Miłada Jędrysik: Polska za 20 lat to Polska Cyfrowa?
Igor Ostrowski: Wyobrażam sobie Polskę 2030 jako kraj, gdzie „cyfra” stała się chlebem powszednim, dostęp do internetu jest wszechobecny, a rządzący zajmują się problemami, o których dziś nie mamy jeszcze pojęcia. Cyfryzacja to bardzo ważny element myślenia strategicznego. Dotyczy technologii, które wspomagają nas we wszystkich sferach życia - w szkole, w pracy, w domu, w przychodni.
Alek Tarkowski: Technologie cyfrowe wpływają też na kulturę, na naszą towarzyskość, wyobrażenia świata czy nawet emocje. Pewnie kiedyś i przymiotnik „cyfrowy” się odrzuci, bo już wszystko będzie w pewnym stopniu cyfrowe. Kluczowa będzie umiejętność świadomego decydowania, w jakim stopniu technologie cyfrowe wpłyną na nasze życie.
I.O.: Na przykład w 2030 r. będziemy mogli pracować z domu, a nie w biurze od godz. 8 do 16.
Wiele osób już to robi.
I.O.: Dziś to elitarne grono, a za chwilę to będzie codzienność. Zaktywizują się osoby wyłączone z rynku pracy: matki z małymi dziećmi, niepełnosprawni, starsi, mieszkający poza dużymi miastami. Ale jaki będzie to miało wpływ na strukturę społeczną, na relacje międzyludzkie?
A.T.: Na bezpieczeństwo zatrudnienia, poczucie stabilności pracy, rozdzielenie pracy od odpoczynku?
I.O.: Prawdopodobnie w 2030 r. internet nie będzie już tylko siecią osób korzystających z komputerów, ale stanie się siecią rzeczy. Lodówka będzie się kontaktowała ze sklepem, żeby złożyć zamówienie na mleko. Minęło dopiero 20 lat od wprowadzenia pierwszych rozwiązań internetowych w Polsce, a w najbliższych 20 latach czeka nas ich nieporównywalnie więcej.
I wielu nie sposób przewidzieć.
I.O.: Jak rozmawiać o czymś, co będzie za 20 lat, jeśli do końca nie wiemy, co stanie się za pięć? Czy ktoś w 1989 r. potrafił przewidzieć Naszą Klasę czy Wikipedię? Musimy być przygotowani na to, że szerokopasmowy dostęp nie wystarczy. Trzeba budować umiejętności i dostarczać treści. I tu jest ogromna rola rządu, żeby świadczyć usługi online, digitalizować i dostarczać zasoby dziedzictwa narodowego w postaci cyfrowej. Także rola mediów publicznych jako dostawców tych treści.
Bo samo "okablowanie" Polski jest dość łatwe mimo wszystkich barier.
I.O.: We wrześniu w Polsce ruszyło LTE, czyli technologia superszybkiego przesyłania danych bezprzewodowo, konkurencyjna dla światłowodów. Dostarczy internet pod strzechy. W przewidywalnym czasie nie będziemy mieli problemów z dostępem.
No i wreszcie jest ustawa o dostępie do internetu, która ma ułatwić "usieciowienie" Polski południowej i wschodniej, choć na razie jest bardzo źle z jej wykonaniem - minister Boni ostatnio grzmiał, że wykorzystano tylko 8 proc. środków unijnych na rozwój szerokopasmowego internetu w połowie okresu finansowania.
I.O.: Ustawa daje możliwość współpracy w trójkącie samorząd - przedsiębiorcy - regulator. Nie tylko w zakresie realizacji konkretnych przedsięwzięć. Pozwoli nam na przykład zebrać informacje konieczne do określenia, gdzie istnieją tzw. białe plamy dostępu do internetu. Tam, gdzie nie opłaca się internetu podciągnąć - a nie opłaca się nawet na Targowej w Warszawie - trzeba doprowadzić do tej współpracy.
Ustawa wprowadza ułatwienia w procesie inwestycyjnym. Do tej pory położenie kabla było niewiele mniej skomplikowane niż zbudowanie autostrady. Ważne też jest wprowadzenie zasady - jeżeli już coś budujemy, to od razu z kablem.
Druga ważna rzecz to cyfryzacja sygnału telewizyjnego. Telewizja cyfrowa zwiększy ofertę programową, umożliwi wprowadzenie usług dodatkowych (np. elektroniczny przewodnik po programach), a w przyszłości umożliwi komunikację dwustronną (jak w internecie). Z uwagi na zmianę technologii nadawania nowy system musimy wprowadzić w koordynacji z innymi krajami. Jeżeli do 2015 r. tego nie zrobimy, będziemy oglądać telewizję tylko w Warszawie i Łodzi - takie będą zakłócenia sygnału z państw ościennych, które już przechodzą na nadawanie cyfrowe.
Czyli zamiast kilku każdy widz będzie miał do dyspozycji ponad 20 kanałów. I pewnie będzie sobie mógł np. oglądać filmy bez lektora, w oryginale.
A.T.: Tyle że możliwości telewizji - nawet cyfrowej - są nieporównywalne ze skalą dostępności treści poprzez internet. A grupa osób, dla których telewizja cyfrowa dzięki poszerzonej ofercie będzie rzeczywiście krokiem do większego dostępu do informacji i kultury, jest niewielka, w dodatku specyficzna.
Ile gospodarstw domowych nie ma dziś satelity ani kablówki, korzysta tylko z telewizji naziemnej?
A.T.: Blisko trzy miliony.
Źródło: Gazeta Wyborcza