjęciami zrobionymi przez artystę w muzeum na terenie obozu w Dachau, nad każdym stolikiem wisi żarówka. Zdjęcia pokazują, jak jedna muzealna rzeczywistość nakłada się na drugą - tę realną, obozową.

Kiedy zaczęłam przeglądać jeden z albumów, zdałam sobie sprawę, że, owszem, mówi on o Dachau, ale że Dachau jest tylko metaforą. Chodzi przecież o sąsiednią tzw. Fabrykę Schindlera, o umuzealnienie obozu, o to, jak dwuznaczne jest to miejsce. Biuro i gabinet Schindlera wydają się filmową fikcją, w salach chodzimy po zrekonstruowanym getcie, ale tak naprawdę to też są dekoracje. Nie odnieść się do tej sytuacji byłoby absurdem.

Muzeum MOCAK wydało także książkę "Wilhelm Brasse. Fotograf" o fotografie z Auschwitz, polskim więźniu obozu, który żyje dzisiaj w Żywcu. To on był autorem zdjęć więźniów w pasiakach z ewidencji obozowej, zdjęć, które wszyscy znamy, które zyskały rangę symbolu. Kuratorka wystawy Maria Anna Potocka nakręciła z nim także wywiad, który dołącza do książki na płycie DVD. Czy tę dokumentację można nazwać konformizmem i socrealizmem? Sądzę, że nie. Ona też - podobnie jak "Exit. Projekt Dachau" - uświadamia, że za tzw. tematyką kryje się rzeczywistość. Swoją drogą można zapytać, czy to prawda, że "Gross nie dotarł do Polaków" - jak wnioskuje politolog Piotr Forecki w ostatniej "Gazecie Świątecznej". Ogladając sztukę w Polsce, wypadałoby powiedzieć, że jednak dotarł.

A że Maria Anna Potocka nie wystawiła Wróblewskiego? Jego "Rozstrzelań"? To chyba dobrze. Tutaj akurat nie poddała się modzie. Pokazała za to obrazy Marii Jaremy z lat 40., sceny wojennych egzekucji namalowane w stylu koloryzmu. Ukazują słabość sztuki wobec wojny, jej przegraną.

Czy żyjemy w socrealizmie i kto jest Żdanowem

Marta Tarabuła pisze, że żyjemy pod specyficznym szantażem, że Holocaust i wojna stały się w sztuce modne. Rzeczywiście, nie sposób zaprzeczyć, że szafowanie historią i moralnym przesłaniem bywa w sztuce nie do zniesienia. Czasem zbyt łatwo jest stanąć po stronie prześladowanych, kiedy już wszyscy tam stoją, a samych prześladowanych już nie ma.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':