Przez ostatnie dziewięć lat życia Kapuścińskiego Artur regularnie bywał u niego w domu. Wiele rozmawiali. Miał status wybranego ucznia. Łączył ich lewicowy etos, fascynacja zdekolonizowanym światem, zwłaszcza Ameryką Łacińską.
Wydawnictwo Znak odmówiło publikacji książki Artura, zarzucając mu nadużycie zaufania wdowy po pisarzu. Alicja Kapuścińska wniosła do sądu pozew o tzw. zabezpieczenie powództwa, czyli wstrzymanie dystrybucji książki w imię prawa do ochrony pamięci męża. Sąd pozew odrzucił - i słusznie, bo to nie sądy powinny prewencyjnie decydować o zawartości książek. Nie zdejmuje to jednak ani z autora, ani z jego wydawcy odpowiedzialności cywilnej za publikację.
Spierają się wydawcy. Różnią się przyjaciele, dziennikarski świat się podzielił. Czytelnicy podzielą się także. W naszej redakcji wszyscy dyskutują o książce "Kapuściński non-fiction".
Dlaczego? Bo Artur Domosławski rozpętał debatę o etyce zawodu dziennikarza.
Co dziennikarzowi wolno, a czego robić nie powinien? Pytania te dotyczą i biografa, i reportera. Na pierwsze stara się odpowiedzieć dziś w "Świątecznej"
Marek Beylin na drugie -
Adam Leszczyński.
Wkrótce w "Gazecie" głos zabiorą Martin Pollack, Andrzej Stasiuk, Tomasz Łubieński i oczywiście Artur Domosławski.
Gdzie więc leży granica, na której powinien zatrzymać się biograf? Czy bezwzględny imperatyw prawdy, tak jak ją autor pojmuje, jest ważniejszy niż uczucia żyjących ludzi bliskich bohaterowi? Kiedy mogiła przestaje być świeża? Ile czasu musi upłynąć, by intymność przestała być sensacją? Czy przyjacielska zażyłość biografa z bohaterem pozwala na więcej, czy na mniej? Kiedy biograf dopuszczony przez bohatera lub rodzinę do intymnych tajemnic nadużywa tego zaufania?
A co wolno reporterowi? Jaki jest status faktów w reportażu? W którym momencie autorska kreacja zmienia reportaż w literaturę? Czy o reporterze/pisarzu świadczy jego życie, czy dzieło?
Czeka nas fascynująca debata, która nie może przynieść jednoznacznego rozstrzygnięcia, gdyż do dziś nikt - ani Arystoteles, ani Kartezjusz, ani w słynnym żarcie ks. Tischner - nie uporał się z odpowiedzią na pytanie filozofów: Czym właściwie jest prawda?