http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Betlejewski: prowokacja czy ściema?

Dorota Jarecka
2010-05-31, ostatnia aktualizacja 2010-05-28 19:03

Rafał Betlejewski: - Ktoś stał wokół stodoły z grabiami i patrzył, pilnował. Co czuł? Poprzez inscenizację chciałbym odsłonić także jego sekret
Rafał Betlejewski: - Ktoś stał wokół stodoły z grabiami i patrzył, pilnował. Co czuł? Poprzez inscenizację chciałbym odsłonić także jego sekret
Fot. Filip Klimaszewski

Ładny i miły gest, który daje pocieszenie tym, którzy go wykonują

Dorota Jarecka
Dorota Jarecka
ZOBACZ TAKŻE
Widziałam Rafała Betlejewskiego na YouTube w jego krótkim filmie zapowiadającym akcję spalenia stodoły pod Jedwabnem. Stoi w stroju Boryny z pochodnią w dłoni, na tle stodoły, której jednak nie podpala, i patrzy na mnie takim wzrokiem, jakbym chciała podrapać jego ulubioną motorynkę. Mówię bez bicia: niemal wszystko, co głosi w wywiadach Betlejewski, jest cholernie słuszne. Bardzo bym chciała, żeby mu się udało odczarować słowo "Żyd" i żeby już nigdy na żadnym murze nikt nie narysował powieszonej na szubienicy gwiazdy Dawida. Ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jego akcja "Tęsknię za tobą, Żydzie" ma w sobie coś z cyrku, coś z wudu i jeszcze coś z odpustu i że prowadzi mnie w stronę zbiorowych emocji, w których nie chcę uczestniczyć.

Spalimy stodołę - mówi Betlejewski - i wrzucimy do ognia karteczki, które symbolizują nasze grzechy. To dokładnie odwrócenie wydarzenia z Jedwabnego, czyli mord, ale na złych uczuciach. A do tego spotęgowana teatralnie masowa spowiedź. I tu się robi niebezpiecznie. Czy załatwimy w ten sposób nasz problem? Możemy już pójść do domu? Wiem, że złapanie cienkiej linii między użyciem a nadużyciem, prowokacją a zwykłą ściemą, jest trudne. Wiele razy w ten sposób była atakowana sztuka współczesna - że pasożytuje na uczuciach. Kiedy Artur Żmijewski wpuścił gołych ludzi do komory gazowej, żeby bawili się w berka, kiedy Santiago Sierra napełnił synagogę w Stommel spalinami i kazał nałożyć widzom maski gazowe, kiedy Zbigniew Libera pokazał klocki lego do zabawy w obóz koncentracyjny, zawsze był ktoś, kto mówił, że artysta obraża pamięć ofiar Holocaustu. Jaka jest różnica? Tamte projekty nie dają szansy na psychiczną satysfakcję. Inaczej jest u Betlejewskiego. Chodzi mu o zaleczenie rany i tak o tym mówi w rozmowie z Piotrem Pacewiczem - jak o psychoterapii. Uważam, że jeśli coś jest sztuką, to nie oferuje takich ułatwień.

Jadę na performance w Oświęcimiu inaugurujący działalność Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie. Agnes Janich, młoda artystka z Nowego Jorku, każe mi zejść nad rzekę płynącą obok dawnego obozu, zapalić świeczkę, spalić w jej płomieniu imiona bliskich mi osób, a następnie puścić z nurtem rzeki. Nie biorę w tym udziału, myślę, że to za proste, za naiwne. Jadę do Londynu do galerii Tate Modern, gdzie wszyscy oprócz Mirosława Bałki mówią mi, że zrobił pracę o Holocauście. Bo jej forma nawiązuje do wagonu towarowego. Podobnie na biennale w Berlinie - jeśli Kuśmirowski wystawił wagon, to znaczy, że Polak mówi o Zagładzie. Dlatego Betlejewski powinien uważać, bo zachowuje się jak copyrighter, a nie jak artysta. Mówi innym to, co chcą od niego usłyszeć.

Dlatego chciałabym, żebyśmy biegnąc za nim z pochodniami, nie zapominali, że byli wcześniej tacy artyści, jak Bałka i Żmijewski, że był Oskar Dawicki, który z jakiegoś powodu napisał na kartce: "Nigdy nie zrobiłem pracy o Holocauście". I że była sobie Yael Bartana, która dwa lata temu nakręciła film "Mary Koszmary", na którym Sławek Sierakowski krzyczy z trybun, żeby "3 miliony Żydów wróciło do Polski i aby znowu z nami zamieszkali". Proszę Betlejewskiego o obejrzenie zarówno tego filmu, jak i zapoznanie się z pracami wyżej wymienionych artystów i ustosunkowanie się do problemu oryginalności w sztuce.

Chciałabym też, żeby się zastanowił, co da spalenie stodoły pod Jedwabnem Czeczenom z ośrodka dla uchodźców w Łomży, na których miejscowa ludność robi nagonkę. Czyli jak walka z dawnymi polskimi demonami przekłada się na demony współczesne?

Bo chyba jednak nijak i także z tego powodu to, co robi Rafał Betlejewski, jest pozbawione wielkiego sensu. Albo inaczej - ma tyle sensu co złożenie wieńca na pomniku, to ładny i miły gest, ale niewiele więcej. A że się zbiega z jego najgłębszym odczuwaniem? Trudno, kicz to sztuka szczęścia.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 19 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    43 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':