http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jakiegoś geja poszturchali

prof. Monika Płatek*
2010-01-18, ostatnia aktualizacja 2010-01-15 17:51

12 kwietnia 2008, demonstracja ONR na wrocławskim Rynku
12 kwietnia 2008, demonstracja ONR na wrocławskim Rynku
Fot. Paweł Kozioł / Agencja Gazeta

Nasze prawo pomija uczucia pokrzywdzonych, ważny jest porządek społeczny

ZOBACZ TAKŻE
Paweł Smoleński: Na początku stycznia we Wrocławiu pobito dwóch czarnoskórych Holendrów; jednego z nich nie po raz pierwszy. Uznał to za przejaw rasizmu i trudno mu się dziwić. Niemal codziennie doświadcza rasistowskich zaczepek.

Prof. Monika Płatek: Przerabiam ze studentami eksperyment Zimbardo; na uniwersytecie Stanforda studentów podzielono na "więźniów" i "strażników", a eksperyment trzeba było przerwać po sześciu dniach, bo "strażnicy" dopuszczali się coraz bardziej wyrafinowanych aktów upokarzania i dręczenia "więźniów". Co to oznacza? Robimy to, na co mamy przyzwolenie, niekoniecznie wyrażane wprost, wiedząc, że nasze zachowanie najpewniej ujdzie nam płazem, a co najmniej - nie będziemy za nie potępiani.

Jeśli pobicie było wynikiem konfliktu, są na to artykuły kodeksu karnego: 155, 156, 157. Kowalski jest chroniony i koniec - nieważne, jaki ma kolor skóry, jakiego jest pochodzenia, narodowości, jaką wyznaje religię. Ale w przypadku czarnoskórego z Wrocławia możemy wnioskować, że żadnego konfliktu nie było.

Co to znaczy?

- Mówimy o przestępstwach wynikających z mowy nienawiści. Zostaje pobity albo znieważony człowiek czarny, Rom lub Żyd, bo jest czarnym, Romem lub Żydem.

Na rasistowskie ataki są w polskim prawie konkretne przepisy.

- Ale nie ma paragrafów, które określają inne cechy wyróżniające ofiarę: orientację seksualną, sytuację społeczną i zdrowotną, stopień niepełnosprawności, płeć, styl życia. Atak na niepełnosprawnego lub geja, dlatego że to niepełnosprawny lub gej, też wynika z nienawiści. I zdarza się znacznie częściej, niż nam się wydaje. Władza może tego jeszcze nie dostrzegła, a może dostrzec nie chce. Ale w wielu krajach świata już się to robi. Kategoria "innego" będzie coraz szersza.

Holender pobity we Wrocławiu żalił się, że na komisariacie był traktowany inaczej niż biały.

- Przychodzi na policję pobity biały i nikt nie patrzy na jego kolor skóry; będziemy uważać, że między Kowalskim a sprawcą wynikł jakiś spór, który rozstrzygali pięściami. Wyobraźmy sobie jednak, że Kowalskiego pobito nie w wyniku konfliktu, ale z bliżej niewiadomych przyczyn, cech, które go charakteryzują. Wówczas może się spotkać z taką samą reakcją jak czarny.

W Polsce nie ma praktyki ścigania takich przestępstw w stopniu, który oddawałby rozmiar zjawiska mowy nienawiści. Jest ono znacznie większe niż liczba spraw, które kończą się w sądzie. Nie rozpoznajemy tych problemów, wiemy o nich za mało. A niewiedza powoduje przyzwolenie na przestępstwa.

Dlaczego?

- Może w jakimś sensie podzielamy poglądy ludzi, którzy tak postępują, choć nigdy się do tego nie przyznamy. Po wtóre - jest nam z tym wygodniej.

Zło jest wynikiem frustracji. Atakujący chcą się poczuć ważniejsi, silniejsi, działają w imię "celów patriotycznych", chcą być bardziej męscy, coś im się w codziennym życiu nie udaje, więc szukają rekompensaty. Nie mają świadomości, że nie udaje im się z powodu konkretnych decyzji, także politycznych. Mają więc czarnego, Żyda, pedała, starca, kloszarda - emanację przyczyn, dla których im się nie powodzi.

Co z tym wszystkim ma wspólnego polityka i władza?

- Politykom wygodniej, gdy frustracja kieruje się przeciw mniejszościom, a nie przeciw nim - np. za zły budżet. Co więcej, jak ludzie dokopią czarnemu, politycy mogą się oburzyć, wysyłać policję. Interweniują, więc są obecni. Czasami władza sprawcę poinstruuje, że tak nie wolno. Czasami założy sprawę, którą w ostateczności sąd umorzy.

Najczęściej umarzane są sprawy dotyczące działań antysemickich, antyromskich i antygejowskich. Bo ich sprawcami są nie tylko prymitywne osiłki, ale tzw. porządni obywatele. To może być urągający Żydom staruszek, zwykły przechodzień, wydawca, publicysta. Sąd nie identyfikuje ich jako przestępców. Przecież nie zabijają, nie gwałcą, nie rabują. To zmarniali obywatele chodzący z jakimiś transparentami, sprzedający jakieś książki albo pisemka, głoszący jakieś poglądy, nawet niekoniecznie kawa na ławę, że Żydzi do gazu, a Hitler był głupi, bo nie dokończył sprawy. Wydaje się nam, że w gruncie rzeczy to takie niewinne.

W wielu wypadkach sąd nie ma woli ani podstawy prawnej, by sprawdzić, jak czują się ci, do których taki tekst się odnosi. Oraz ci, którzy pod takim tekstem są podpisywani jako "my", czyli ta niby zdrowa tkanka społeczeństwa. Mnie takie podpisywanie obraża, godzi w moje dobra osobiste.

Dla poszkodowanych nie ma miejsca, zaś sprawcy nie są dla sądu podobni do sprawców innych przestępstw, z którymi ma codziennie do czynienia. Kółko się zamyka.

Co tutaj szwankuje? Państwo, prawo, sądy, policja?

- Wszystko działa tak, jak ma działać. W kodeksie karnym są np. artykuł 256 zakazujący propagowania faszyzmu lub innego ustroju totalitarnego oraz nawoływania do nienawiści z powodu narodowości, rasy, wyznania.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 158 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    80 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':