http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Beylin: Sprawa Ryszarda K.

Marek Beylin
2010-02-28, ostatnia aktualizacja 2010-02-26 19:25

Ryszard Kapuściński
Ryszard Kapuściński
Fot. Maciej Zienkiewicz / Agencja Gazeta

27 lutego. Szukam słów, by nie urazić Artura Domosławskiego, mojego redakcyjnego kolegi, i zarazem wyrazić oburzenie. Bo Domosławski naruszył godność żyjących w imię sensacji.

Artur Domosławski
Artur Domosławski "Kapuściński non-ficiton"
Marek Beylin
Fot. Maciej Zienkiewicz / AG
Marek Beylin
Sława drażni, wygładza ludzi w marmurowe figury, niweluje słabości. Sława osób, które się znało, może drażnić w dwójnasób - codzienne zachowania rzadko dorastają do wzniosłej legendy. Sława jest więc niebezpieczna dla bohaterów, bo wzmaga cudzą podejrzliwość. I bywa niebezpieczna dla biografów, gdyż płynna jest granica oddzielająca pisanie historii czyjegoś życia i demistyfikowanie legendy.

Co decyduje o tym, czy mamy do czynienia przede wszystkim z historią człowieka, czy przede wszystkim z obalaniem sławy? Powiedziałbym: empatia wobec bohatera i osób go otaczających. Ale czy dziś, w czasach nastawionych raczej na demaskację niż na rozumienie, sława zasługuje na empatię?

Do takich pytań skłania książka Artura Domosławskiego "Kapuściński non-fiction". W tej biografii Ryszarda Kapuścińskiego autor miota się między uznaniem dla swego bohatera i odrzuceniem go, między sympatią dla niektórych jego zaangażowań i przypisywaniem mu przy innych wyborach najniższych motywacji. Miota się między rolą biografa i myśliwego.

Miejscami mamy więc biografię Ryszarda Kapuścińskiego, miejscami zapis śledztwa w sprawie Ryszarda K. I jak to w takich zabiegach bywa - poszukuje się winy, umniejszając argumenty przeciwne. W tych partiach książki Ryszard K. wydaje się postacią skonfabulowaną.

Ale zacznijmy od tego, co w tej biografii dobre.

Domosławski z namiętnością przedstawia poglądy Kapuścińskiego wyrastające z wrażliwości na biedę i wyzysk w Afryce i Ameryce Łacińskiej. Przekonująco pokazuje, jak jego bohater sytuował się zawsze po stronie najsłabszych i dlaczego, widząc cynizm i bierność Zachodu, upatrywał nadziei na zmianę w miejscowych rewolucjach i buntach.

Widzimy człowieka pełnego pasji i niezwykle kompetentnego, który rozumie, że na tamtych terytoriach nie ma prostych podziałów. Zachodnia demokracja kojarzy się tam częściej z wojną, grabieżą i opresją niż z wolnością. Widzimy Kapuścińskiego sojusznika tamtych ludów i narodów, odczuwającego z nimi zwichniętą lub zatrzymaną historię.

Na świat Zachodu Kapuściński patrzy okiem biednego Afrykanina lub mieszkańca latynoskich faveli. Jest w tym nieposłuszny i wobec obowiązującej linii w PRL, i wobec, już w wolnej Polsce, większościowych czy poprawnych poglądów.

Domosławski uzmysławia nam też, jak w Kapuścińskim pogrążonym w tamtym świecie budzi się w Sierpniu '80 pasja do spraw polskich. Najpierw epizod stalinowski, o którym autor słusznie pisze, że było to zaangażowanie "dzieciucha", choć poświęca mu dobrych kilkadziesiąt stron, więc właściwie nie wiadomo, czy dla autora to epizod, czy ważna część biografii. Potem, w 1955 r., reportaż z Nowej Huty, jeden z ważnych odwilżowych tekstów. Później minimalizowanie kontaktów z Polską Gomułki i Gierka, wybór postawy apolitycznej i nieangażowanie się w sprawy krajowe. Wreszcie głęboko przeżyte uczestnictwo w sierpniowym strajku w Stoczni i najlepszy tekst o tych chwilach opublikowany w polskiej prasie.

Kapuściński porwany przez zryw ludzi domagających się w Stoczni wolności i godności jest tym samym Kapuścińskim, który opowiada się za wykluczonymi i zbuntowanymi na dalekich kontynentach. Jest konsekwentnym rzecznikiem poniżonych.

Domosławski trafnie pokazuje rozdarcie Kapuścińskiego, gdy wspomina on dzieciństwo w Pińsku. Z jednej strony mamy słodką krainę. Z drugiej, co wynika z niepublikowanych zapisków Kapuścińskiego i przede wszystkim z kwerendy Domosławskiego, przedwojenny Pińsk okazuje się miejscem dyskryminacji i antysemickich uprzedzeń.

Rzetelnie przedstawia Domosławski problem współpracy Kapuścińskiego z PRL-owskim wywiadem. Nikomu nie zaszkodził i był w tym mistrzem uniku - konkluduje. To plus dla autora piszącego w kraju zobsesjonowanym w tej kwestii.

W tym wszystkim Domosławski współodczuwa ze swoim bohaterem. Jednak w książce dominuje inny ton. Kapuściński jest oskarżony o tchórzostwo, konformizm oraz kłamstwa w książkach i życiu.

Spójrzmy na te zarzuty.

Początkujący reporter Kapuściński zapuszcza się do Konga ogarniętego wojną domową. Jego relacja: niebezpieczeństwo, strach, belgijscy spadochroniarze grozili, że nas rozstrzelają. Jego towarzysz wyprawy, doświadczony czeski dziennikarz, zapamiętał to mniej dramatycznie: spadochroniarze tylko tak żartowali. Aż takiej grozy nie było. Domosławski dodaje, że zasłyszał od kogoś uwagę rzuconą przez innego współpodróżnika: "O tym, co działo się w Kongu, dowiedziałem się od Kapuścińskiego". Jest sprzeczne świadectwo i plotka. Można powiedzieć: słowo na słowo, wrażliwość na wrażliwość, pierwszy kontakt z przemocą na doświadczenie. Ale Domosławski komentuje twardo: "Wracają słowa jednego z przyjaciół: że swoją odwagę Kapuściński tworzył w literaturze; wiedział, że jest inny".

I choć z tą opinią sąsiadują opisy odważnych, ba, brawurowych zachowań Kapuścińskiego, to autor interpretacji nie zmienia. Jakby tchórzostwo było faktem, zaś zachowania odważne - uboczną anegdotą.

Wyprawę poprzedził pewien epizod. Kapuściński wspominał później, że nie miał zgody na podróż do Konga, tylko do Nigerii, więc w tajemnicy przed zwierzchnikami zmienił bilet lotniczy. Wtajemniczył tylko kilku kolegów. Nieprawda - komentuje Domosławski - to legenda mająca "tworzyć awanturniczy życiorys reportera", przecież redakcja wiedziała o zmianie planu. Nie ma jednak dowodów, że redakcja wiedziała o celu wyprawy wcześniej, mogła dowiedzieć się potem. I nikt nie przeczy temu, że Kapuściński po kryjomu zmienił trasę podróży. Ale Domosławski wynalazł może drobną przesadę i już wie, jaki to człowiek.

Wątpliwości świadczą przeciw Kapuścińskiemu - to częsty przypadek w tej książce. Ileż razy czytamy, że Kapuściński jest strachliwym konformistą.



W końcu lat 50. pracował w "Polityce", a po 1968 r., gdy zaczęła być gorzej widziana przez władze, zerwał z nią - pisze Domosławski wspomagany słowami swego rozmówcy. Byłoby to więc postępowanie wątpliwe moralnie. Ale z innego fragmentu książki dowiadujemy się, że Kapuściński do "Polityki" nie pasował. W książce są też fakty, które zapewne lepiej tłumaczyłyby chłodne czy nijakie stosunki z pismem Rakowskiego od wczesnych lat 60. do współczesności. Właśnie na początku lat 60. "Polityka" opublikowała relację Kapuścińskiego z Kenii, mimo że opatrzył ją zastrzeżeniem: nie do druku. Ta publikacja naraziła reportera na niebezpieczeństwo. Mógł z tego powodu nie nosić "Polityki" w sercu. A później, za "Solidarności", rozjechały się ich drogi ideowe. "Polityka", najpierw sceptyczna wobec Sierpnia, stała się po redakcyjnym rozłamie tubą stanu wojennego. Kapuściński, na przeciwnych pozycjach, miał w niej publikować? Z różnych możliwych interpretacji stosunków Kapuścińskiego z "Polityką" Domosławski wybrał mniej oczywistą, choć dla swego bohatera gorszą.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    21 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':