http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jacek, przyjaciel słabszych

Mirosław Czech
2010-08-02, ostatnia aktualizacja 2010-07-30 18:49

To dzięki Jackowi Kuroniowi panuje dziś w Polsce pokój w sprawach narodowościowych

Sytuacja mniejszości narodowych w Polsce i stosunki polsko-ukraińskie to słabo znana sfera aktywności politycznej Jacka Kuronia. Niesłusznie. Dobrze więc, że wybór jego wystąpień, artykułów i wywiadów na ten temat przyniósł m.in. przygotowany przez Izę Chruślińską czwarty z wydanych przez Krytykę Polityczną tom jego pism - "Nadzieja i rozczarowanie. Pisma polityczne 1989-2004".

To, że urodził się we Lwowie, Jacek odczuwał jako zobowiązanie do działania na rzecz dobrosąsiedzkich stosunków między naszymi narodami. Za przewodnika w sprawach polityki wschodniej miał Jerzego Giedroycia; powtarzał za nim, że w sensie geopolitycznym najważniejsze są istnienie niepodległej Ukrainy ("to nas oddziela od Rosji") i zakorzenienie Niemiec w strukturach euroatlantyckich.

Z determinacją dążył do rozbrajania min, jakie w stosunkach polsko-ukraińskich pozostawiła historia. Za warunek powodzenia uważał ujawnienie prawdy o wydarzeniach II wojny światowej i okresu powojennego oraz wzajemne uznanie swoich win. "Ukrainę kochał miłością dziwną" - tak mówił o nim w czasie jego pogrzebu Bronisław Geremek.

Wasi są też nasi

Komuniści w 1976 r. zadekretowali, że PRL jest państwem jednolitym narodowościowo - miał to być jeszcze jeden argument na rzecz tezy o "jedności moralno-politycznej narodu" w Polsce Edwarda Gierka. Niemal mieli rację. Pozostałe po falach emigracji z lat 40. i 50. kilkanaście tysięcy Żydów wyrzucono w 1968 r. Niemcy tłumnie migrowali do RFN, Litwini i Słowacy byli społecznością niewielką, Białorusini nie przejawiali większej aktywności, a wśród rozproszonej po przesiedleńczej akcji "Wisła" z 1947 r. mniejszości ukraińskiej postępy czyniła asymilacja. Dla podkreślenia swej tezy władze zmieniły w 1977 r. ponad sto nazw miejscowości na ziemiach południowo-wschodnich na brzmiące "bardziej po polsku".

W latach 1980-81, za tzw. karnawału "Solidarności", o mniejszościach zaczęto pisać w gazetach, I zjazd "S" uchwalił posłanie do nich. Wśród 15 komisji utworzonego w 1988 r. Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie znalazła się komisja mniejszości narodowych - kierował nią Marek Edelman, jego zastępcą był Kuroń. Po wyborach 4 czerwca 1989 r. z inicjatywy Jacka w Sejmie kontraktowym powstała komisja mniejszości narodowych i etnicznych.

W jednym z ówczesnych wywiadów Kuroń sformułował trzy zasady polityki narodowościowej III RP:

•  Państwo polskie po latach obowiązywania „tyleż okrutnej, co bezmyślnej zasady państw jednonarodowych” ma zobowiązania wobec przedstawicieli różnych grup narodowych - „ich los nie może być obojętny dla władzy państwowej”.

•  Musimy ułożyć stosunki z Ukraińcami, Litwinami, Białorusinami, Niemcami, Czechami i Słowakami. Jeżeli nie zlikwidujemy konfliktów, które są między nami, wszystkich nas spotka nieszczęście. Trzeba przezwyciężać wzajemne negatywne nastawienia. „Ten proces trzeba zaczynać zawsze od tych, którzy zamieszkują w Polsce”.

•  Polskim interesem narodowym jest troska o rozwój mniejszości polskich w krajach sąsiednich, ale najpierw trzeba rozwiązywać sprawy mniejszości narodowych w Polsce. Trzeba Litwinom, Białorusinom czy Ukraińcom dawać dobry przykład. „Zamiast obowiązującej w międzywojniu zasady: »Wy dokopujecie naszym, my - waszym «, trzeba stosować zasadę: »My ułatwiamy, pomagamy waszym, którzy przecież w jakiś sposób są naszymi «”.

W kilka lat później dodał, że jego idée fixe jest sprawienie, by "nasze mniejszości były ambasadorami Polski na zewnątrz. I w pewnym sensie są". Ostro występował przeciw stosowaniu zasady wzajemności: "My zrobimy tyle waszym, ile wy - naszym", która chodziła po głowie licznym politykom prawicy. Uważał też, że nikomu nie wolno mówić, że jest Niemcem, Turkiem czy Polakiem. "Jestem danej narodowości, bo tak się sam określiłem".

Ciągle gasił pożary

Do 2001 r. - z przerwami, gdy był ministrem pracy - przewodniczył sejmowej komisji mniejszości. "Tak się przyjęło w ministerstwach, w rządzie za czasów kolejnych premierów - wspominał w jednym z wywiadów - że przychodziłem w sprawach mniejszości i prowadziliśmy ważne rozmowy". Pomagała mu Bogumiła Berdychowska, twórczyni Biura ds. Mniejszości Narodowych w Ministerstwie Kultury.

Dziś niemal każde należące do mniejszości dziecko, jeśli chcą tego jego rodzice, może się u nas uczyć języka ojczystego. Każdego roku stowarzyszenia mniejszościowe organizują setki imprez kulturalnych. Państwo wspiera kilkanaście pism wydawanych w językach mniejszościowych i języku polskim. W mediach publicznych emitowane są programy w językach mniejszości. W wyborach do Sejmu komitetów wyborczych mniejszości nie obowiązuje pięcioprocentowy próg. W miejscowościach ze znaczącym odsetkiem mniejszości pojawiły się dwujęzyczne napisy.

Ukoronowaniem pracy legislacyjnej Kuronia miała być ustawa o mniejszościach narodowych. Prezentując jej projekt w 1999 r., z satysfakcją stwierdził, że niemal wszystkie wpisane do projektu uprawnienia stały się częścią praktyki państwowej i społecznej. Ustawę Sejm przyjął w styczniu 2005 r., już po śmierci Jacka.

Ciągle gasił pożary. Na przykład w stosunkach z Litwinami była to sprawa pomnika bp. Bronisława Baranowskiego - Antanasa Baranauskasa w Sejnach, na który długo nie chciał się zgodzić miejscowy Kościół katolicki i społeczność lokalna. Z pasją zajmował się integracją społeczności romskiej.

Najpoważniejszy był problem mniejszości niemieckiej, której istnienia władze nie uznawały aż do 1989 r. Wybuchały konflikty o uczenie niemieckiego w szkołach i używanie go w kościołach czy o nagrobki i nazwy miejscowości. Emocje ucichły na przełomie wieków. Kuroń tłumaczył to świadomością, że droga Polski na Zachód prowadzi przez Niemcy. Podkreślał znaczenie sensowności polityki rządu niemieckiego, który wspierał działalność charytatywną i gospodarczą całej społeczności lokalnej. I roztropności abp. Alfonsa Nossola, ordynariusza opolskiego.

O roli swojej i najbliższych współpracowników milczał.

Wzruszam się i boję

Najwięcej czasu i emocji Kuroń włożył w sprawy ukraińskie. To pod m.in. jego wpływem w sierpniu 1990 r. Senat zdominowany przez ludzi "Solidarności" potępił akcję "Wisła". W Sejmie - mimo wielokrotnych starań Kuronia - to się już nie udało.

Pod koniec życia miał poczucie porażki. W apogeum sporu o odnowienie Cmentarza Orląt Lwowskich mówił, że w Polsce nikogo nie dziwi, że Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa domaga się od Ukraińców w Polsce, by napisy na pomnikach ich cywilnych ofiar konfliktu z lat 1944-47 były dwujęzyczne, "a we Lwowie czemuś to razi".

1 listopada 2002 r. mówił na Ukraińskim Uniwersytecie Katolickim we Lwowie: "Jestem zakochany w Ukrainie absolutnie, od wczesnego dzieciństwa. Porywa mnie, czyni mnie silnym ta niesłychana wola niepodległościowa Ukraińców, którą powtarzają pokolenia po pokoleniach, przez łagry, katorgi. Wzrusza mnie ten przekaz męczeństwa, ale zarazem ogarnia mnie strach, bo żeby była niepodległość, trzeba przelać aż tyle krwi własnej i cudzej".

Uważał, że jedynym sposobem rozwiązania problemu przelanej krwi jest prawda i dialog. Z jego inicjatywy kombatanci z wołyńskiej AK i Związek Ukraińców w Polsce zapoczątkowali cykl konferencji naukowych "Trudne pytania". W 2003 r., przed obchodami 60. rocznicy wymierzonej w Polaków czystki etnicznej na Wołyniu, mówił z niepokojem: "Apeluję o dobrą wolę i próbę zmierzenia się z cierpieniem i krzywdą drugiej strony. Nie idzie o to, by krzywdy ważyć, ale by je poczuć".

Na Kuronia wówczas się oburzano, bo wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. O zbrodniach popełnionych przez UPA na Polakach mówiono nie tylko w Polsce, lecz również na Ukrainie. Prezydenci obydwu państw odsłaniali kolejne pomniki ku czci pomordowanych z obu stron. Polscy biskupi katoliccy i ukraiński episkopat greckokatolicki ogłosili list pasterski w sprawie pojednania.

Dziś niewiele zostało z tamtej atmosfery. Pojednanie rozbiło się o ocenę postaci Stepana Bandery - przywódcy ukraińskich nacjonalistów, którego na odchodnym za Bohatera Ukrainy uznał prezydent Juszczenko. Dziś po obu stronach granicy najgłośniej słychać środowiska skrajne, które licytują się na winy historyczne - dostrzegają je jedynie u strony przeciwnej. Rozbierane są pomniki.

Dzięki myśli politycznej Jacka Kuronia i jego działaniom Polska jest jednak państwem pokoju w sprawach narodowościowych. Położył fundamenty tak mocne, że nie zdołały ich naruszyć zmiany ekip rządzących i nawoływania różnych środowisk, by "ich mniejszościom" w Polsce odpłacić za rzeczywiste lub wydumane uciski, jakich społeczność polska doświadcza za miedzą.

Miał niezwykle wyczulone ucho na zagrożenia dla stosunków polsko-ukraińskich. Mówił ostro przede wszystkim do Polaków i od Polaków więcej wymagał. Nawoływał w ślad za ks. Janem Zieją do wielkości ducha, która się "nie zamyka i nie boi" - przeciwnie, wspiera tych, którzy są kulturowo słabsi.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów